Wyłączanie światła to za mało
Zużywamy więcej zasobów, niż planeta jest w stanie wytworzyć. To oznacza, że indywidualne działania, jakie podejmuje wielu z nas, by jak najmniej szkodzić środowisku, nie wystarczą
Kojarzenie ekologii z zakręcaniem wody w czasie mycia zębów czy wyłączaniem zbędnej żarówki musi ustąpić poważniejszej zmianie w świadomości ludzi. Już nie indywidualnej, tylko społecznej. Pojedyncze działania mają oczywiście sens, bo każda oszczędność zasobów Ziemi liczy się w ogólnym bilansie, jednak ograniczając się do nich, postępujemy tak, jakbyśmy przyklejali plasterek na ranę po amputowanej kończynie.
Myśleć globalnie
Skąd wiadomo, że jest aż tak źle? W końcu w niektórych rejonach Polski sytuacja środowiska wydaje się nawet lepsza niż np. w latach 80. XX w. Tak jest na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim, gdzie upadek wielu przedsiębiorstw po przełomie polityczno-gospodarczym z 1989 r. pozytywnie wpłynął na jakość powietrza. Sytuacja powinna jednak być opisywana globalnie, bo - o czym często zapominamy - obieg przyrodniczy nie ogranicza się do lokalnych ekosystemów.
O globalnym stanie środowiska naturalnego informuje przygotowywany przez WWF Living Planet Report (Indeks Żyjącej Planety). Jednym z jego filarów jest badanie stanu 9 tys. populacji zwierząt na świecie. Na podstawie danych gromadzonych od 1970 roku wiemy, że ich liczebność spadła o 1/3. Mówimy o danych globalnych. Różnice między poszczególnymi regionami są gromne. Kluczowy dla stanu planety obszar lasów równikowych zanotował spadek badanych populacji o 60 proc. W tym samym czasie sytuacja w strefie umiarkowanej (odpowiadającej w większości krajom bogatym) poprawiła się o 30 proc., co uważa się za efekt aktywnej ochrony.
Drugi podstawowy składnik, na którym bazuje raport, to wskaźnik zwany śladem ekologicznym (ang. Ecological Footprint). Ilustruje on wpływ aktualny ludzkości na Ziemię. Jego wartość to wielkość konsumpcji żywności, materiałów i energii w przeliczeniu na powierzchnię obszarów biologicznie produktywnych (Gha).
Według Living Planet Report za 2012 rok, aby wyprodukować surowce zużywane przez nas przez rok, Ziemia potrzebuje teraz 1,5 roku. Zakładając, że nadal będziemy rozwijać konsumpcję w tym tempie, już w 2030 roku będziemy potrzebować dwóch, a w 2050 roku trzech planet.
Także w tym przypadku obciążenie nie rozkłada się równomiernie. Nie trudno zgadnąć, że najwięcej zużywają mieszkańcy bogatych krajów rozwiniętych. Na szczycie są Katar (11,68 Gha), Kuwejt (9,72 Gha), Zjednoczone Emiraty Arabskie (8,44 Gha). W Europie najwięcej zużywają Duńczycy (8,25 Gha). W Stanach Zjednoczonych to 9 Gha, co daje im czwarte miejsce na liście. W związku z liczbą ludności (mimo że jednostkowe zużycie zasobów nie jest najwyższe) najmocniej obciążają Ziemię Amerykanie i Chińczycy - na te kraje przypada po 20 proc. konsumowanych zasobów. Najniższy ślad ekologiczny notowany jest w Kongo (0,5 Gha). Polska znajduje się gdzieś pośrodku stawki z wynikiem 3,94 Gha.
Czy taki wynik Polski może nas zwolnić ze starań o zachowanie jak największej różnorodności biologicznej i o zmniejszenie konsumpcji surowców (zwłaszcza że nie znajdujemy się w czołówce żadnego z dwóch wskaźników branych pod uwagę w Indeks Żyjącej Planety)? Oczywiście nie, po pierwsze dlatego, że Polska nie jest i nie pozostanie nietkniętym obszarem, po drugie dlatego, że sytuacja w odległych rejonach świata wpływa na nas tak samo jak na innych, choć widać to słabiej na pierwszy rzut oka. Liczy się bowiem globalna kondycja środowiska.
Z jednej strony są działania jednostek, które nie wystarczą. Z drugiej powinny być działania polityczne, rządy jednak są w oczywisty sposób bardziej zainteresowane wskaźnikami typu wzrost PKB czy PKB na głowę mieszkańca niż wskaźnikiem obciążenia środowiska. Gospodarka musi się rozwijać. Oczekują tego wszyscy i nie ma co udawać, że jest inaczej i że - idąc za głosem nurtu filozoficznego zwanego głęboką ekologią - zrezygnujemy z poziomu życia, do jakiego przywykliśmy lub porzucimy aspiracje do jego podnoszenia. Tu właśnie otwiera się pole do popisu dla CSR - społecznej odpowiedzialności biznesu. To, czego nie załatwią politycy ani nawet najbardziej ekologicznie świadomi obywatele, jest w zasięgu przedsiębiorców, którzy zrozumieją, że w biznesie przyjaznym dla otoczenia nie chodzi o kaprys czy modę, tylko o być albo nie być ludzkości, a więc i ich samych i ich firm.
Problem węglowy
Choć ta hipoteza ma wielu krytyków, którzy uważają, że obserwowane zmiany klimatyczne wpisują się w naturalny cykl zmian temperatur na planecie, istnieją przekonujące przesłanki, by stwierdzić, że tzw. efekt cieplarniany jest wywoływany przez działalność człowieka. Podnoszenie się temperatury na Ziemi jest faktem, a na ociepleniu klimatu cierpi nie tylko środowisko, lecz także uzależnieni od niego ludzie. Coraz częściej obserwujemy ekstremalne zjawiska pogodowe: trąby powietrzne, fale upałów i susz na przemian z powodziami, częściej niż jeszcze 20 lat temu zdarzają się gradobicia. Także w Polsce. Zanieczyszczenie powietrza i wody powoduje globalnie śmierć 6 mln ludzi rocznie. Z jednej strony nie można oczywiście przypisywać wszystkich tych efektów działaniu wyłącznie dwutlenku węgla, który jest ubocznym produktem naszej cywilizacji, są też inne gazy, które działają na ochronną dla Ziemi warstwę ozonową jeszcze bardzie destrukcyjnie (np. będący produktem ferm wielkoprzemysłowych metan). Z drugiej jednak to na ograniczeniu emisji dwutlenku węgla skupiła się światowa polityka prośrodowiskowa (w tym szczególnie interesująca i dla Polski jako kraju, i dla polskich przedsiębiorców polityka unijna).
Polski nie znajdziemy na liście największych światowych trucicieli. W 2010 roku zanotowaliśmy emisję 0,18 mld ton dwutlenku węgla (najprężniejsza w UE gospodarka niemiecka osiągnęła wtedy 0,43 tony). Polska jest za to największym w UE producentem węgla. Nasze kopalnie w 2010 roku dostarczyło ok. 57 proc. produkcji całej Unii, a zagospodarowane złoża na naszym terenie to 70 proc. wszystkich złóż w Unii Europejskiej. Nasz problem z węglem i emisją jego dwutlenku to technologie - elektrownie wymagają modernizacji. To kosztuje i w krótkim czasie może się wydawać wydatkiem do uniknięcia. Ważne jednak, że ich unowocześnienie nie ma tylko kontekstu środowiskowego. Bez niego (mimo projektów wydobycia gazu z łupków) po prostu nadal grozi nam deficyt energii.
Gdzie tu miejsce dla przedsiębiorstw energetycznych i ich społecznej odpowiedzialności? Muszą zapewnić podaż energii, ale nie w jakikolwiek sposób. Jednocześnie warto pamiętać, że mniej emisyjne sposoby wytwarzania niezbędnej i gospodarce, i każdemu obywatelowi energii są nie tylko korzystne dla środowiska, ale i - w dłuższym czasie - dla przedsiębiorstw, bo już niedługo na rynku będą się liczyć tylko te najbardziej zaawansowane technologicznie.
Oczywiście nie tylko branża energetyczna produkuje CO2. Pośród branż najbardziej narażających atmosferę są budownictwo, hutnictwo, przemysł chemiczny i tytoniowy oraz oczywiście transport (przede wszystkim drogowy).
Dało się!
Skoro o transporcie mowa, możliwości społecznego zaangażowanie biznesu dobrze widać na przykładzie budowy w naszym kraju dróg i autostrad.
Przy inwestycjach w drogi (szczególnie licznych przed Euro 2012) trudno było nie natrafić na obszary bogate przyrodniczo. Tylko te zgłoszone do sieci Natura 2000 zajmują ok. 20 proc. powierzchni Polski. To pokazuje, jak wiele mieliśmy do stracenia nie tylko na funduszach, których nie dostalibyśmy z Unii Europejskiej, gdyby nie programy ochrony walorów przyrodniczych, lecz przede wszystkim na niszczeniu tych walorów. Na podstawie unijnych dyrektyw każde przedsięwzięcie, które może wpłynąć na stan cennych przyrodniczo obszarów, jest objęte obowiązkiem oceny takiego ewentualnego wpływu (przy czym wątpliwość co do wpływu na przyrodę musi zostać zinterpretowana na korzyść środowiska). Drugi obowiązek to czynna ochrona, czyli podejmowanie działań gwarantujących zachowanie chronionych siedlisk i gatunków. Trzeci to niepogarszanie stanu przyrody przez jakiekolwiek legalne działania człowieka. W przypadku zmian wywołanych przez człowieka obowiązuje zasada kompensacji, czyli odtworzenia wartości przyrodniczej.
Początkowo firmy budujące autostrady podchodziły do tych obowiązków sceptycznie. Widziano w nich tylko powód opóźnień i zwiększających się kosztów. Potem zarówno one, jak i państwowy inwestor zaczęły deklarować, że poszanowanie dla środowiska naturalnego leży w interesie wszystkich. Zarówno dlatego, że od działań ochronnych zależy otrzymanie wsparcia unijnego, jak i dlatego, że konieczność ochrony przyrody przy procesie inwestycyjnym znajduje zrozumienie w coraz szerszych kręgach. Przebiła się świadomość tego, że dzisiejsze inwestycje w utrzymanie środowiska przyrodniczego przyniosą oszczędności w następnych okresach - zarówno na kosztach ewentualnych przeróbek, jak i na kosztach społecznych. Wbrew przekonaniu wielu ludzi prawo przyrodnicze nie okazało się hamulcowym budowy infrastruktury. Przy stosowaniu właściwych praktyk i współpracy między odpowiedzialnymi za zachowanie przyrody, inwestorów i wykonawców przeprowadzenie niezbędnych Polsce sieci połączeń okazało się możliwe. Korzysta gospodarka, korzystają obywatele, ocalono wiele ważnych przyrodniczo obszarów lub zrekompensowano uszczerbki.
Każdy może wpływać na stan środowiska. Obywatel - oszczędnością energii czy wody, wspieraniem organizacji proekologicznych, ale przede wszystkim swoimi wyborami zakupowymi. Ponieważ coraz więcej ludzi stara się podejmować je świadomie, biznes - chcąc, nie chcąc (czasem chcąc, czasem nie chcąc) - zaczął reagować. Społeczną odpowiedzialnością biznesu w odniesieniu do środowiska jest dzisiaj zapewnienie takiego rozwoju, który nie odbije się rykoszetem na środowisku i - za jakiś czas - na ludziach. Słowem: zrównoważonego. Rolą państwa jest aktywna ochrona przyrody oraz tworzenie ram prawnych i zachęt do takiego rozwijania gospodarki, by nie dewastować przy okazji środowiska. Działania na skalę pojedynczych mieszkańców planety nie starczą.
Maciej Weryński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu