Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Klimat i środowisko

Zielony podatek zaszkodzi gospodarce

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Zmagający się ze skutkami kryzysu brytyjscy przedsiębiorcy nie mogą liczyć na pomoc rządu. Konserwatywny gabinet Davida Camerona wprowadza w życie zapowiedziany jeszcze przez Partię Pracy ekologiczny podatek, tzw. CRC.

Downing Street 10 ignoruje ostrzeżenia ekonomistów oraz biznesmenów, którzy podkreślają, że gospodarka Zjednoczonego Królestwa nie jest jeszcze wystarczająco mocna, by znieść dodatkowe obciążenie. Nowy podatek może więc zdusić nie tylko rachityczny wzrost PKB, ale także doprowadzić do wzrostu bezrobocia. W efekcie kraj może wpaść w tzw. drugie dno (double dip) kryzysu. - Nie jesteśmy gotowi na CRC - mówi "DGP" Bob Jarett z BHF-BSSA Group, zrzeszenia skupiającego małe firmy.

Carbon Reduction Commitment (CRC), czyli zobowiązanie do redukcji emisji dwutlenku węgla, zapowiedziano w maju 2007 roku. Jednak tracący na popularności laburzystowski rząd zwlekał z wprowadzeniem w życie nowego podatku, choć nie przeszkadzało mu to w stawianiu sobie coraz bardziej wyśrubowanego celu. Początkowo planowano zmniejszenie emisji CO2 do 2050 r. o 60 proc. w porównaniu do 1990 r., w końcu stanęło na 80 proc.

Rząd Davida Camerona, który odziedziczył po 13-letnich rządach Partii Pracy ogromną dziurę budżetową, nie zrezygnował z tego kontrowersyjnego planu. Poinformował wczoraj, że do końca września wszystkie firmy zużywające rocznie 600 MWh energii elektrycznej (w skali kraju to ok. 4 tys. przedsiębiorstw) muszą się zarejestrować w resorcie energetyki. Tym, które tego nie uczynią, grozi kara do 45 tys. funtów. Sam podatek CRC będzie obowiązywał od kwietnia 2011 roku - firmy będą płacić za każdą tonę wyrzuconego do atmosfery dwutlenku węgla. Ekonomiści już oszacowali, że mniejsze firmy czeka dodatkowa danina w wysokości średnio 38 tys. funtów rocznie, duże oddadzą fiskusowi średnio po 100 tys. funtów.

- Radzę biznesowi poważnie potraktować nasze decyzje - powiedział wczoraj wiceminister energetyki Greg Barker, który nie zwraca uwagi na ostrzeżenia przedsiębiorców. Alarmują oni, że gospodarka jest wciąż bardzo słaba i potrzeba jej nowy zachęt do rozwoju, a nie obciążeń. - Ryzyko popadnięcia w drugie dno kryzysu jest ogromne - powiedział kilka dni temu główny ekonomista Brytyjskiej Izby Handlowej David Kern. Jego obawy potwierdza badanie przeprowadzone przez Deloitte wśród biznesmenów z Wysp: już 38 proc. z nich jest niemal pewnych, że kraj wpadnie w drugie dno. Trzy miesiące temu tak wielkich pesymistów było o 5 proc. mniej.

Stan brytyjskiej gospodarki daleki jest od zadowalającego. Stopa bezrobocia w maju wyniosła 7,8 proc. - od marca udało się ją zbić o 0,2 proc. Dwa lata temu stopa bezrobocia wynosiła 5,2 proc. Nie lepiej rząd radzi sobie z pobudzeniem gospodarki. Choć w najgorszym czasie kryzysu, w styczniu 2009 roku, PKB skurczył się o 2,4 proc., to teraz wynosi zaledwie 1,1 proc.

Przy tak ślimaczym tempie rozwoju wprowadzanie nowych podatków jest bardzo ryzykowne. Francja, która chciała zmusić każdą rodzinę i przedsiębiorstwo do płacenia 17 euro za tonę wyemitowanego CO2, w marcu tego roku porzuciła ten plan. Obawiała się druzgocącego wpływu ekologicznej daniny na gospodarkę.

@RY1@i02/2010/156/i02.2010.156.000.009a.001.jpg@RY2@

Fot. Reuters/Forum

David Cameron nie boi się, że podatek zdusi gospodarkę

Dania - 100 koron (13,4 euro) za tonę

Finlandia - 18,05 euro za tonę

Szwecja - 930 koron (97 euro) za tonę

Norwegia - 215 koron (27 euro) za tonę

Szwajcaria - 12,5 franka (9,1 euro) za tonę

Indie - 50 rupii (0,82 euro) za tonę

Piotr Czarnowski

piotr.czarnowski@infor.pl

współpraca Karolina Kupińska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.