Miniprzewodnik dla lokatora
To ostatni odcinek naszego cyklu. Przypominamy raz jeszcze proste sposoby obniżenia rachunków za energię dzięki racjonalizacji sposobu wykonywania domowych czynności.
Polacy należą do tych nacji w UE, w których na osobę przypada najmniej powierzchni mieszkalnej. Nic dziwnego więc, że coraz częściej zamieniamy mieszkania na większe albo przenosimy się do domów. Gdy już nam to się już uda, ze zdumieniem przyglądamy się olbrzymim rachunkom za ogrzewanie i ciepłą wodę, stanowiącym na ogół większość naszych wydatków na energię. Istnieje mnóstwo sposobów, by je obniżyć.
Wielu z nas przegrzewa - i tym samym przesusza powietrze - mieszkania, nie zdając sobie sprawy, że do komfortu cieplnego wystarczy temperatura 21 st. C. A w nocy, gdy śpimy, nawet o kilka stopni niższa. Każdy stopień Celsjusza cieplej to zużycie energii o 6-7 proc. wyższe.
Uczucie ciepła przy przykręconych kaloryferach można zwiększyć bardzo niewielkim kosztem:
● zamontować nad grzejnikami półki - dzięki nim ciepłe powietrze poleci na środek pokoju zamiast pod sufit),
● zamontować ekrany zagrzejnikowe, chroniące przed nagrzewaniem ściany przy kaloryferze i ucieczką ciepła na zewnątrz, zwłaszcza, jeśli grzejnik schowany jest we wnęce.
Niewielką inwestycją (300-400 zł) jest regulator temperatury, który sam zmniejsza ogrzewanie, jeśli w pokojach jest cieplej, niż byśmy chcieli.
Jeśli mamy mieszkanie, a nie dom, powinniśmy mieć ciepłomierz albo tzw. podzielnik ciepła. Dopiero mając takie urządzenia możemy płacić tylko za tę energię cieplną, którą faktycznie zużyjemy.
O energooszczędności należy myśleć już na etapie budowy domu czy wybierania lokum, które chcemy kupić. Wielu Polaków ciągle okłada domy warstwą styropianu o grubości 10-12 cm, kupuje nowoczesne, dość szczelne okna i myśli, że z takich budynków już nie ucieka dużo ciepła. Nie uwzględniając wentylacji, przez okna tracimy 15-20 proc. ciepła, przez ściany i przez dach zwykle po 30 proc., a 10 proc. przez podłogę na najniższej ogrzewanej kondygnacji. By budynek był dobrze ocieplony, trzeba uszczelnić każdy z tych elementów.
Ścianę można będzie zaliczyć do naprawdę energooszczędnych, jeśli warstwa styropianu będzie mieć 20 cm grubości, czyli dwa razy więcej niż ta zwykle stosowana. To samo dotyczy izolowania podłogi na parterze i dachu, który ociepla się wełną mineralną.
Rachunki za ogrzewanie jeszcze bardziej spadną, jeśli zaizolujemy tzw. mostki termiczne, czyli wszelkie połączenia konstrukcyjne (np. dachu ze ścianą), przez które ucieka bardzo dużo ciepła.
Gdy kupujemy mieszkanie, żądajmy od jego właściciela przedstawienia świadectwa energetycznego. Odpowie nam ono na pytanie, ile ów lokal zużywa energii na ogrzewanie, innymi słowy, jak drogi jest w eksploatacji. Przy remoncie albo jeszcze na etapie budowy pomyślmy o zamontowaniu rekuperatora z wentylacją mechaniczną (kosztuje to co najmniej kilka tysięcy złotych, ale ten wydatek szybko się zwraca), dużo sprawniejszą od grawitacyjnej i bardziej wskazaną w dobrze uszczelnionych domach. Rekuperator to urządzenie, które odzyskuje nawet 90 proc. energii cieplnej z powietrza uchodzącego przez system wentylacyjny.
Gdy wybieramy albo remontujemy system grzewczy, warto wziąć pod uwagę trzy rozwiązania:
● gazowe kotły kondensacyjne, które zużywają przynajmniej 10 proc. mniej paliwa niż tradycyjne,
● ogrzewanie podłogowe, dające ten sam komfort cieplny przy niższej o kilka stopni temperaturze grzania,
● ogrzewanie kominkiem, bo drewno to dziś najtańszy opał, zaliczany do odnawialnych źródeł energii.
A jeśli już o nich mowa - jeśli zamiast kotła gazowego zastosujemy pompę ciepła, możemy płacić za podgrzewanie wody do kaloryferów i do mycia nawet o połowę mniej. Szczególnie gdy zastosujemy urządzenie odzyskujące także ciepło ze ścieków. Kto pomyślałby jeszcze 20 lat temu, żeby wykorzystywać energię cieplną z wody, którą spuszczamy po kąpieli?
Taka pompa jest jednak wciąż dość drogim rozwiązaniem, bo kosztuje z montażem co najmniej 20 tys. zł. Tańsze są kolektory słoneczne - ceny dobrej jakości zestawów z montażem dla trzyosobowej rodziny zaczynają się od 6,5 tys. zł. Dzięki kolektorom rachunki za ciepłą wodę do mycia możemy zmniejszyć o 60-70 proc., a za ogrzewanie nawet o jedną trzecią.
Da się je zmniejszyć jeszcze bardziej, stosując tzw. perlator, czyli nakładkę na kran, która pozwala obniżyć zużycie wody.
Tego rodzaju energooszczędnych nowinek jest coraz więcej, także w odniesieniu do sprzętów elektrycznych. Warto je wziąć pod uwagę, bo prąd to znacząca pozycja w domowym budżecie, szczególnie gdy korzystamy z klimatyzacji, której eksploatacja może nas kosztować nawet 100-150 zł miesięcznie. Ten wydatek da się obniżyć nawet o połowę, jeśli zastosujemy klimatyzację częściowo napędzaną baterią słoneczną, a na oknach od zewnętrznej strony zamontujemy termoizolacyjne rolety.
Warto zainwestować w energooszczędne lodówki, pralki, kuchenki czy żarówki (te ostatnie zużywają pięciokrotnie mniej prądu niż tradycyjne). Należy zwracać uwagę przy zakupie na tzw. metkę energetyczną i wybierać modele z klasą A, A+ i A++.
Jest też wiele sposobów na zaoszczędzenie energii, bez inwestowania nawet złotówki. Dla przykładu - unikajmy w pralce prania wstępnego, nie ustawiajmy w lodówce zbyt niskiej temperatury - wystarczy 5-7 st. C, żeby jedzenie dobrze się przechowywało.
Wbrew rozpowszechnionym opiniom oszczędzanie energii naprawdę się opłaca, podobnie jak opłacalny jest zakup energooszczędnych sprzętów oraz technologii, które w wielu przypadkach nie kosztują dużo więcej niż konwencjonalne.
przygotował Jacek Krzemiński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu