Walka ze smogiem po omacku i bez spójnej wizji
Najświeższe opracowanie Europejskiej Agencji Środowiska (EEA) nie pozostawia złudzeń. Zanieczyszczenia powietrza wciąż pozostają w Polsce na podobnie wysokim poziomie jak przed laty, podczas gdy spadają w reszcie krajów Europy
O tym, że powietrze, którym oddychamy, jest w opłakanym stanie, mówią dziś nie tylko ekolodzy. Do problemu przyznaje się również administracja. - Poziomy stężeń pyłu PM10 są w naszym województwie bardzo wysokie - czytamy chociażby w najnowszym raporcie o stanie powietrza, który opracował mazowiecki wojewódzki inspektor ochrony środowiska.
To niejedyny taki przypadek. Z danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wynika, że gorszym powietrzem niż Polacy oddychają już tylko Bułgarzy, a spośród 50 najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie aż 33 znajduje się w Polsce. Oznacza to, że mieszkańcy tych terenów zbyt często wdychają m.in. arsen, ołów, kadm i benzopiren. Według statystyk Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) to one odpowiadają zaś za ponad 45 tys. przedwczesnych zgonów w Polsce każdego roku.
45 tys. za tyle przedwczesnych zgonów w Polsce każdego roku odpowiada zła jakość powietrza (według OECD)
Okazuje się, że sami gotujemy sobie taki los. Według szacunków Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami aż 87 proc. unoszących się w powietrzu rakotwórczych cząsteczek powstaje bowiem na skutek tzw. niskiej emisji, czyli spalania w starych, przydomowych kotłach opału fatalnej jakości (np. miału węglowego). W dużo mniejszym stopniu do złego stanu powietrza przyczyniają się spaliny z samochodów (2 proc. według KOBiZE), choć w przypadku dużych miast jest to już kilkadziesiąt procent (63 proc. w Warszawie).
Liczby te mogą tym bardziej niepokoić, że do tej pory tylko nielicznym samorządom udało się skutecznie zmniejszyć emisję. Najwyższa Izba Kontroli podaje, że przebadane przez nią miasta wydały na redukcję zanieczyszczeń blisko 3,16 mld zł. Samorządy samego tylko województwa podkarpackiego - blisko 2 mld w latach 2013-2015.
Efekty są bardzo różne. W przypadku Podkarpacia podjęte działania przełożyły się na ok. 613 ton mniej pyłu PM10 w skali województwa. Sukces odniósł również Kraków. W ubiegłym roku udało się tam zrealizować zamierzony cel redukcji emisji pyłu PM10 w ponad 78 proc. Jednocześnie inne gminy z tego samego województwa nie osiągnęły nawet 1 proc. planu.
Skąd w niektórych samorządach taki impas? Eksperci są zgodni, że część to brak świadomości problemu i niechęć do podjęcia radykalnych działań, które mogłyby się spotkać z dezaprobatą lokalnej społeczności, jak chociażby wprowadzenie ograniczeń, czym można palić w domowym piecu.
Większość włodarzy podkreśla jednak, że w obecnym stanie prawnym brakuje im przede wszystkim narzędzi, by skutecznie walczyć z zanieczyszczeniem. Walkę utrudnia im również zmienność regulacji, w tym na poziomie unijnym. Skutkuje to tym, że raz przygotowane plany ochrony powietrza muszą być opracowywane na nowo, co generuje kolejne koszty.
WAŻNE
Walkę ze złym powietrzem utrudnia zmienność regulacji, również na poziomie unijnym. Skutkuje to tym, że raz przygotowane plany ochrony powietrza muszą być opracowywane na nowo, co generuje kolejne koszty.
Samorządowcy podkreślają też, że trudno im skutecznie redukować emisję przy obecnie funkcjonującym systemie monitorowania jakości powietrza. Nie pokazuje on bowiem zmian stężeń w czasie rzeczywistym, a jedynie podaje prognozy oparte o matematyczne modele. To zaś utrudnia gminom podjęcie doraźnych działań, jak chociażby ostrzeganie mieszkańców o zagrożeniu zdrowia czy udostępnianie im darmowej komunikacji miejskiej, by zachęcić do zrezygnowania z samochodu.
W walce ze smogiem poszkodowane są nie tylko nasze płuca. Gra toczy się również o ogromne pieniądze. Niewykluczone, że już wkrótce to Bułgarzy przekonają się o tym jako pierwsi. Łamanie norm czystości powietrza doprowadziło ich bowiem do sporu z Brukselą, który już w styczniu ma rozstrzygnąć Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W razie przegranej budżet Bułgarii obciążą wielomiliardowe kary.
My jesteśmy drudzy w kolejce. Już w grudniu 2015 r. Komisja Europejska uznała, że nasze dotychczasowe działania naprawcze nie przyniosły oczekiwanych rezultatów i pozwała Polskę o niestosowanie się do poleceń dyrektywy 2008/50/WE w sprawie jakości powietrza i czystszego powietrza dla Europy (Dz.Urz. UE z 2008 r. L 152, s. 1).
Jeżeli nie poprawimy stanu powietrza, czekać nas może kara rzędu 4 mld zł rocznie. I to do czasu, aż nie zredukujemy zanieczyszczeń do poziomów akceptowanych przez UE. Problem w tym, że od wejścia w życie dyrektywy - czyli od 7 lat - nawet się do nich nie zbliżyliśmy.
Dlaczego jest tak źle...
Jak wynika z najnowszego raportu "Air quality in Europe" z 2015 r. opracowanego przez EEA, pod względem stężeń rakotwórczych pyłów PM10 Polska zajmuje na liście 28 krajów członkowskich drugie miejsce od końca, tuż za Bułgarią. Potwierdzają to dane Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Katowicach. Docelowe poziomy stężeń benzo(a)pirenu na Śląsku były nawet 11-krotnie wyższe, niż przewidują to unijne i polskie regulacje. Liczba dni z przekroczoną normą dobową dla pyłu PM10 wynosiła w obszarach zabudowy mieszkaniowej województwa śląskiego od 16 do 117 dni w 2015 r. W Gliwicach i Zabrzu było to 125 dni, w Sosnowcu 124 dni, a w Katowicach 123 dni.
Jeszcze gorzej jest w województwie małopolskim. W latach 2008-2014 dobowe dopuszczalne stężenie pyłu PM10 przekroczono w Krakowie przez 150 dni w roku. W Nowym Sączu było to 126 dni. W świetle polskiego prawa górną granicą jest zaś 35 dni. Powyżej tej liczby gminy muszą już podjąć działania naprawcze, by przeciwdziałać truciu powietrza i mieszkańców.
Niestety, wiele samorządów zrobiło bardzo mało, by ten stan rzeczy zmienić. W najbardziej zanieczyszczonym województwie małopolskim 51 gmin nie osiągnęło nawet 1 proc. wymaganych efektów. Takie wnioski płyną ze sprawozdań samych gmin, do których dotarła Fundacja ClientEarth Prawnicy dla Ziemi, oraz z podsumowania realizacji programu ochrony powietrza z 2015 r., który przygotował Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego. Swoje cele na lata 2013-2015 w zakresie ograniczenia emisji szkodliwych pyłów PM10 osiągnęły tylko dwie gminy: Sucha Beskidzka i Miechów.
Prawie 80 proc. swoich zobowiązań zrealizował też Kraków. W pozostałych miejscowościach było już jednak tylko gorzej. 17 gmin osiągnęło między 1 proc. a 10 proc. wymaganych efektów ekologicznych, 36 gmin znalazło się w przedziale od 0 do 1 proc., a 15 gmin nie odnotowało żadnego postępu w stosunku do ubiegłych lat.
Na to, że wielu samorządom walka z zanieczyszczeniami nie szła w ostatnich latach najlepiej, zwróciła uwagę również Najwyższa Izba Kontroli. W ocenie NIK skala i tempo podejmowanych działań były niewystarczające w odniesieniu do utrzymującej się złej jakości powietrza. Izba podkreślała też, że niektóre miasta przeprowadzały chybione akcje. Za przykład podała m.in. Nowy Sącz. "Zamiast wdrażać program ograniczenia niskiej emisji, w sytuacji gdy głównym problemem dla czystości powietrza zimą jest palenie w domach węglem, miasto dofinansowało jedynie montaż 82 kolektorów słonecznych" - czytamy w raporcie.
!Dopuszczalny poziom zanieczyszczenia powietrza może być przekraczany nie dłużej niż przez 35 dni w roku.
Co politycy samorządowi mogą zrobić w sprawie jakości powietrza:
Sejmik wojewódzki może uchwalić ustawę antysmogową i np. zakazać palenia węglem i drewnem.
Straż miejska może kontrolować, czym palimy w piecu.
Uchwalić plany miejscowe, które uniemożliwiają zabudowę klinów napowietrzających.
Powiaty i miasta mogą dopłacać do wymiany pieców i rozwijać sieć ciepłowniczą.
Gminy mogą zapewnić dopłaty do gazu, centralnego ogrzewania dla najbiedniejszych.
@RY1@i02/2016/252/i02.2016.252.18300200c.101(c).gif@RY2@
agp
Co politycy samorządowi mogą zrobić w sprawie jakości powietrza:
Najgorzej w zimie
Smog jest szczególnie odczuwalny i niebezpieczny w sezonie zimowym, kiedy ogrzewa się mieszkania. - Wyniki ze stacji pomiarowych wskazują na znacząco wyższe stężenia zanieczyszczeń w sezonie grzewczym, tj. w okresie październik-marzec. Dla przykładu stężenia pyłów PM2,5 w sezonie zimowym są od 100 do 170 proc. wyższe niż w sezonie letnim - mówi Łukasz Tekeli, dyrektor wydziału ochrony środowiska w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Śląskiego.
Podobnymi obserwacjami dzieli się Beata Górka, rzecznik prasowy marszałka województwa lubelskiego. - W okresie wiosenno-letnim oddychamy powietrzem, w którym znajduje się stosunkowo mało zanieczyszczeń. Jednak z chwilą rozpoczęcia sezonu grzewczego jakość powietrza się pogarsza. Zwykle występują wtedy niższe prędkości wiatru i gorsze warunki rozprzestrzeniania zanieczyszczeń, co przy zwiększonej emisji z niskich źródeł prowadzi do utrzymania się wysokich stężeń pyłu zawieszonego PM10, PM2,5 oraz benzo(a)pirenu w przyziemnej warstwie atmosfery - wyjaśnia Beata Górka.
Łagodny stan alarmowy
Źródłem problemów są też obowiązujące w Polsce normy stężeń rakotwórczych substancji w powietrzu. W tej kwestii jesteśmy ewenementem w skali Europy. Nasi sąsiedzi za stan alarmowy uznają sytuację, gdy w powietrzu unosi się średnio 100 mikrogramów szkodliwego pyłu PM10. W Polsce o poważnym zagrożeniu zdrowia mówi się dopiero wtedy, gdy stężenie tych substancji jest trzykrotnie większe.
@RY1@i02/2016/252/i02.2016.252.18300200c.801(c).jpg@RY2@
Zdaniem ekspertów normy te zniekształcają rzeczywistość, bo w ich świetle stan powietrza jest nad Wisłą umiarkowany lub dobry przez większą część roku. Gdyby jednak przyjąć skalę obowiązującą np. w Czechach (100 µg/m[3]), to okazałoby się, że trujemy się praktycznie każdego dnia. A mieszkańcy województw śląskiego i łódzkiego oddychali toksycznym powietrzem średnio przez jedną czwartą dni w roku. W nocy z 8 na 9 listopada br. stężenie pyłu PM10 w Rybniku sięgało chwilami blisko 700 µg/m3), w Zabrzu przekroczyło 500 µg/m3, w nocy z 12 na 13 listopada w Grudziądzu sięgnęło 700 µg/m3.
WAŻNE
16 listopada 2016 r. lekarze złożyli apel do ministra środowiska, postulując obniżenie obowiązujących obecnie poziomów informowania i alarmowania o zanieczyszczeniu powietrza szkodliwym pyłem zawieszonym (PM10).
Obniżyć normy!
O obniżenie norm walczą nie tylko ekolodzy, lecz także lekarze. 16 listopada 2016 r. złożyli apel do ministra środowiska, postulując obniżenie obowiązujących obecnie poziomów informowania i alarmowania o zanieczyszczeniu powietrza szkodliwym pyłem zawieszonym (PM10). Podpisy złożyli przedstawiciele pięciu towarzystw medycznych (chorób płuc, kardiologii, neonatologii, neurologii, pediatrii), a także lekarze z Polskiej Ligi Walki z Rakiem i Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP.
Lekarze alarmują, że polskie normy drastycznie odstają od tych, które zaleca Światowa Organizacja Zdrowia. Jak bowiem podaje WHO, maksymalne dopuszczalne dobowe stężenie pyłu PM10, na które mogą - bez ryzyka znaczącego uszczerbku na zdrowiu - być wystawieni mieszkańcy, nie powinno przekraczać 50 µg/m3. Dodają, że już dwukrotne przekroczenie tego poziomu powinno być uznawane za stan wyjątkowy i skutkować alarmowaniem społeczeństwa o bezpośrednim zagrożeniu zdrowia. "Tymczasem poziom informowania dla pyłu PM10 ustalony jest w naszym kraju na poziomie 200 µg/m3, a poziom alarmowy - 300 µg/m3, czyli odpowiednio cztero- i sześciokrotnie wyżej niż maksymalny dobowy poziom stężenia PM10 wskazany przez WHO" - czytamy w apelu.
Autorzy apelu podkreślają, że - dla porównania - na Węgrzech poziomy te są ok. trzykrotnie niższe. W Czechach alarm smogowy ogłasza się zaś po dwóch kolejnych dniach, w których zanieczyszczenie powietrza przekraczało 100 µg/m3. - Można odnieść wrażenie, że zdaniem naszych decydentów Polacy mają silniejsze płuca niż nasi sąsiedzi - komentuje Emilia Piotrowska z Warszawskiego Alarmu Smogowego.
Eksperci podkreślają, że w świetle polskiego prawa nic nie stoi na przeszkodzie, by obniżyć poziomy informowania i alarmowania o zagrożeniu zdrowia z powodu smogu. - Jedna decyzja resortu może doprowadzić do realnej poprawy zdrowia publicznego - przekonuje Paweł Szypulski z Fundacji Greenpeace Polska, która również podpisała się pod apelem.
!Polska sama wprowadziła poziom informowania i alarmowy dla pyłu PM10. Przepisy unijne w przypadku pyłów dotyczą jedynie poziomu dopuszczalnego i w Polsce jest on na takim samym poziomie, jak w Unii Europejskiej.
Oba poziomy zostały bowiem wprowadzone w 2012 r. rozporządzeniem ministra środowiska w sprawie dopuszczalnych poziomów niektórych substancji w powietrzu (Dz.U. z 2012 r. poz. 1031). Nie są to więc normy zależne od uregulowań unijnych. UE ustaliła jedynie poziomy dopuszczalne. Dla pyłów drobnych PM10 jest to 50 µg/m3 (dobowy) i 40 µg/m3 (średni-roczny), a dla PM2,5 - 25 µg/m3 (średni-roczny).
Szypulski dodaje, że przed ryzykiem związanym ze smogiem możemy się chronić, jednak najpierw musimy być go świadomi. - Obecnie nie jesteśmy odpowiednio informowani o tym zagrożeniu, podczas gdy ryzyko związane z epizodami smogowymi można ograniczać w stosunkowo prosty sposób. Osoby najbardziej narażone, czyli m.in. ciężarne kobiety, dzieci, seniorzy i osoby przewlekle chore, powinny w tym czasie unikać przebywania na otwartym powietrzu i zrezygnować z wietrzenia domu - mówi.
Odpowiednie informowanie o ryzyku związanym ze smogiem i podjęcie działań na rzecz ochrony zdrowia mieszkańców jest natomiast obowiązkiem naszych włodarzy, który wynika z art. 92 ust. 1d i ust. 2 ustawy - Prawo ochrony środowiska (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 672 ze zm.; dalej: p.o.ś.). Stanowi on, że w przypadku ryzyka wystąpienia w danej strefie przekroczenia poziomu alarmowego, dopuszczalnego lub docelowego substancji w powietrzu wojewódzki zespół zarządzania kryzysowego informuje właściwe organy o konieczności podjęcia działań określonych planem działań krótkoterminowych (PDK).
Co powinien zawierać plan działań krótkoterminowych
listę podmiotów korzystających ze środowiska, obowiązanych do ograniczenia lub zaprzestania wprowadzania z instalacji gazów lub pyłów do powietrza;
sposób postępowania organów, instytucji i podmiotów korzystających ze środowiska oraz zachowania się obywateli w przypadku wystąpienia przekroczeń;
określenie trybu i sposobu ogłaszania o zaistnieniu przekroczeń.
sposób organizacji i ograniczeń lub zakazu ruchu pojazdów i innych urządzeń napędzanych silnikami spalinowymi;
@RY1@i02/2016/252/i02.2016.252.18300200c.102(c).gif@RY2@
agp
Co powinien zawierać plan działań krótkoterminowych
W przypadku niedotrzymania terminów realizacji zadań określonych w programach ochrony powietrza oraz planach działań krótkoterminowych - organ za to odpowiedzialny podlega karze pieniężnej w wysokości od 10 tys. zł do 500 tys. zł (art. 315a ust. 1 pkt 3 p.o.ś.).
OPINIE EKSPERTÓW
Co o smogu mówią lekarze
@RY1@i02/2016/252/i02.2016.252.18300200c.802.jpg@RY2@
dr n. med. Piotr Dąbrowiecki przewodniczący Zarządu Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP
Do grup najbardziej zagrożonych negatywnymi skutkami epizodów smogowych należą osoby cierpiące na choroby układu krążenia i układu oddechowego, a także osoby starsze. Wiele badań wskazuje też na negatywny wpływ zanieczyszczenia powietrza na zdrowie dzieci. Szczególnie istotne są konsekwencje dla rozwoju i funkcjonowania układu oddechowego dziecka, wynikające z narażenia matki na smog w czasie ciąży. Dzieci, których matki oddychały bardzo zanieczyszczonym powietrzem, mogą mieć gorzej wykształcone płuca, częściej występują u nich infekcje dróg oddechowych, są też bardziej podatne na nawracające zapalenie oskrzeli i zapalenie płuc. Ten efekt jest widoczny także u dzieci w wieku przedszkolnym, ponieważ płuca dzieci dynamicznie się rozwijają do 7.-8. roku życia, a oddychanie zanieczyszczonym powietrzem utrudnia ten rozwój. ⒸⓅ
@RY1@i02/2016/252/i02.2016.252.18300200c.803.jpg@RY2@
prof. dr hab. n. med. Piotr Hoffman prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego
Okresy, w których utrzymuje się podwyższony poziom zanieczyszczenia powietrza, są szczególnie niebezpieczne dla zdrowia. W takich dniach wzrasta śmiertelność i częściej dochodzi do udarów mózgu, zawałów mięśnia sercowego czy zatorowości płucnej. Dlatego ważne jest, aby osoby najbardziej narażone na negatywne skutki smogu wiedziały o wzroście ryzyka związanego z wysokim stężeniem zanieczyszczenia powietrza.
Trudno leczyć bez trafnej diagnozy
Samorządowcy zwracają uwagę, że w Polsce jest za mało stacji pomiarowych, ponad 300 na cały kraj. Brakuje również kompleksowego systemu monitorowania jakości powietrza
- Bardzo dużo informacji ustalanych jest na podstawie modelowania, które nie jest do końca wiarygodne - podkreśla dr hab. Zbigniew Karaczun, profesor SGGW i ekspert Koalicji Klimatycznej. Dodaje, że choć postęp w modelowaniu jest bardzo duży, to ciągle nie są to dane oparte na rzeczywistych pomiarach.
Na potrzebę rozwoju systemu pomiarowego zwraca również uwagę dr Wojciech Rogala z opolskiej spółki Atmoterm SA zajmującej się doradztwem w zakresie ochrony środowiska. Ekspert wyjaśnia, że Państwowy Monitoring Środowiska (PMŚ) posiada stacje automatyczne, które podają informacje z wynikami co godzinę. Podkreśla jednak, że pomiaru dokonuje się w sposób uśredniony, a zweryfikowane wyniki są uzyskiwane dopiero na drugi dzień lub nawet po kilku dniach.
- Nie są to stacje zaprojektowane z myślą o podejmowaniu działań na szczeblu lokalnym. Na podstawie zebranych przez nie danych trudno określić źródła problemu, czyli kto konkretnie i gdzie najwięcej emituje. To powoduje, że miasto nie ma możliwości zarządzania bieżącą emisją zanieczyszczeń w określonym czasie. A to kluczowe kwestie, by sprecyzować, jakie działanie należy podjąć w danym miejscu i czasie, żeby problem skutecznie rozwiązać - wskazuje dr Rogala.
Ekspert uważa, że w Polsce problemem jest brak lokalnego, uzupełniającego względem PMŚ monitoringu powietrza, który informowałby o zmianach w atmosferze w czasie rzeczywistym i z właściwą rozdzielczością przestrzenną. - Koszty postawienia w mieście kilkunastu czy kilkudziesięciu stacji pomiarowych w standardzie PMŚ byłyby bardzo wysokie. Znacznie tańszym rozwiązaniem, a równie dobrym, jest zastosowanie tzw. węzłów pomiarowych. Staramy się przekonać samorządy, by nie inwestowały na siłę w stacje spełniające wszelkie standardy, które - choć bardzo dobre - są dużo droższe. Kilka stacji może kosztować nawet kilka milionów złotych. Często lepszym rozwiązaniem może być tzw. lokalny uzupełniający monitoring atmosfery (LUMA). Wykorzystuje on połączone techniki niskokosztowych detektorów oraz modelowania wyników pomiarów metodami matematycznymi - twierdzi ekspert.
Za przykład skutecznego wdrożenia takiego systemu podaje Dąbrowę Górniczą. - Wygląda to tak, że w mieście na jedną stację PMŚ przypada kilkadziesiąt węzłów sieci pomiarowej, których koszt wynosi w granicach 5 tys. zł za jeden. To jest w zasięgu finansowym wielu miast. Węzły sieci pomiarowej podają rozkład przestrzenny zanieczyszczeń, a także pozwalają określić, gdzie one powstają, w której konkretnie części miasta - wyjaśnia.
WAŻNE
W Polsce problemem jest brak lokalnego monitoringu powietrza, który informowałby o zmianach w atmosferze w czasie rzeczywistym.
Straż miejska sprawdza po omacku
Brak skutecznego systemu monitorowania emisji utrudnia również pracę straży miejskiej. Na zgłoszenia mieszkańców o nielegalnym spalaniu odpadów funkcjonariusze często interweniują za późno. Nie udaje im się bowiem ustalić, kto jest odpowiedzialny za spalanie niedozwolonego opału. Często też się okazuje, że - mimo czarnego dymu unoszącego się z komina - wszystko odbywa się zgodnie z prawem.
Uprawnienie do przeprowadzenia kontroli wynika z art. 379 p.o.ś. - Strażnicy mogą wchodzić do mieszkań i sprawdzać, czym palimy w kominku lub piecu - wyjaśnia inspektor Joanna Wojtach, rzecznik Straży Miejskiej w Szczecinie. Podaje, że jako opał używane są niekiedy plastikowe butelki, lakierowane ramy okienne, wszelkiego rodzaju sklejki i gumy. Ich spalanie jest zaś niedozwolone w świetle art. 191 ustawy 14 grudnia 2012 r. o odpadach (tj. Dz.U. z 2016 r. poz. 1987). Stanowi on, że ten, kto termicznie przekształca odpady poza spalarnią lub współspalarnią odpadów podlega karze aresztu (do 30 dni) albo grzywny (do 5 tys. zł).
Choć w wielu miastach przeprowadzono niemal dwukrotnie więcej kontroli niż w ubiegłym roku, to wciąż nie przekłada się to na wymierne wyniki. W samym tylko Krakowie np. strażnicy przeprowadzili w sezonie 2015/2016 łącznie 3493 kontrole. To niemal dwa razy więcej niż rok wcześniej (1770 kontroli w sezonie 2014/2015). Jak podaje jednak Marek Anioł, rzecznik prasowy Straży Miejskiej Miasta Krakowa, obecność substancji zabronionych stwierdzono jedynie w 477 piecach, a tylko 260 sprawców nielegalnego spalania odpadów ukarano mandatami karnymi. Pozostałe 203 osoby zostały pouczone.
Równie aktywni byli w tym roku stołeczni funkcjonariusze. W związku z podejrzeniem spalania odpadów strażnicy interweniowali ponad 3500 razy. W stosunku do niemal 400 osób wyciągnięto konsekwencje przewidziane prawem, w tym 180 osób ukarano mandatami karnymi, które mogą wynieść do 500 zł - podaje Katarzyna Dobrowolska ze Straży Miejskiej m.st. Warszawy.
Fałszywe alarmy
Jak przyznają funkcjonariusze, wiele zgłoszeń nie zostaje potwierdzonych. Katarzyna Dobrowolska wskazuje, że przyczyną zgłaszanych przez mieszkańców podejrzeń nie zawsze jest bowiem spalanie odpadów, ale niska jakość węgla oraz stan palenisk.
Potwierdza to Jolanta Głowacka, rzecznik prasowy Straży Miejskiej z Płocka: - Zazwyczaj dzwonią płocczanie, których niepokoi czarny dym. W tym roku takich zgłoszeń było około 30. W większości kontrole nie kończą się jednak mandatem, bo się okazuje, że ludzie zazwyczaj palą drewnem lub węglem.
Doświadczenia te podzielają strażnicy z Torunia. - Najczęściej sąsiedzi niepokoją się kolorem dymu unoszącym się z komina, który według nich świadczy o spalaniu odpadów - mówi Jarosław Paralusz ze Straży Miejskiej w Toruniu. Podkreśla przy tym, że nie jest to jednak wskaźnik, który jednoznacznie pozwala określić, iż ktoś łamie prawo. - Często w chwili rozpoczynania procesu grzewczego, kiedy przewód kominowy jest zimny, możemy obserwować ciemny kolor dymu, mimo że rozpalanie odbywa się przy użyciu dozwolonych środków - wyjaśnia.
W Szczecinie od początku roku strażnicy interweniowali ponad 700 razy, ale tylko co dziesiąte zgłoszenie zakończyło się mandatem.
Funkcjonariusze podnoszą, że największe problemy z ustaleniem, gdzie i kto pali, są w przypadku zgłoszeń dotyczących budynków wielorodzinnych bez wskazania konkretnego lokalu mieszkalnego.
!W Szczecinie od początku 2016 r. strażnicy interweniowali ponad 700 razy, ale tylko co dziesiąte zgłoszenie zakończyło się mandatem.
Część samorządowców chciałaby ponadto, żeby kary za używanie niedozwolonych paliw były surowsze. Manfred Grabelus, dyrektor departamentu ochrony środowiska Urzędu Marszałkowskiego Województwa Opolskiego, sugeruje, że rozwiązaniem byłyby mandaty z wartością kary narastającą w przypadku powtórnego niedostosowania się do przepisów. Funkcjonariusze uważają jednak, że każdy przypadek wymaga indywidualnego podejścia.
Inspektor Joanna Wojtach, rzecznik Straży Miejskiej w Szczecinie, dodaje, że wysokość mandatu jest uzależniona od oceny sytuacji przez interweniującego funkcjonariusza, który uwzględnia postawę sprawcy i jego warunki życiowe. Również Jarosław Paralusz uważa, że uśrednianie kwoty mandatu byłoby niewłaściwe. - Inaczej należy traktować osobę prowadzącą działalność gospodarczą, która np. w palenisku pozbywa się odpadów poprodukcyjnych, inaczej osobę fizyczną, która rozpala niedozwolonym paliwem, np. przy użyciu lakierowanego drewna. Jeszcze inna skala zagrożenia występuje wtedy, gdy w ognisku następuje wypalanie kabli.
Strażnicy nie kryją natomiast zadowolenia, że coraz więcej mieszkańców wykazuje zrozumienie dla przeprowadzanych przez nich kontroli. Nie zawsze mogli bowiem liczyć na życzliwe przyjęcie. - Na początku, kiedy otrzymaliśmy takie uprawnienia i poinformowaliśmy o tym mieszkańców, pojawiły się wśród płocczan głosy, że nikt nas nie wpuści do domu bez nakazu prokuratora - twierdzi Jolanta Głowacka, rzecznik prasowy Straży Miejskiej w Płocku. Podkreśla jednak, że obecnie straż miejska już raczej nie spotyka się z taką postawą. Dodaje, że dużą rolę w zmianie nastawienia odegrały lokalne media.
Potrzebne wsparcie rządu
Eksperci, ekolodzy i samorządowcy są zgodni co do jednego. Wojny ze smogiem nikomu nie uda się wygrać bez wsparcia władz centralnych
- Samo opracowanie programu ochrony powietrza jest niewystarczające, stworzenie Krajowego programu ochrony powietrza również nie przełożyło się na poprawę stanu powietrza. Problem małej skuteczności wynika z niewystarczającej liczby instrumentów ekonomicznych oraz narzędzi prawnych w zakresie ograniczenia niskiej emisji - przekonuje Beata Górka z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubelskiego.
Zgadza się z nią Łukasz Tekeli z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego. - Do tej pory samorządy województw miały związane ręce, nie mogły podjąć skutecznych działań. Zmiana artykułu 96 p.o.ś. dała samorządom wojewódzkim możliwość przyjęcia uchwał antysmogowych, a przez to samorządom gminnym podjęcia konkretnych działań w kierunku poprawy jakości powietrza - podkreśla.
RAMKA 1
Nowe możliwości
W 2015 r. weszła w życie ustawa antysmogowa, czyli poprawka do prawa ochrony środowiska, pozwalająca sejmikom województw na przyjmowanie uchwał antysmogowych na terenie całego bądź części swojego obszaru. Gminy mogą się starać o takie regulacje na swoim obszarze.
Sejmik województwa może w drodze uchwały, w celu zapobieżenia negatywnemu oddziaływaniu na zdrowie ludzi lub na środowisko, wprowadzić ograniczenia lub zakazy w zakresie eksploatacji instalacji, w których następuje spalanie paliw.
Uchwała określa m.in.:
rodzaje podmiotów lub instalacji, dla których wprowadza się ograniczenia lub zakazy,
rodzaje lub jakość paliw dopuszczonych do stosowania lub których stosowanie jest zakazane na danym obszarze lub parametry techniczne lub rozwiązania techniczne lub parametry emisji instalacji, w których następuje spalanie paliw, dopuszczonych do stosowania na tym obszarze,
sposób lub cel wykorzystania paliw, który jest objęty ograniczeniami określonymi w uchwale,
obowiązki podmiotów objętych uchwałą w zakresie niezbędnym do kontroli realizacji uchwały. ⒸⓅ
Wprowadzić standardy dla opału
Samorządowcy zgodnie twierdzą, że dużą barierą jest powszechny dostęp do odpadów węglowych, takich jak jak muły czy flotokoncentraty, które sprzedawane są po niskich cenach.
- Do dziś władze krajowe nie wprowadziły rozporządzeń wykonawczych w sprawie wymagań jakościowych dla paliw dopuszczonych do sprzedaży dla gospodarstw domowych, a także w sprawie wymagań dla kotłów na paliwa stałe o małej mocy - zwraca uwagę Łukasz Jucha z biura prasowego Urzędu Marszałkowskiego Województwa Zachodniopomorskiego. Wtóruje mu Beata Górka z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubelskiego. Zgadza się, że określenie m.in. rodzaju i jakości paliw dopuszczonych do stosowania na terenie województwa przyczyniłoby się do poprawy jakości powietrza. Zwraca jednak uwagę, że zakaz spalania węgla kamiennego najbardziej dotknąłby najbiedniejszych, gdyż najważniejszą barierą w stosowaniu paliw i metod niskoemisyjnych jest cena. Analiza cen paliw wskazuje, że najtańszym paliwem na rynku jest węgiel i drewno (biomasa), czyli paliwa stałe. Podkreśla też, że powszechny zakaz spalania węgla kamiennego wpłynąłby również na sytuacje polskich kopalni.
Daniel Kozik z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podkarpackiego uważa, że bardzo pomocne - zwłaszcza dla najuboższych - byłoby obniżenie cen paliw niskoemisyjnych, przede wszystkim gazu i prądu. - Przyniosłoby to duży efekt zwłaszcza w rejonach, gdzie gaz jest łatwo dostępny, a nie używany ze względu na wysoką cenę. Można by również wprowadzić tańsze taryfy dla ogrzewania elektrycznego - stwierdza.
Wielu osób twierdzi też, że problem ze spalaniem opału słabej jakości można rozwiązać niekoniecznie poprzez zakazy sprzedaży, ale raczej przez ustanowienie wymogów dla nowych kotłów tak, by nie można było spalać w nich opału najgorszej jakości. Na to rozwiązanie zdecydowała się m.in. Wielkopolska. - Od przyszłego roku wszystkie nowo instalowane urządzenia grzewcze na terenie strefy wielkopolskiej będą musiały spełniać wymogi klasy 5 wg dyrektywy Ecodesign, zgodnie z normą PN-EN 303-5:2012. W tego typu urządzeniach niemożliwe jest stosowanie najgorszych i najbardziej emisyjnych asortymentów węgla oraz spalanie odpadów - wskazuje Marzena Wodzińska, członkini Zarządu Województwa Wielkopolskiego.
Niestabilność prawa
Walkę ze smogiem samorządowcom utrudnia też zmienność regulacji. Również na szczeblu unijnym, gdzie raz na kilka lat dokonywany jest przegląd dyrektyw regulujących parametry jakości powietrza. - Podczas ostatniego przeglądu weszło w życie unormowanie dla pyłów PM2,5. Wprowadzenie go do dyrektywy spowodowało zmianę całego programu ochrony powietrza i spowodowało potrzebę wyliczenia całego systemu od nowa - twierdzi Wojciech Rogala. Wyjaśnia, że zanieczyszczenie powietrza PM2,5 jest składową zanieczyszczenia PM10. Oznacza to, że wszystkie elementy budujące frakcje drobniejsze stanowią również część grubszych frakcji takich jak PM10. - Poprzedni Program ochrony powietrza postulował zredukowanie pyłów PM10 o 6 tys. ton, a teraz skutkiem dodania nowej normy dla zanieczyszczenia PM2,5 jest wymagana większa redukcja także dla PM10. Oznacza to, że potrzeba znacznie większej liczby działań redukujących zanieczyszczenia do atmosfery, niż to miało miejsce przy poprzednio obowiązujących normach - twierdzi ekspert.
Potwierdza to Beata Górka. - Nasz pierwszy program ochrony powietrza opracowaliśmy już w 2005 r., kiedy to WIOŚ w Lublinie zakwalifikował do sporządzenia naprawczego programu ochrony powietrza trzy strefy, w których stwierdzono przekroczenia dopuszczalnych stężeń 24-godzinnych pyłu zawieszonego PM10. Po czterech latach, 13 kwietnia 2012 r., nastąpiła jednak zmiana ustawy, wprowadzająca w obowiązujących normach prawa znaczne modyfikacje. Do tych istotnych należało m.in. określenie nowych definicji stref, w których dokonuje się oceny jakości powietrza - podkreśla Beata Górka.
Nie pozostaje to bez wpływu na budżety samorządów. Jak podaje Tomasz Bońdos, koordynator zespołu ds. zarządzania energią z Urzędu Miasta Bydgoszczy, przygotowanie Programu Gospodarki Emisyjnej kosztowało gminę 60 tys. zł. - Teraz chcąc go zaktualizować, ponownie stajemy przed koniecznością wydania pieniędzy, by zlecić to zadanie na zewnątrz - stwierdza. Dodaje, że korzystniejsze byłoby sfinansowanie stanowisk dla osób odpowiedzialnych za tworzenie i wdrażanie PGE w samorządach, dzięki czemu wiedza zostawałaby w urzędzie.
Brak świadomości problemu
- Dla wyborców, którzy cenią sobie komfort życia i niezależność, jak np. jazda samochodem, może okazać się niewygodne, gdy władze samorządowe narzucają ograniczenia dotyczące ruchu samochodowego i mówią, jakie paliwa mogą oni stosować do ogrzewania domów, a jakich już nie. W związku z tym samorządy nie są zachwycone tego typu działaniami - mówi profesor Zbigniew Karaczun. Podkreśla też, że wielu z nas brakuje refleksji, że zła jakość powietrza jest pochodną naszych własnych decyzji konsumenckich.
Zgadza się z nim Beata Górka: - Z jednej stron ogół społeczeństwa deklaruje, że ochrona środowiska jest ważna i np. spalanie śmieci jest powszechnie krytykowane, natomiast wielu wciąż praktykuje je w tajemnicy, we własnej kotłowni.
Niestety, jak przekonuje profesor Paweł Swaniewicz z Uniwersytetu Warszawskiego - który przedstawił wyniki badania porównującego podejście urzędników samorządów w Polsce i Norwegii do ochrony klimatu - w Polsce znacznie więcej osób wykazuje się tzw. sceptycyzmem klimatycznym. Aż 35 proc. ludzi odrzuca wiedzę naukową w tym zakresie, tyle samo ma wątpliwości co do wpływu człowieka na klimat - podaje profesor.
WAŻNE
Bardzo pomocne - zwłaszcza dla najuboższych - byłoby obniżenie cen paliw niskoemisyjnych, przede wszystkim gazu i prądu. Przyniosłoby to duży efekt zwłaszcza w rejonach, gdzie gaz jest łatwo dostępny, a nie używany ze względu na wysoką cenę.
Gdy nie każdego stać na opał
Wielu samorządowców zwraca też uwagę na inny dotkliwy i mało popularny problem. Podkreślają, że spalanie odpadów i opału niskiej jakości nie jest domeną ludzi nieświadomych swojego wpływu na otoczenie. Często wynika bowiem z biedy. - Kluczową przeszkodą we wprowadzaniu działań na rzecz poprawy jakości powietrza są niestety nasze przyzwyczajenia i ubóstwo - twierdzi Daniel Kozik z biura prasowego Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podkarpackiego. Podkreśla, że z powodu niskich dochodów wielu ludzi nie może nawet wziąć udziału w programach parasolowych, bo - nawet przy dofinansowaniu na zakup niskoemisyjnego kotła - wymagany jest często wkład własny, który niejednokrotnie przewyższa cenę tanich urządzeń złej jakości.
Podobnymi obserwacjami dzieli się Łukasz Tekeli: - Największe emisje do powietrza powodują często ci, dla których najważniejszą barierą w stosowaniu paliw i metod niskoemisyjnych jest czynnik ekonomiczny. Eksploatujący kotły na paliwa stałe mają możliwość spalania odpadów, co jeszcze bardziej obniża koszty eksploatacyjne i może zniechęcać do podłączania do sieci czy wymianę kotła na klasowy.
Także Joanna Wojtach potwierdza, że wielokrotnie spotykała się z sytuacją, gdy truciznami w piecu palili ludzie skrajnie ubodzy: - Wchodzimy do mieszkania i słyszymy, że matka miała do wyboru: kupić węgiel albo obiad dla dziecka. Trudno się dziwić, że wybiera dobro dziecka, a do pieca wkłada niewłaściwy opał.
O potrzebie wsparcia dla ludzi ubogich wyraźnie mówiła NIK. Wskazywała, że ważne jest, aby mieszkańcy otrzymali wsparcie finansowe nie tylko na samą wymianę pieców, bo należy im zapewnić także rekompensaty z tytułu zwiększonych kosztów paliwa innego niż węgiel. Jednak do tej pory jedynie Kraków zaoferował mieszkańcom taką pomoc. Jeszcze w czerwcu 2015 r. rada miasta przyjęła nowy Lokalny Program Osłonowy. Jest to zasiłek celowy przeznaczony dla osób, które ponoszą zwiększone koszty ogrzewania lokalu w związku z trwałą zmianą systemu grzewczego na proekologiczny (m.in. gazowy, elektryczny lub podłączenie do miejskiej sieci ciepłowniczej). Wysokość pomocy jest ustalana na podstawie powierzchni lokalu, stawki dopłaty (oszacowany wzrost kosztu ogrzewania 1 mkw. przy użyciu systemów proekologicznych) i wysokości dochodu gospodarstwa domowego.
RAMKA 2
Co zdaniem samorządowców pomogłoby obniżyć emisję zanieczyszczeń do atmosfery
Regulacje prawne w zakresie kontrolowania osób fizycznych, użytkujących urządzenia do spalania paliw stałych przez służby gminne.
Uregulowania prawne na szczeblu krajowym w odniesieniu do wymagań emisyjnych z instalacji spalania paliw stałych o mocy poniżej 1 MW.
Regulacje prawne w zakresie egzekucji zakazów lub ograniczeń w sprzedaży paliw niskiej jakości dla odbiorcy indywidualnego, zakaz sprzedaży mułów i tzw. flotów węglowych.
Szersze ujęcie problematyki jakości powietrza w krajowych uregulowaniach prawnych dotyczących planowania przestrzennego.
Regulacje prawne dotyczące uzyskania środków finansowych na likwidację skutków wpływu sektora transportu, np. ograniczanie skutków zanieczyszczeń powietrza.
Zwiększenie liczby instrumentów finansowych i środków finansowych przeznaczonych na działania naprawcze w zakresie modernizacji ogrzewania w sektorze bytowo-komunalnym i innych działań naprawczych określonych w programach ochrony powietrza.
Zwiększenie poziomu zachęt/wsparcia finansowego do stosowania nowoczesnych rozwiązań i czystej energii, np. z odnawialnych źródeł, w urządzeniach do tego dostosowanych oraz niskoemisyjnych środków transportu, które gwarantowałyby spełnienie wymogów UE w tym zakresie.
Zmiana polityki akcyzowej państwa w zakresie cen paliw, nieuwzględniającej aspektu ekologicznego.
Zwiększenie zasobów kadrowych w urzędach administracji samorządowej odpowiedzialnych za działania naprawcze w zakresie ochrony powietrza oraz planowania i zarządzania energią.
Opracowanie jednolitego modelu matematycznego wykorzystywanego w systemie ocen jakości powietrza dla wojewódzkich inspektoratów ochrony środowiska.
@RY1@i02/2016/252/i02.2016.252.18300200c.804.jpg@RY2@
Jakub Pawłowski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu