Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Klimat i środowisko

O rakach i niszczeniu planety przez człowieka

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Byłem niedawno w Olsztynie, siedziałem nad ładną rzeką Łyną i rozmawiałem ze znajomymi o rakach. Wielu z nich nie widziało, a tym bardziej nie jadło tych smacznych skorupiaków. Cóż, raki zniknęły z powodu zanieczyszczenia wód. Szkoda, ale nic na to nie poradzimy.

Bardzo lubię orangutany, bo to nasi najbliżsi krewni w świecie zwierząt: mamy wspólne DNA w 96 proc. Do tego są sympatyczne i łagodne. Obecnie można je spotkać już tylko w niewielkich enklawach na Borneo i Sumatrze, bo większość ich siedlisk na wyspach zostało zniszczonych. Dlaczego? Ano dlatego, że świat pożąda taniego oleju palmowego. Bezlitośnie karczuje się więc lasy, by zyskać tereny pod uprawy palm - i w rezultacie orangutanom grozi już wyginięcie. To smutne, ale nie martwcie się. Na pewno ktoś je sfilmował, więc nasze wnuki będą wiedziały, jak wyglądały.

Wychowałem się w portowym miasteczku na południu Anglii. Polska ma dość ograniczony dostęp do morza, dlatego, drogi czytelniku, możesz nie wiedzieć, że smak smażonej płaszczki, dorsza czy gładzicy z porcją dobrych angielskich frytek skropionych octem słodowym i posypanych solą (a to wszystko zawinięte we wczorajszą gazetę) to raj na ziemi. Co tam kawior! Niestety przemysłowe metody połowu ryb, jak trałowanie denne, niszczą całe oceaniczne ekosystemy. Według niektórych ocen populacja ryb w ciągu ostatniego półwiecza spadła o blisko 90 proc. To oznacza koniec ryb z frytkami (oraz społeczności rybackich, dla których było to źródło utrzymania). Szkoda, ale tego nie da się uniknąć w dzisiejszym globalnym świecie.

Lista gatunków zwierząt zagrożonych wyginięciem jest długa. Na naszych oczach znikają tygrysy, lwy, leopardy. Nie ma już wilka tasmańskiego i amerykańskiego gołębia wędrownego. Czy wiecie, że ten ostatni gatunek był tak liczny, że stada tych ptaków zasłaniały słońce nad amerykańską prerią? Gołąb wędrowny był tak zwykły, jak śnieg w górach, ale śnieg też znika. Ostatnim przedstawicielem gatunku była gołębica o imieniu Marta, która zmarła w zoo w Cincinnatti w 1914 r., a jej śmierć wywołała w Stanach Zjednoczonych dyskusję o ochronie środowiska.

Ginięcie gatunków nie jest niczym niezwykłym. Paleontolodzy oraz geolodzy dowodzą, że Ziemia przeżyła już pięć masowych wymierań. Pierwsze zdarzyło się 450 mln lat temu, ostatnie 65 mln lat temu, gdy w Ziemię uderzyła asteroida i jej ofiarą stały się dinozaury. Niestety, te okresy nie są już tylko przedmiotem teoretycznych rozważań, bo uważa się, że żyjemy w czasach szóstego masowego wymierania. Poprzednie miały przyczyny naturalne, takie jak susza, wybuchy metanu, uderzenie asteroidy itp. Tym razem przyczyną jest wpływ na planetę działalności człowieka, która powoduje m.in. niszczenie środowiska czy globalne ocieplenie. Laureat Nagrody Nobla z dziedziny chemii Paul Crutzen wymyślił zdobywające coraz większą popularność określenie obecnej epoki - antropocen, która zaczęła się od rewolucji przemysłowej i oznacza okres, kiedy działalność człowieka zaczęła mieć globalny wpływ na ekosystemy planety.

Dowody na wymieranie były zbierane przez wiele lat, jak w dobrym kryminale i w końcu w 2012 r. grupa biologów i paleontologów w artykule opublikowanym w magazynie "Nature" potwierdziła skalę zniszczeń. Naukowcy ostrzegają, że przy zachowaniu obecnego tempa wyniszczania ok. 3/4 istniejących gatunków zwierząt zniknie w ciągu najbliższych kilku stuleci. Dokładna skala zjawiska trudna jest do przewidzenia, bo zgodnie z teorią Darwina gatunki pojawiają się i znikają, np. dla ssaków normalne jest wymieranie jednego gatunku co 700 lat. Nie wiadomo także, ile gatunków żyje obecnie na Ziemi, cały czas są odkrywane nowe, choć wiele z nich od razu staje się zagrożonymi.

Nie ma sensu zaprzeczać, że człowiek niszczy życie na tym pięknym kawałku skały zawieszonym w nieskończonym wszechświecie. Nawet BBC w końcu przyznało, że nie można zachowywać bezstronności w sprawie oceny zmian klimatycznych. Ostatnia decyzja wewnętrznego organu BBC rozpatrującego skargi widzów stwierdza, że poglądy sceptyków (odnieśli się w tym przypadku do poglądów popadającego w demencję byłego kanclerza skarbu z Partii Konserwatystów) nie są poparte dowodami modelowania komputerowego i badań naukowych, i że BBC nie dochowała należytej staranności w dostarczaniu sprawdzonych informacji, nadając jednakową wagę obu teoriom. To cios dla bajecznie bogatych braci Koch z USA, którzy finansują machinę zaprzeczania zmianom klimatycznym (czy wiecie, że posiadają oni znaczące inwestycje w przemyśle naftowym i gazowym?). Decyzja BBC daje nadzieję na przyszłość. Zaczekajcie, moi przyjaciele pingwiny, może uda nam się zachować dla was trochę lodu!

W tym momencie przypomniał mi smutny wiersz "Zobaczyć królika" Alana Brownjohna napisany ponad trzydzieści lat temu. Dziś jak najbardziej aktualny:

"Mamy szansę zobaczyć królika, mamy szansę zobaczyć królika.

Jakiego królika? Dziwią się dorośli. Jakiego królika? Pytają dzieci.

Jakiego królika? Jedynego królika w Anglii!

Siedzi za ogrodzeniem z drutu kolczastego

W świetle jupiterów, neonów, lamp sodowych,

Skubie trawkę

Na jedynym kawałku trawnika w Anglii, w całej Anglii

(poza trawą wzdłuż ogrodzenia, ale ta się nie liczy).

Mamy szansę zobaczyć królika i nie możemy się spóźnić".

Nie zdradzę zakończenia wiersza, który ma jeszcze pięć wersów, powiem tylko, że daje do myślenia. Jest nieprzyjemnie prawdziwy. Ale nie chcę kończyć ponurym zapowiadaniem katastrofy. Pamiętacie raki? Jest ich mnóstwo w rzekach spływających do jeziora Sewan w Armenii, które mimo wysiłków Stalina nadal jest czyste, choć nie zachowało się w pierwotnym stanie. A niedaleko jeziora znajduje się góra Ararat, na której osiadła Arka Noego, tak że istnieje jeszcze nadzieja. Życzę ci szczęśliwego lata, drogi czytelniku, w naszym jeszcze trwającym świecie. Ciesz się nim, póki jest możliwość.

@RY1@i02/2014/143/i02.2014.143.00000230a.802.jpg@RY2@

Timothy Clapham psycholog ekonomii, Uniwersytet Warszawski

Timothy Clapham

psycholog ekonomii, Uniwersytet Warszawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.