Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Czy Shell specjalnie truje Nigerię

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Bezprecedensowa sprawa w Holandii. Organizacje obrony praw człowieka oskarżyły Shella, że świadomie zaniedbuje zasady bhp w delcie Nigru, powodując gigantyczne skażenie środowiska, zaś winę zrzuca na sabotaż rebeliantów. Firma broni się, przedstawiając dane ze śledztwa ONZ.

To pierwszy przypadek, kiedy holenderski sąd będzie zajmował się zagranicznymi działaniami firmy zarejestrowanej w tym kraju. Sprawę zbadają też Stany Generalne. W środę w parlamencie w Hadze odbyło się publiczne przesłuchanie przedstawicieli Shella.

Amnesty International (AI) oraz holenderska organizacja Obrona Środowiskowa (MD) twierdzą, że czwarte co do wielkości przedsiębiorstwo energetyczne świata celowo ignoruje wymogi ekologiczne i tnie koszty utrzymania i modernizacji naftociągów. Awarie i wycieki łatwo można bowiem zrzucić na działających w roponośnych regionach Nigerii separatystów.

Zgodnie z nigeryjskim prawem firma nie ponosi odpowiedzialności za skażenie, jeśli doszło do niego w wyniku sabotażu. Shell twierdzi, że ponad 90 proc. wycieków ropy to właśnie rezultat zamachów i działań złodziei ropy. Chodzi o niebagatelną ilość 13,9 tys. ton surowca, która trafiła do gruntu i rzek w delcie Nigru tylko w 2009 r. To czterokrotnie więcej niż jeszcze dwa lata wcześniej.

- Przestańcie traktować Nigeryjczyków inaczej niż traktujecie Holendrów - mówił podczas przesłuchania Geert Ritsema z MD. Obrońcy praw człowieka utrzymują, że powstańcy i złodzieje nie odpowiadają nawet za połowę wycieków. Reszta to wina przestarzałej infrastruktury, a więc Shell powinien wypłacić odszkodowania ofiarom. Tym bardziej że miejscowa ludność żyje w 75 proc. z rolnictwa i rybołówstwa, a więc szczególnie mocno dotyka ją zatrucie środowiska.

Shell, który poprzez własną działalność i joint ventures kontroluje 1/5 nigeryjskiego wydobycia ropy, broni się, przedstawiając dane trzyletniego śledztwa prowadzonego pod egidą Programu Środowiskowego ONZ (UNEP). Badania wykazały, że firma faktycznie odpowiada za 10 proc. wypadków w delcie. - Brak bezpieczeństwa wpływa zaś na nasze możliwości dbania o stan techniczny infrastruktury - tłumaczył w środę wiceszef Shella Ian Craig. AI i MD utrzymują, że UNEP zbyt silnie zawierzył danym dostarczonym przez koncern. Prawnicy koncernu argumentowali też, że wypłata odszkodowań za sabotaż zachęci terrorystów do kolejnych ataków na infrastrukturę przesyłową.

Koncern nie po raz pierwszy musi się tłumaczyć ze swojej działalności w Nigerii. W 2009 r. firma została karnie usunięta z indeksu giełdowego Dow Jones Sustainability Index, skupiającego spółki dbające o środowisko. Portal WikiLeaks ujawnił z kolei, że koncern wykorzystywał wpływy w Abudży, by manipulować nigeryjskim rządem.

"Shell wydelegował ludzi do odpowiednich ministerstw i stale ma dostęp do wszystkich prac w tych ministerstwach" - czytamy w depeszy z października 2009 r. Spotkania dyrektorów firmy z ministrami zostały określone mianem rutynowych. Shell był na tyle silny, by torpedować niekorzystne dla siebie projekty ustaw, a nawet wymieniać się danymi wywiadowczymi ze służbami USA i Wielkiej Brytanii. Warto pamiętać, że nie chodzi tu o małe państewko, ale 152-milionowy kraj aspirujący do stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.

Michał Potocki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.