Tak to widzę: Mniej ideologii, więcej faktów
Polskie weto w sprawie unijnych planów redukcji emisji CO2 wywołało spore zamieszanie w Europie. Kwaśne miny mają Duńczycy, którzy przewodniczą obecnie UE. Decyzja wywołała także histeryczne reakcje organizacji ekologicznych, które nie szczędzą szyderczych uwag pod adresem Polski, strasząc nawet zabraniem unijnych funduszy.
Na szczęście nasi negocjatorzy nie ugięli się pod presją ekoszantażu oraz duńskich ambicji i wyrazili sprzeciw wobec planów Brukseli dotyczących ograniczania emisji dwutlenku węgla, zakładających jej redukcję o 40 proc. w 2030, 60 proc. w 2040 i 80 proc. w 2050 r. Polskie stanowisko podkreśla, że wszelkie ustalenia na gruncie europejskim powinny być dokonywane po negocjacjach globalnych. Ich wynik będziemy znać dopiero w 2015 r. ale już dzisiaj widać, że takie potęgi jak USA czy Chiny niechętnie patrzą na wszelkie ograniczanie emisji. Warto przypomnieć, że Europa odpowiada za mniej niż 10 proc. światowej emisji dwutlenku węgla.
Cieszę się, że polski rząd - co nieczęsto się zdarza - wziął pod uwagę głos m.in. przedsiębiorców skupionych w Krajowej Izbie Gospodarczej. Od dłuższego czasu alarmujemy, że skutki jednostronnych i nieprzemyślanych decyzji Brukseli mogą się okazać katastrofalne dla polskiej gospodarki. Przesada? Patrząc na obiektywne analizy - chyba nie. Przypomnę tylko, że według ostatnich badań, przeprowadzonych na zlecenie KIG, dodatkowe koszty dla przemysłu w Polsce z tytułu już wdrożonych działań z zakresu polityki klimatycznej osiągną w roku 2015 ok. 5 mld zł rocznie, a do roku 2030 wzrosną do ok. 13 mld zł rocznie. Przyjęcie na poziomie unijnym proponowanych obecnie celów 80-proc. redukcji emisji do roku 2050 spowoduje wzrost kosztów przemysłu w Polsce o kolejne 9 mld zł rocznie w roku 2030. Łączne przewidywane obciążenia polskiego przemysłu z tytułu polityki klimatycznej stanowią ponad połowę wyniku finansowego brutto całego przemysłu, który w roku 2009 wyniósł 40 mld zł. Tyle właśnie będą kosztować klimatyczne ambicje UE i chęć dawania światu dobrego przykładu w zakresie ograniczania emisji.
Komentując politykę klimatyczną UE, zdarza mi się powoływać na analizy Business & Media Institute, którego eksperci prześledzili amerykańskie publikacje prasowe dotyczące zmian klimatycznych z okresu ponad 100 lat. Wynika z nich, że zmiany klimatu są od dawna przedmiotem zainteresowania mediów. Problem w tym, że dziennikarze (i cytowani przez nich eksperci) nie mogą się zdecydować, czy światu grozi globalne ocieplenie, czy oziębienie, i co kilkadziesiąt lat zmieniają w tej kwestii stanowisko.
Nie twierdzę, że zmiany klimatu należy lekceważyć. Chciałbym jednak, aby decyzje były podejmowane na podstawie obiektywnych przesłanek i rzeczowych analiz - takich jak chociażby badania przeprowadzone na zlecenie Krajowej Izby Gospodarczej. Niestety polityka klimatyczna UE zbyt głęboko tkwi w obszarze ideologii, a nie faktów.
Zapomniano też o europejskiej solidarności, która powinna uwzględniać nasze uzależnienia od węgla i zaproponować sposoby realizacji programu mogą być zaakceptowane przez Polskę.
@RY1@i02/2012/053/i02.2012.053.130000100.802.jpg@RY2@
Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej
Andrzej Arendarski
prezes Krajowej Izby Gospodarczej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu