Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Podatek węglowy byłby lepszy od handlu emisją

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Zbliża się konferencja klimatyczna w Kopenhadze. Czy jest pana zdaniem sens kontynuować tam projektu, jakim były protokoły z Kioto, czy światowi liderzy powinni pomyśleć o innym rozwiązaniu?

Uważam, że dotychczasowe rozwiązanie zaproponowane w Kioto było nieefektywne. A ewentualna próba jego rozszerzenia podczas szczytu w Kopenhadze specjalnego sensu nie ma. O wiele lepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie globalnego podatku od emisji CO2.

Nieszczęsne protokoły z Kioto wprowadziły limity emisji, którymi można dość dowolnie handlować. Ale tego rodzaju rozwiązanie nie zostało jak dotąd dostatecznie wypróbowane. Tak naprawdę wciąż nie wiemy, jak zadziałałoby na globalną skalę.

Istnieje możliwość wprowadzenia zharmonizowanych cen, opłat i podatków jako metoda koordynowania pomiędzy różnymi krajami polityk ochrony środowiska. Ten mechanizm również nie został sprawdzony na arenie międzynarodowej, ale różne kraje - na przykład USA - mają z nim pewne doświadczenie - moim zdaniem wystarczające.

Chodzi o to, co nazywam zharmonizowanym podatkiem od emisji (harmonized carbon tax - HCT). W tym mechanizmie nie istnieją żadne międzynarodowe limity emisji. Zamiast tego poszczególne kraje same wyrażają zgodę na penalizację nadmiernej produkcji dwutlenku węgla i innych gazów w postaci ustandaryzowanej wersji podatku. Jego wysokość liczyłoby się na podstawie obiektywnych danych ekonomicznych i ekologicznych. Uważam, że - najprościej mówiąc - stawki te podyktuje rynek. W przeciwieństwie do tego, co proponowano np. w protokołach z Kioto, w ramach HCT nie ma całej tej procedury handlowania prawami do emisji, która na dłuższą metę nie przynosi efektów.

To jest najbardziej sprawiedliwe rozwiązanie z możliwych. Każde państwo będzie obciążone karą za ewentualne zanieczyszczenie środowiska proporcjonalnie w takim samym stopniu - czyli z uwzględnieniem wszystkich czynników gospodarczych i cywilizacyjnych.

Jak już stwierdziłem, wolnorynkowe podejście do podatku pozwoliłoby go wyliczyć tak, by kraje rozwijające się, dla których produkcja jest czymś kluczowym dla dalszego rozwoju, płaciły proporcjonalnie mniej od tony dwutlenku węgla niż kraje dobrze rozwinięte. Zyski z HCT będą za to sprawiedliwie i proporcjonalnie dzielone pomiędzy tych, którzy muszą inwestować w ochronę środowiska albo nowe technologie pozyskiwania energii. Powinniśmy podyskutować na forum międzynarodowym na temat tego, jak to przygotować, jak takie fiskalne zobowiązania egzekwować czy wreszcie, jak wspomniane dochody dzielić. Ale wydaje mi się, że to jest dość proste i bardzo łatwo będzie można osiągnąć kompromis, bo społeczność międzynarodowa ma doświadczenie w negocjowaniu przeróżnych ceł i taryf.

Sądzę, że światowi liderzy są za bardzo skupieni na ideach klasycznych rozwiązań. Podejście polegające na trwałym zamrożeniu poziomu emisji nijak się ma do problemu kosztów generowanych przez ochronę środowiska, rzeczywistego wzrostu temperatury bądź autentycznych szkód, jakie wywołuje ocieplenie klimatu. Praktyka dowiodła, że na systemie opartym na limitach emisji traciły kraje albo bardzo dbające o ekologię, jak np. Szwecja, albo gospodarcze tygrysy, jak Korea Południowa, a nie wiedzieć czemu zyskiwały państwa o słabym wzroście, które z kolei słyną jako truciciele, czyli Wielka Brytania, Rosja czy Ukraina. Założę się, że na projekcie HCT zyskają kraje, którym naprawdę na sercu leży ochrona środowiska.

Skutkiem ubocznym handlu limitami emisji jest też pewnego rodzaju czarny rynek. Stawki na nim czasem nieracjonalnie rosną, innym razem spadają. Ceny za tonę nadmiernej produkcji dwutlenku węgla wahają się w Europie o nawet 50 proc. rocznie. Takie dziwne fluktuacje są bardzo szkodliwe. Pozostawiają ogromne miejsce na korupcję i powstawanie niebezpiecznych monopoli. Na ich podstawie trudno jest zbudować wydajne programy ochrony środowiska.

Do tego dochodzi jeszcze aspekt prawny czy nawet moralny. Ujednolicone podatki omijają rafę, jaką w przypadku handlowania limitami emisji są spekulacje cenami. Państwu łatwiej jest kontrolować tę przestrzeń poprzez politykę fiskalną. Znacznie łatwiej jest też w przejrzysty sposób gromadzić środki, z których finansuje się prace nad poszukiwaniami odnawialnych źródeł energii.

@RY1@i02/2009/236/i02.2009.236.000.012a.001.jpg@RY2@

Nordhaus: Kopenhaga nie powinna być zwykłą kontynuacją konferencji w Kioto

AP

@RY1@i02/2009/236/i02.2009.236.000.012a.002.jpg@RY2@

Zostało 4 dni

*, profesor ekonomii Uniwersytetu Yale, były rektor tej uczelni, badacz gospodarczych aspektów zmian klimatycznych

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.