Klimat się zmienia, powodzie stulecia będą coraz częstsze
Ostatnie dziesięciolecie jest zdecydowanie najcieplejsze w historii globalnych bezpośrednich obserwacji temperatury prowadzonych od roku 1850. W cieplejszej atmosferze może się zmieścić więcej pary wodnej, a to ma wpływ na potencjał intensywnych opadów. Jednak poza klimatem istnieją inne, ważne czynniki powiększające ryzyko powodzi. Zmienia się użytkowanie terenu. Maleje powierzchnia obszarów, gdzie woda może się bezpiecznie rozlać, nie czyniąc szkód. Rośnie powierzchnia obszarów nieprzepuszczalnych - dachy, szosy, parkingi, chodniki. W efekcie woda nie może wsiąknąć i szybko spływa do rzek, a intensywny opad lokalny, który kiedyś nie byłby groźny, dziś prowadzi do wezbrań.
Osłonę przeciwpowodziową projektuje się na wodę o określonym prawdopodobieństwie. Aby uwzględnić zmiany globalne w Niemczech, Holandii i Anglii, ważnym parametrem w systemie osłony jest tzw. woda stuletnia. Na podstawie takiej wielkości określa się wielkość obwałowań czy też potrzebnych polderów (suchych zbiorników, okresowo napełnianych wodą, kiedy jest jej dużo). Ponieważ klimat się zmienia, jest wysoce prawdopodobne, że woda, którą uznajemy za stuletnią, będzie się zdarzała w przyszłości częściej. Dlatego parametry bezpieczeństwa zwiększa się o 15 czy 20 procent. To oznacza, że buduje się większe umocnienia.
Warto przemyśleć mądre hasła, których zrozumienie jest w krajach zachodniej Europy powszechne. Łapmy wodę tam, gdzie spadnie - rozwijajmy retencję każdej wielkości, zatrzymując wodę z opadów, zanim urośnie do ogromnej, niszczącej masy. Jesteśmy skazani na życie z powodziami, bo nie da się zagwarantować stuprocentowego bezpieczeństwa. Można jednak i trzeba starać się zmniejszać straty. Oddajmy rzekom obszary, które do nich należą, np. dawne tereny zalewowe, teraz odcięte obwałowaniami. Zejdźmy z drogi żywiołu. Zmiany klimatu zaobserwowane w Polsce nie są jeszcze dostatecznie silne i dramatyczne, by przekonać decydentów do zmian kryteriów i procedur. Powodzie z 2010 roku na pewno poprawią świadomość zagrożeń, przynajmniej na jakiś czas.
Jesteśmy zobligowani do przygotowania map ryzyka powodzi (i potencjalnych strat) dla zjawisk częstych, rzadkich (jak powódź stuletnia) i ekstremalnie rzadkich. Wreszcie dyrektywa wymaga gospodarki ryzykiem, umożliwiającej osiągnięcie pożądanego stopnia zabezpieczenia. Prace nad tym dopiero się jednak zaczynają. Przez te zaniedbania znaczna część Polaków nie wie, że mieszka na terenach zagrożonych powodzią. Wdrażanie dyrektywy powodziowej powinno zmienić ten stan.
@RY1@i02/2010/154/i02.2010.154.000.006c.001.jpg@RY2@
Fot. B. Jankowski Fotorzepa
Zbigniew W. Kundzewicz jest profesorem nauk o ziemi Instytutu Środowiska Rolniczego i Leśnego PAN w Poznaniu oraz Instytutu Badań nad Konsekwencjami Klimatu w Poczdamie
jest profesorem nauk o ziemi Instytutu Środowiska Rolniczego i Leśnego PAN w Poznaniu oraz Instytutu Badań nad Konsekwencjami Klimatu w Poczdamie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu