Handel kwitami za recykling elektrośmieci straci rację bytu
Grzegorz Skrzypczak Ministerstwa już dzielą wpływy z kar za zaniedbania przy elektroodpadach, zamiast stworzyć system skutecznej kontroli
Komitet Stały Rady Ministrów przyjął projekt założeń ustawy o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym. Ministerstwo Środowiska rozbudowało argumentację za powołaniem Krajowego Centrum Monitoringu (KCM), czyli elektronicznego systemu kontrolującego przepływ elektroodpadów. Ma on przeciwdziałać fałszowaniu dokumentacji. Czy takie argumenty przekonają przeciwników zmian?
Nie sądzę. W przypadku tych zmian problem nie leży w wymianie informacji na linii władza - przedsiębiorcy. Krytycy propozycji doskonale je rozumieją i dlatego protestują. Mają wiele do stracenia, bo branżę elektroodpadów dręczą patologie i szara strefa. Jednym z kroków prowadzących do naprawy sytuacji jest właśnie stworzenie wspomnianego systemu. Posłuży on zapobieganiu pożarowi, a nie jego gaszeniu. Nie zlikwiduje szarej strefy, ale znacznie ją ograniczy. Spowoduje, że będzie bardzo trudno funkcjonować poza oficjalnym obrotem, bo znacznie pomoże urzędom, nie tylko generalnemu inspektorowi ochrony środowiska (GIOŚ), ale też skarbówce czy prokuraturze, kontrolować nieprawidłowości. Wszystko dlatego, że przepływ zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego (ZSEE) pomiędzy producentami sprzętu AGD (wprowadzający), powołanymi przez nich organizacjami odzysku, zakładami przetwarzania i recyklerami będzie na bieżąco raportowany w systemie i pozwoli w czasie rzeczywistym odnajdywać niepokojące różnice w rachunkach.
To znaczy?
Chodzi o to, że w zakresie zbierania i przetwarzania zużytego sprzętu masa wejściowa elektroodpadów na początku całego procesu odzysku powinna być prawie identyczna jak wyjściowa, a różnice ograniczają się do dziesiątych czy setnych części procenta. Najprościej mówiąc, KCM pozwoli wykryć sytuacje, gdy te dwie wartości nie będą się bilansowały. Handel kwitami, dziś powszechny, straci rację bytu, bo nie wystarczy, że ktoś komuś wystawi dokument potwierdzający wykonanie obowiązku przetworzenia elektroodpadów. Takie działanie będzie musiało mieć odzwierciedlenie w rzeczywistych liczbach i działaniach. Dziś teoretycznie też tak być powinno, ale urzędy nie mają narzędzi, by skutecznie to kontrolować. KCM sam wskaże miejsca typowane do przeprowadzenia inspekcji.
Reprezentujecie państwo część branży, która opowiada się za tym, by KCM zarządzał niezależny podmiot zewnętrzny, a nie GIOŚ. Dlaczego?
Nasze stanowisko wynika z doświadczenia wskazującego, że nie wystarczy stworzyć system monitoringu. Trzeba nim później odpowiednio zarządzać, a to skomplikowany proces. Tymczasem dziś ze wspomnianego urzędu potrafią wyciec poufne informacje, a w przypadku opisywanego systemu absolutnie nie można do tego dopuścić. To mocny argument za tym, żeby administrowaniem zajęła się niezależna organizacja powiernicza. Może nią być chociażby kancelaria prawna wybrana nie przez branżę, ale przez ministerstwo. Powierzając zarządzanie systemem profesjonalnemu podmiotowi, mamy pewność zachowania poufności danych.
Na gruncie prac nad ustawą pojawił się spór między resortami finansów i środowiska o to, gdzie miałyby trafiać wpływy z kar administracyjnych nakładanych za naruszanie przepisów o elektroodpadach: do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska (NFOŚiGW) czy bezpośrednio do budżetu państwa. Które rozwiązanie byłoby lepsze?
Przede wszystkim chciałbym mieć przekonanie, że jedna i druga strona wiedzą, o czym mówią, bo żeby była kara, to trzeba coś skontrolować. Żeby coś kontrolować, trzeba wiedzieć, gdzie skierować swoje działania. Tymczasem dziś ani resort finansów, ani NFOŚiGW nie wiedzą. Proszę sobie wyobrazić, że GIOŚ podał, iż w zeszłym roku nałożono 309 tys. zł kar w zakresie ZSEE. Jeżeli ktoś zna branżę i rozmiary patologii, to zrozumie, że jest to liczba śmiesznie niska. Najpierw trzeba stworzyć system efektywnej kontroli i wyłapywania nieprawidłowości, a dopiero później spierać się o to, gdzie mają trafiać pieniądze. W innym przypadku może wydawać się, że zaczynamy dyskusję od końca. Należy jednak podkreślić, że dziś państwo polskie traci z tytułu istniejących patologii w gospodarowaniu zużytym sprzętem miliony złotych.
Jako organizacja odzysku działacie w formie spółki akcyjnej. Jednocześnie jesteście państwo w grupie tych, którzy domagają się, by takie organizacje funkcjonowały w oparciu o zasadę not-for-profit i nie mogły wypłacać zysku akcjonariuszom. Czy to nie paradoks?
Nie. Trzeba tu zrozumieć cel działania organizacji odzysku. Są one powoływane przez producentów sprzętu AGD czy RTV po to, by jako wyspecjalizowane podmioty realizować w ich imieniu obowiązki w zakresie odzysku, wynikające z unijnych dyrektyw i polskiego prawa. Nie zaś po to, by na nich zarabiać, bo to oznaczałoby, że najpierw pan oficjalnie chwali się, iż prowadzi działalność charytatywną, a później, po cichu, czerpie z niej zyski. Przecież wypełnianie zadań nałożonych przez państwo nie wiąże się co do zasady z osiąganiem dochodów. Jeśli jednak w toku tej działalności pojawiają się zyski, to naszym zdaniem powinny one być reinwestowane i służyć wyłącznie ochronie środowiska, chociażby w ramach działań edukacyjnych.
Przeciwnicy tej zmiany krytykują ją, bo jako akcjonariusze organizacji odzysku zrobili z tych ostatnich, często w oparciu o szarą strefę, świetnie prosperujące biznesy, co przeczy idei powoływania takich podmiotów. Coś jest nie tak, jeżeli rentowność części organizacji odzysku, których - jak podkreślam - nadrzędnym celem nie jest zarabianie, sięga nawet 75 proc. Takie patologie istnieją, bo taką organizację jest dziś w Polsce stosukowo łatwo założyć. Sprowadza pan wyposażenie własnego biura i już może pan założyć taką organizację, która przejmuje wielomilionowe zobowiązania. To też jest patologia. I nie ma to nic wspólnego z wolnością gospodarczą, tylko jest anarchią. Z takimi zjawiskami należy walczyć.
Czy opóźnienia legislacyjne w zakresie prac nad omawianą ustawą mogą wpłynąć negatywnie na branżę?
Jeśli zmiany wejdą w życie kilka miesięcy później, niż zakładano, to nie będzie to problem. Proszę zauważyć, że jeżeli w ustawie zostanie stwierdzone, że powstanie KCM, to w praktyce wcześniej niż za trzy, cztery lata nie zadziała. Wszystko dlatego, że najpierw trzeba je stworzyć i przetestować, a dopiero potem normalnie wykorzystywać.
@RY1@i02/2013/175/i02.2013.175.18300060a.802.jpg@RY2@
Fot. Marek Matusiak
Grzegorz Skrzypczak, prezes zarządu organizacji odzysku sprzętu elektrycznego i elektronicznego ElektroEko
Rozmawiał Piotr Pieńkosz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu