Dziennik Gazeta Prawana logo

Polityka zmiany klimatu

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 14 minut

Nigdy dotąd nie stawialiśmy czoła wyzwaniu o tak dużej skali. I to nie dlatego, że ocieplenie klimatu jest zjawiskiem globalnym, lecz dlatego że nasze decyzje polityczne będą wpływać na przyszłość całej planety - twierdzi Anthony Giddens

Zmiana klimatu jest kwestią polityczną, która opiera się na naukowych podstawach. Do tej pory nie traktowaliśmy jej jednak w taki sposób. Ale też dotychczas nie stawialiśmy czoła wyzwaniu politycznemu o takiej skali. I to nie tylko dlatego, że zmiana klimatu jest zjawiskiem globalnym. Otóż nie musieliśmy do tej pory podejmować decyzji politycznych, których konsekwencje będą miały znaczenie w tak odległej przyszłości.

W debacie na temat zmiany klimatycznej dominują trzy stanowiska. Pierwsze z nich, prezentowane przez Międzyrządowy Zespół ds. Zmiany Klimatu (Intergovernmental Panel on Climate Change - IPCC) i podzielane przez większość naukowców wygląda następująco: zmiana klimatu jest faktem i jest niemal z całą pewnością spowodowana przez człowieka, zachodzi tu i teraz, a jej konsekwencje będą katastrofalne. W tym umiarkowanym nurcie dominuje myślenie w gruncie rzeczy pragmatyczne. "Nie chodzi nam o ratowanie planety" - utrzymują reprezentanci tego stanowiska - "lecz o zapewnienie ludziom dobrych warunków życia". Znaczący wzrost temperatury spowoduje zaburzenie równowagi klimatycznej, co - w połączeniu z innymi problemami, z którymi musimy się borykać, takimi jak: nierówności gospodarcze, masowa migracja, nieuregulowane kwestie dotyczące arsenału broni jądrowej - stawia nas w niezwykle trudnej sytuacji.

Drugie stanowisko to sceptycyzm. Nawet sceptycy nie negują tego, że klimat się zmienia - byłoby to zresztą trudne, biorąc pod uwagę, jak solidne dowody naukowe za tym przemawiają. Utrzymują jednak, że ocieplenie klimatu spowodowane jest przez czynniki naturalne. "W historii tej planety wiele było już okresów znaczących zmian klimatu i to, co obserwujemy dziś, to jedna z wielu tego typu anomalii" - twierdzą. Sceptycy, choć nie reprezentują więcej niż 2 procent naukowców w skali całego świata, są niezwykle aktywni w polityce. W Wielkiej Brytanii sceptycyzm w kwestii zmiany klimatu prezentuje były kanclerz skarbu Nigel Lawson, autor głośnej książki "An Appeal to Reason: A Cool Look at Global Warming" (Odwołanie do rozumu. Chłodnym okiem na globalne ocieplenie), w której dowodzi, że debata na temat zmiany klimatu jest sztucznie rozdmuchana, alarmujące głosy są mocno przesadzone, a wpływ człowieka na ocieplenie klimatu jest marginalny. Najbardziej znanym sceptykiem jest chyba jednak prezydent Czech Vaclav Klaus.

Trzecie stanowisko to nurt radykalny, reprezentowany przede wszystkim przez naukowców takich jak James Hansen, klimatolog współpracujący z NASA, czy wynalazca James Lovelock. Zdaniem radykałów nie dostrzegamy realnej skali problemu. Konsekwencje zmiany klimatu będą znacznie poważniejsze, niż zapowiadają modele prezentowane w raportach IPCC. Globalne ocieplenie przebiegać będzie znacznie szybciej, niż zapowiadają prognozy. Żeby ująć to obrazowo: dla radykałów ziemia jest jak dzika bestia, którą niepotrzebnie drażnimy, a której reakcja może być dla nas zgubna.

Kto ma słuszność? Nurt umiarkowany, sceptycy czy radykałowie? Które z racji należy podzielać? Stanowisko sceptyków jest nie do obronienia, zbyt dużo mamy naukowych danych, by móc się z nim zgadzać. Czy jednak zaufać powinniśmy umiarkowanym szacunkom, czy radykalnym prognozom? Nawet jeśli wolelibyśmy, by radykałowie nie mieli racji, w kwestii zmiany klimatu nie dysponujemy wiedzą w stu procentach pewną. Dlatego opieramy się nie na jednoznacznych danych, lecz na ocenie ryzyka, a wyborów dokonujemy na podstawie szacunków prawdopodobieństwa. Znajdujemy się więc w sytuacji, która wymusza przemyślenie raz jeszcze naszych wyborów politycznych - dlatego nie waham się nazwać problemu zmiany klimatu kwestią polityczną.

Żyjemy w środowisku, któremu brakuje równowagi. Przyszłość, która się rysuje, jest przerażająca. A jednocześnie życie dalej toczy się zwyczajnym rytmem - każdy z nas wsiada do swojego samochodu, włącza komputer, pali światło nawet wtedy, gdy jest to zbyteczne. Z jednej strony mamy katastrofalną przyszłość, z drugiej normalne życie. Te dwie rzeczywistości właściwie się nie spotykają. Jak to możliwe, że istnieje tak wielka różnica między tym, jak wygląda nasze codzienne życie, a tym, jak wyglądać będzie życie kolejnych pokoleń? Dlaczego zachowujemy się jak gdyby nigdy nic? Tę dysproporcję nazywam paradoksem Giddensa. Zasadza się on na tym, że ludzie nie będą traktowali zmiany klimatu poważnie, dopóki sami nie zaczną odczuwać jej skutków, wtedy będzie jednak za późno, by jej zapobiegać. W przypadku zmiany klimatu nie da się jednak zastosować strategii przeczekania.

Zbliżający się szczyt klimatyczny przez wielu traktowany jest jako moment, w którym zapadną kluczowe ustalenia, dzięki czemu oddalimy od siebie widmo katastrofalnej przyszłości. Czy Kopenhaga rozwiąże problem? Mam wątpliwości. Jeśli każdy z rozwiniętych krajów, nie zdecyduje się na wprowadzenie w życie zielonej strategii, i to niezależnie od wyników rozmów w czasie grudniowego szczytu, nic w naszej sytuacji się nie zmieni. Skuteczna polityka klimatyczna związana jest jednak z szeregiem problemów politycznych.

Po pierwsze, potrzebna jest nam strukturalna zmiana w polityce. Przez kilka ostatnich dekad decyzje polityczne warunkowane były przez cele krótkoterminowe. Zmiana klimatu czy bezpieczeństwo energetyczne nie mogą być rozważane w krótkiej perspektywie. Nie wiemy jednak, w jaki sposób zagwarantować ciągłość i konsekwencję decyzji politycznych dotyczących zmian klimatu. Choć przychodzi mi to z trudem, muszę przyznać, że wyjściem może być powrót do idei planowania. Nie chodzi o zwiększenie udziału państwa poprzez odgórne ustalanie limitów emisji dla fabryk, ale na przykład rozwój transportu z uwzględnieniem problemów klimatycznych. Paradoksalnie, wiele nauczyła nas globalna recesja. A mianowicie tego, że aby ustrzec się przed całym szeregiem niebezpieczeństw, potrzebujemy państwa odgrywającego większą niż dotychczas rolę. Nie możemy kierować się w gospodarce zasadą krótkoterminowych zysków, lecz musimy przyjąć długoterminową perspektywę - ta sama zasada dotyczy polityki klimatycznej.

Po drugie, kraje rozwinięte to w większości demokracje. Jak zatem można zapobiegać politycznej polaryzacji w sprawach klimatycznych? Lewica zawłaszcza problematykę klimatyczną, traktując ją jako swój temat. Prawica nie ma innego wyjścia, jak działać na kontrze i odrzucać projekty związane z zapobieganiem ociepleniu klimatu. Tymczasem zmiana klimatu nie ma większego związku z postulatami gospodarczymi czy ideologicznymi jednej czy drugiej strony. Wykorzystywanie tematyki klimatycznej do odróżnienia się od politycznych przeciwników oznacza brak zrozumienia dla tego problemu. Bo jeśli nie uda się porozumienie w tej kwestii, nie będzie możliwe wprowadzenie regulacji, które pozwolą nam uniknąć urzeczywistnienia dramatycznego scenariusza.

Po trzecie, nie wydaje mi się, by w udało się osiągnąć cokolwiek strachem i groźbą. Ocieplenie klimatu, podobnie jak świńska grypa, trafiło na listę tematów chętnie podejmowanych po to, by przestraszyć. Nie możemy budować polityki na straszeniu ludzi. Bo bez względu na to, ile razy usłyszą o tym, że Arktyka się topi, nie zmobilizuje ich to do działania. Musimy przestać mówić jedynie o kosztach, zacząć definiować zmianę klimatu w kategoriach pojawiających się możliwości. Zamiast rysować katastroficzne scenariusze, musimy przedstawić wizję, która przemówi do ludzi, zaproponować im nowy styl życia. Dlaczego odejście od gospodarki opartej na wykorzystaniu paliw kopalnych może być atrakcyjne dla społeczeństwa? Jeśli tak wiele osób deklaruje, że "czysta energia" jest dla nich atrakcyjna, łatwo wyobrazić sobie, jak na te zapewnienia powinien reagować biznes. Inwestowanie w zielone technologie, w połączeniu z polityką promującą takie rozwiązania, skutkować może wzrostem konkurencyjności, a nie jej spadkiem.

Te propozycje dotyczą nie tylko Europy Zachodniej. Dlaczego Europa Wschodnia powinna zainteresować się polityką klimatyczną?

Wchodzimy w nową epokę - z obawami i nadziejami, które temu towarzyszą. Podwaliny, na których spoczywały nasze społeczeństwa, zaczynają się kruszyć, coś, co miało zapewniać wzrost dobrobytu - wykorzystanie paliw kopalnych - okazuje się przyczyną kryzysu. Przyjdzie nam żyć w innych warunkach, ale czy musimy zakładać, że będzie to życie gorsze? Potraktujmy zmianę jako szansę, a nie zagrożenie. Wygra ten, kto wykorzysta stworzone przez nią możliwości.

Ze zmianą klimatu łączy się bezpieczeństwo energetyczne. Często tego związku nie dostrzegamy. Bezpieczeństwo energetyczne traktujemy jako wynik prowadzonej polityki, zmiana klimatu zachodzi rzekomo niezależnie od politycznych decyzji. Te dwie rzeczywistości trzeba połączyć. W przypadku Polski, której energetyka opiera się na węglu, sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, bo wykorzystanie węgla wzrasta wraz ze wzrostem cen importowanego gazu - uniezależnić się od gazu oznacza oprzeć jeszcze bardziej na węglu. Ale zarówno dla Polski, jak i dla każdego innego kraju celami powinny być transformacja systemu energetycznego i oparcie go na źródłach odnawialnych.

Czeka nas gospodarcza, technologiczna i społeczna transformacja. Kraje, które nie wykorzystają szansy, jaką to ze sobą niesie, na własne życzenie rezygnują z możliwości wpływania na swoją przyszłość.

@RY1@i02/2009/219/i02.2009.219.000.0011.001.jpg@RY2@

Anthony Giddens

AP

Anthony Giddens

socjolog. Jeden z najważniejszych teoretyków modernizacji i społeczeństwa ryzyka. Związany politycznie z brytyjską Partią Pracy, stworzył koncepcję "trzeciej drogi" wcielaną w życie przez Tony’ego Blaira. Jego najnowsza książka nosi tytuł "The Politics of Climate Change"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.