Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Klimat i środowisko

Unia przykręca śrubę sektorowi non-ETS. Zapłacą budownictwo, transport i rolnictwo

Ten tekst przeczytasz w 222 minuty

Nie tylko dymiące kominy są na celowniku Brukseli. UE od dawna dąży, by zmniejszyć emisje gazów cieplarnianych również poza przemysłem, w takich sektorach jak transport, budownictwo i rolnictwo. W najbliższych latach redukcje nie ominą też Polski. I mogą nas słono kosztować

Bruksela na klimatycznym zakręcie

@RY1@i02/2017/125/i02.2017.125.18300020a.801.jpg@RY2@

Jakub Pawłowski

jakub.pawlowski@infor.pl

Unia Europejska uznała, że samo tylko zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych, które wydobywają się z kominów największych fabryk i elektrowni, to jeszcze za mało, by skutecznie przeciwdziałać zmianom klimatu. Dlaczego? Bo ambitnych celów wypracowanych podczas Porozumienia Paryskiego (zatrzymanie wzrostu temperatury na świecie do maks. 2 stopni Celsjusza - patrz ) nie uda się zrealizować bez radykalniejszych działań także w innych obszarach.

RAMKA 1

Porozumienie paryskie

Pierwsze w historii powszechne i prawnie wiążące światowe porozumienie w dziedzinie klimatu przyjęto w grudniu 2015 r. Podpisało się pod nim 195 państw. Zobowiązały się one prowadzić taką politykę środowiskową i gospodarczą, by zatrzymać wzrost średnich rocznych temperatur na poziomie maksymalnie 2 st. C (licząc od średniej temperatury sprzed rewolucji przemysłowej). To z kolei wymaga zredukowania globalnej emisji gazów cieplarnianych.

Wysiłkom tym przewodzi na arenie międzynarodowej Unia Europejska. Ale to nie jej gospodarka przyczynia się w największym stopniu do globalnego ocieplenia (wszystkie jej kraje członkowskie odpowiadają jedynie za ok. 9 proc. globalnej emisji CO2). Dużo większy udział emisji przypada za to USA (ok. 18 proc.) i Chiny (ok. 20 proc.)

W ocenie ekspertów od spraw klimatu, mimo że UE deklaruje chęć wypełnienia zapisów porozumienia paryskiego, to jednocześnie - przy założonych poziomach redukcji gazów cieplarnianych (43 proc. w sektorze ETS i 30 proc. w non-ETS) - nawet się do tego celu nie zbliży.

- Jeszcze w 2014 r., na etapie opracowywania polityki klimatycznej UE 2030, zakładano, że niezbędne jest ograniczenie wzrostu średniej globalnej temperatury oblisko 4 st. C. Porozumienie paryskie dąży zaś do zahamowania tego wzrostu znacznie poniżej 2 stopni, a nawet do osiągnięcia maksymalnie 1,5 st. - zwraca uwagę dr hab. Zbigniew Karaczun z Koalicji Klimatycznej. I wylicza, że obecny cel redukcji emisji CO2, który postawiła sobie UE, doprowadzi do wzrostu o 3,5 st. C, czyli o 1,5-2 st. powyżej celu z porozumienia paryskiego. - By spełnić założenia porozumienia, cel redukcji emisji w rozporządzeniu o wspólnym wysiłku redukcyjnym (ESR) do 2030 r. powinien być więc na poziomie ponad 45 proc., a nie 30 proc. - podkreśla ekspert.

Teraz ta linia frontu wojny z globalnym ociepleniem ma zostać zaostrzona. UE uznała bowiem, że trzeba jeszcze bardziej niż do tej pory ograniczyć emisje również poza sektorem stricte przemysłowym (huty, ciepłownie, stalownie itp.), który uregulowany jest w odrębnych przepisach (ETS). Chodzi przede wszystkim o transport i budownictwo, ale także rolnictwo i gospodarkę odpadami. Jak szacuje UE, to właśnie te branże odpowiadają za ponad 60 proc. emisji gazów cieplarnianych. Przy czym te sektory określa się mianem non-ETS, czyli nieobjętych handlem emisjami.

Co to jest system handlu uprawnieniami do emisji i jak działa

wUnijny system handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) powstał w 2005 r. Jest głównym narzędziem redukowania emisji gazów cieplarnianych - przede wszystkim dwutlenku węgla.

wUE określa całościowy pułap uprawnień do emisji, a przedsiębiorstwa uprawnienia te dostają lub kupują. Co roku każde przedsiębiorstwo objęte systemem musi umorzyć liczbę uprawnień wystarczającą na pokrycie jego całkowitych emisji. W przeciwnym wypadku nakładane są wysokie grzywny kary administracyjne. Wykorzystane przydziały przedsiębiorstwo umarza. Jeżeli firma zmniejszy swoje emisje bardziej, może zatrzymać dodatkowe uprawnienia i np. pokryć swoje potrzeby w przyszłości albo sprzedać je innemu przedsiębiorstwu, któremu tych uprawnień zabrakło.

wSystem obejmuje następujące rodzaje gazów:

- dwutlenku węgla (CO2) pochodzącego m.in. z: wytwarzania energii elektrycznej i cieplnej oraz energochłonnych sektorów przemysłu,

- podtlenku azotu (N2O) pochodzącego z produkcji kwasów azotowego, adypinowego i glioksalowego,

- perfluorowęglowodorów (PFC) z produkcji pierwotnego aluminium.

@RY1@i02/2017/125/i02.2017.125.18300020a.802.jpg@RY2@

Najważniejszy cel polityki klimatycznej UE na nadchodzące lata

Już wcześniej Unia Europejska zobowiązała się, że w okresie 2005-2020 emisja gazów cieplarnianych w sektorach nieobjętych systemem EU ETS zostanie zredukowana o 10 proc. Postanowiono o tym w decyzji nr 2009/406/WE z 23 kwietnia 2009 r. (Dz.Urz. UE L 140, s. 136; tzw. decyzja non-ETS), przyjętej w ramach pakietu energetyczno-klimatycznego do 2020 r. Warto przy tym dodać, że wówczas, w ramach obszaru non-ETS, unijny cel redukcyjny został zróżnicowany. Polska, co ciekawe - inaczej niż wiele innych krajów - miała nawet możliwość zwiększenia do roku 2020 emisji z sektorów nieobjętych systemem EU ETS o 14 proc. w stosunku do roku 2005. Teraz ma się to zmienić. Tym razem także nasz kraj zostanie zobowiązany do redukcji emisji gazów w sektorach non-ETS.

!Około 60 proc. gazów cieplarnianych pochodzi nie z kominów największych europejskich fabryk, tylko z mniejszych, lokalnych źródeł emisji w takich sektorach gospodarki, jak budownictwo, rolnictwo, zarządzanie odpadami, drobny przemysł i transport.

Rozbieżne interesy

I chociaż kamień węgielny pod takie zmiany położono jeszcze w czerwcu 2016 r. - kiedy to Komisja Europejska przedstawiła propozycję przepisów w sprawie limitów emisji gazów cieplarnianych w sektorach gospodarczych nieobjętych unijnym rynkiem handlu emisjami (non-ETS), to dopiero w ostatnich tygodniach regulacje te nabierają kształtu. Mowa tu o projektowanym właśnie rozporządzeniu o wspólnym wysiłku redukcyjnym (ESR - od effort sharing regulation), które ma być podstawą europejskich działań służących wdrożeniu celów porozumienia paryskiego. Przepisy te mają na celu zredukowanie emisji CO2 nawet o 100 mln ton do ok. 2050 r.

Negocjacje nowego rozporządzenia odbywają się w zwykłej procedurze ustawodawczej (nazywanej też procedurą współdecyzji). Oznacza to, że oprócz Komisji Europejskiej nad ostatecznym kształtem przepisów pracują też Rada Unii Europejskiej i Parlament Europejski. Stanowisko Rady przyjmowane będzie w głosowaniu większością kwalifikowaną. Innymi słowy: do przyjęcia nie będzie wymagana jednomyślność. A już od samego początku prac nad regulacjami widać wśród państw członkowskich dużą rozbieżność interesów . Zdaniem ekspertów spór o konkretne zapisy może potrwać jeszcze do końca roku.

RAMKA 2

O co spierają się kraje członkowskie

 Finlandia (proponowany poziom redukcji -39 proc.), Włochy (-33 proc), Litwa (-9 proc.) i Polska (-7 proc.) - wyrażają niezadowolenie wobec celów redukcyjnych zaproponowanych przez KE i chciałyby ich zmniejszenia.

 Niemcy, Cypr, Dania, Irlandia, Luksemburg, Holandia, Szwecja - sprzeciwiają się redukowaniu CO2 poprzez "pochłanianie" go przez sektor lasów (LULUCF) i chcą, by taka możliwość była ograniczona niższym limitem.

 Hiszpania, Włochy, Litwa, Łotwa, Malta, a także Polska - uważają, że proponowany limit jednostek LULUFC do wykorzystania w sektorze non-ETS jest za mały lub w ogóle nie jest konieczny.

AB

Plan dla UE: 40 proc.

Projektowane rozporządzenie o wspólnym wysiłku redukcyjnym (ESR) ma umożliwić Unii Europejskiej zredukowanie emisji w ramach porozumienia paryskiego co najmniej o 40 proc. w sektorach non-ETS do 2030 r. w porównaniu z poziomem emisji z 1990 r. Zamożniejsze kraje będą musiały dokonać większej redukcji. Biedniejsze uzyskają większą swobodę wyboru drogi do niskoemisyjnej gospodarki.

Cel wyznaczony dla Polski? 7-procentowa redukcja CO2 do końca 2030 r. Mechanizm wyznaczania celów redukcyjnych został ustalony na szczycie klimatycznym w 2014 r. i zakłada, że im dany kraj ma wyższe PKB na osobę, tym jego wysiłek redukcyjny powinien być większy. Komisja Europejska musiała tak określić poziomy redukcji dla każdego kraju, aby w skali całej UE zmniejszenie emisji przez sektory nieobjęte ETS wyniosło w sumie 30 proc. w stosunku do 2005 r.

WAŻNE

Projekt wyznacza obowiązkowe cele redukcyjne dla każdego kraju UE w odniesieniu do 2018 r., a nie - jak postulowała to wcześniej Komisja Europejska - 2020 r., a także m.in. przewiduje system zachęt dla mniej zamożnych krajów unijnych.

Chociaż 7-proc. poziom redukcji dla Polski może wydawać się nieznaczący w porównaniu do wymagań postawionych najbogatszym krajom UE (większość z nich musi zredukować ok. 30 proc.), to jednak, jak przekonują eksperci, takie ograniczenie może nas drogo kosztować - nie obędzie się bez gruntownych reform i dużych inwestycji. Według danych Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami (KOBIZE) wielkość emisji zaliczanych do sektora non-ETS jest w Polsce zbliżona do wielkości emisji w ETS, a zmniejszenie zanieczyszczeń w tych branżach może wcale nie być dla nas łatwym zadaniem. Będzie wymagać np. stosowania lepszych technologii do izolacji budynków czy eliminowania z rynku starych samochodów. Trudniej też kontrolować zmiany na tak rozdrobnionym rynku. W przypadku emisji poza sektorem ETS problemem jest brak jednoznacznie określonych kryteriów pomiaru emisji. Można je liczyć np. według ilości zużytych nawozów czy sprzedanego paliwa.

Na jakie zmiany zdecydował się Parlament Europejski

30 maja br. swoje poprawki do projektu rozporządzenia zgłosiła już europejska komisja ds. ochrony środowiska naturalnego, zdrowia publicznego i bezpieczeństwa żywności (ENVI). Sugerowała zaostrzenie wymagań i jeszcze mocniejsze przykręcenie śruby w kwestii niskoemisyjności unijnych gospodarek. Zaproponowała m.in. kontrole zgodności redukcji CO2 w państwach członkowskich co dwa lata (zamiast co 5 lat, jak proponowała to KE). Część z jej postulatów spotkała się z aprobatą Parlamentu Europejskiego, który 14 czerwca br. głosował nad swoim stanowiskiem w kwestii zgłoszonych uwag do rozporządzenia. Z kolei 19 czerwca miało miejsce spotkanie w Radzie Unii Europejskiej ds. Środowiska, w którym uczestniczyli m.in. minister środowiska Jan Szyszko i wiceminister Paweł Sałek.

Potwierdzono na nim, że nawet decyzja prezydenta Donalda Trumpa o wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z porozumienia paryskiego nie zmieni kursu, który obrała Europa. A trzeba przyznać, że stanowcze "nie" Amerykanina wywołało niemałą konsternację wśród unijnych decydentów. Niechęć prezydenta Trumpa do współuczestnictwa w globalnych działaniach redukcyjnych spotkała się ze zdecydowaną krytyką przedstawicieli UE, którzy wprost oświadczyli, że ustalenia porozumienia paryskiego nie będą podlegały - jak sugerował to Donald Trump - jakimkolwiek renegocjacjom.

Spory o rok odniesienia dla poziomu redukcji

Najnowsze zmiany zaproponowane przez komisję środowiska PE dotyczą terminu, od którego ma wystartować liniowe zmniejszanie emisji - tak, by do 2030 r. osiągnąć pożądany cel (30 proc. redukcji w całej UE). Europosłowie chcą, by rokiem odniesienia dla każdego kraju z osobna był 2018 albo rok 2020 - w zależności od tego, kiedy taka indywidualna emisja będzie niższa dla danego państwa. Celem takich zapisów jest odwiedzenie poszczególnych krajów od chęci zwiększenia emisji np. w 2018 r., by potem mieć wyższy punkt startowy i co za tym idzie - łatwiejszą ścieżkę dochodzenia do ostatecznego celu. W świetle jednak ostatniej propozycji KE każde państwo członkowskie UE będzie musiało ograniczać emisje zgodnie z obliczeniami przyjmującymi 2018 r.

OPINIA EKSPERTA

Źródłem problemów już 7-procentowa redukcja

@RY1@i02/2017/125/i02.2017.125.18300020a.803.jpg@RY2@

Jadwiga Wiśniewska europosłanka PiS

W obowiązującej perspektywie czasowej do 2020 r. Polska jeszcze może zwiększać swoje emisje w sektorach nieobjętych ETS-em. Potem będziemy musieli już jednak dokonać 7-procentowej redukcji. Już samo to jest źródłem problemów. A co gorsza, według stanowiska PE przydział uprawnień do emisji ma się odbywać w odniesieniu do średnich emisji z lat 2016-2018. Dla nas korzystniej byłoby wyznaczyć ten przydział na koniec bieżącego okresu. Wtedy mielibyśmy do czynienia z polityką opartą na elemencie kontynuacji. Dokonanie tego w oparciu o lata 2016-2018 jest korzystne dla państw bogatszych, które już teraz dokonują redukcji, więc dostaną więcej, niż gdyby przydział wyznaczyć na koniec okresu. My dostaniemy mniej. Dodatkowo ścieżka redukcji emisji ma być wyznaczona już w 2018 r., co jeszcze zaostrza - pośrednio - cel redukcyjny, choć tym razem dotyka to wszystkich państw. Z takim podejściem nie możemy się zgodzić i szczęśliwie te elementy są jeszcze dyskutowane w Radzie UE, także można mieć nadzieję, że tam stanowisko będzie bardziej umiarkowane. Gdybyśmy mieli jednak sprostać tym wyzwaniom, oznaczać to będzie zapewne bardzo duży wzrost kosztów dla naszej gospodarki.

Zapewne najkorzystniej będzie można realizować te cele redukcyjne w budownictwie, gdzie jest nie tylko największy potencjał, lecz także może przynieść najbardziej wymierne korzyści społeczne (ograniczenie kosztów ogrzewania poprzez termomodernizację). Znacznie trudniej będzie w transporcie oraz w rolnictwie. O ile jednak ograniczenia w redukcji emisji w transporcie są mniej więcej podobne w całej Unii Europejskiej, a także wpisują się w jakiś sposób w nasze projekty elektromobilności, o tyle nasze rozdrobnione rolnictwo stanie przed ogromnym wyzwaniem i tego boję się szczególnie.

Kraj dba o lasy, to trzeba uwzględnić

Ze zmian, które byłyby dla nas korzystne, parlamentarna większość nie poparła propozycji Komisji Europejskiej, która chciała dać państwom członkowskim możliwość wykorzystania jednostek z sektora użytkowania gruntów i leśnictwa w wysokości 280 mln kredytów. Założenia mechanizmu są stosunkowo proste - państwa mogłyby zrealizować część swojego celu redukcyjnego, zaliczając do tego "pochłanianie" CO2 przez m.in. lasy (ale też inne użytki zielone należące do sektora LULUCF, skrót od Land Use, Land-Use Change and Forestry). Innymi słowy i w dużym uproszczeniu, państwa członkowskie mogłyby kompensować swój nadmiar emisji np. sadząc nowe drzewa. Taki mechanizm, zdaniem wielu ekspertów, byłby bardzo korzystny dla Polski. Dlaczego? Bo ponad 1/3 naszego kraju pokrywają lasy. I - jak wynika z danych PGL Lasy Państwowe - ponad 75 proc. z nich to lasy iglaste, wśród których dominują lasy sosnowe i modrzewiowe (średni wiek drzew to ok. 60 lat). A według różnych szacunków 1 ha takiego lasu jest w stanie pochłonąć od ok. 20 do 30 ton CO2 na rok.

Obecnie proponuje się natomiast zmniejszenie wartości limitu kredytu do 190 mln ton. Za takim rozwiązaniem opowiada się Komisja ds. Środowiska (ENVI), która podkreślała, że istnieje niebezpieczeństwo, że niektóre kraje się skupią tylko na zalesianiu i będą starały się tym sposobem uwolnić od innych działań, które mają pomóc zmniejszyć emisję (np. takich jak np. izolacja budynków czy eliminowanie starych samochodów z dróg). I to do jej stanowiska przychyliła się ostatecznie większość europosłów podczas głosowania nad poprawkami do projektu rozporządzenia.

!Polska będzie musiała obniżyć emisję dwutlenku węgla poza przemysłem o 7 proc. w stosunku do roku 2005.

Większa elastyczność

Są też zmiany dotyczące elastyczności, czyli przenoszenia wysiłku redukcji pomiędzy latami. Elastyczność rocznie ma zostać zwiększona z 5 do 10 proc. Oznaczać to będzie, że kraj będzie mógł "pożyczyć" 10 proc. wysiłku redukcyjnego z kolejnego roku. Takie rozwiązanie ma pomóc państwom w spełnianiu wymogów nawet w czasie np. ciężkiej zimy, gdy emisje wynikające z ogrzewania budynków będą większe niż zazwyczaj.

SCHEMAT 1

Różne drogi do redukcji CO2, a każda z nich... droga

 Ograniczenie liczby samochodów na drogach poprzez rozwój transportu kolejowego (między miastami) i szynowego (w komunikacji miejskiej),

 rozwój usług carsharingu,

 promowanie niskoemisyjnych napędów elektrycznych lub hybrydowych,

 wprowadzenie norm emisyjnych i paliwowych dla samochodów ciężarowych,

 rozszerzenie systemu opłat drogowych dla samochodów ciężarowych.

SCHEMAT 2

Jak przestawić budownictwo na ekologiczne tory

 powszechna termomodernizacja budynków mieszkalnych i budynków użyteczności publicznej,

 szerokie wykorzystanie odnawialnych źródeł energii w budynkach (np. kolektorów słonecznych na dachach budynków),

 budowa lokalnych sieci ciepłowniczych, zasilanych z urządzeń kogeneracyjnych (produkujących jednocześnie energię i ciepło np. z gazu),

 wznoszenie nowych budynków niskoemisyjnych (pasywnych, zeroenergetycznych itp.).

 brak dostępu do długoterminowego finansowania,

 konieczność sfinansowania wielu zadań ze środków publicznych,

 deficyt finansów publicznych,

 wysokie zadłużenie samorządów,

 wysokie koszty transakcyjne (w tym głównie koszty audytu),

 niedostatek wiedzy po stronie wykonawców, architektów, kierowników budowy,

 opóźnienia w implementacji dyrektyw unijnych,

 silne lobby przemysłu węglowego.

Ograniczenia będą. Szczegóły - nieznane

Kwestią otwartą jest to, jakimi drogami Polska zdecyduje się dojść do zmniejszonego poziomu emisji gazów w sektorze non-ETS. Na razie nie wiadomo, jakie mechanizmy prawne zastosuje rząd. I czy w ogóle je zastosuje

Rządzący wysyłają sprzeczne sygnały, co poniekąd dobrze obrazuje, na jakim rozdrożu stoi obecnie Polska. Z jednej strony minister środowiska Jan Szyszko podkreślał podczas ostatniego spotkania Rady UE ds. środowiska, że porozumienie paryskie to wielka szansa na zrównoważony rozwój, a redukcja dwutlenku wegla jest konieczna. Z drugiej strony, kiedy tylko propozycje 7-proc. ograniczenia emisji z sektorów non-ETS po raz pierwszy pojawiły się w unijnym dyskursie pod koniec ubiegłego roku, resort żarliwie przekonywał, że nie godzi się na jakiekolwiek ograniczenia. Powód? Polska wciąż jest na takim etapie rozwoju, że powinniśmy przede wszystkim jak najwięcej emitować, a nie w jakikolwiek sposób się ograniczać.

Na razie rząd nie przedstawił jeszcze szczegółowych rozwiązań, jak chciałby wywiązać się z postanowień wynikających z projektowanego rozporządzenia. Ekspertów szczególnie niepokoi to, że - jak dotąd - niewiele słychać o jakiejkolwiek spójnej polityce, która miałaby pozwolić przekierować naszą gospodarkę na bardziej niskoemisyjne tory. - Jakakolwiek dyskusja o redukcji emisji w sektorach non-ETS de facto nie istnieje. A to duży błąd - przekonują. Przy czym niewykluczone, że rząd świadomie nie zajmuje się tematem, bo nie chce zbaczać z obranego kursu, którym jest dalsze inwestowanie w węgiel. I wcale nie planuje dostosowywać się do poleceń wypracowywanych w Brukseli, zwłaszcza po tym, gdy działania na rzecz klimatu zanegował prezydent Donald Trump.

Tak radykalna decyzja USA wzbudziła nadzieję rządu na złagodzenie polityki klimatycznej także przez UE. Warto dodać, że już za rok w Polsce odbędzie się najważniejsze globalne forum poświęcone światowej polityce klimatycznej: 24. sesja Konferencji Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu (COP24) wraz z 14. sesja Spotkania Stron Protokołu z Kioto (CMP 14).

OPINIA EKSPERTA

Dość tego szaleństwa

@RY1@i02/2017/125/i02.2017.125.18300020a.804.jpg@RY2@

Czesław Sobierajski poseł PiS, sejmowa komisja ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa

W drożenie 7-procentowego limitu redukcji gazów w sektorze non-ETS , jakie Komisja Europejska proponuje dla Polski, oznaczałoby bardzo drastyczne ograniczenia w rozwoju polskiego transportu, budownictwa. Pytanie: czy możemy dopuścić taką myśl? Moim zdaniem skutkowałoby to tym, że po prostu musielibyśmy zmniejszać działalność w pewnych branżach, zamiast ją rozwijać. Zwłaszcza że byłaby to redukcja w stosunku do roku 2005, kiedy kraj nasz znajdował się na znacznie niższym poziomie rozwoju, a poziomy emisji były znacznie niższe. A trzeba dodać, że już wcześniej Polska znacząco zredukowała emisję gazów cieplarnianych - dziś jest ona niższa o ponad 30 proc. niż na początku lat 90.

Czekamy na przyszłoroczny światowy szczyt klimatyczny ONZ w Katowicach COP24. Liczymy, że na szczycie, który zgromadzi przedstawicieli wszystkich niemal krajów świata, powiedziane zostanie wyraźnie, że dość tego szaleństwa. Zwłaszcza że po ostatniej deklaracji prezydenta Trumpa, który powiedział, że USA nie zamierzają wypełniać postanowień wyraźnie widać, że Europa pozostała osamotniona w staraniach o ograniczenie emisji. Inni, np. Indie, też w istocie nic nie robią, de facto śmiejąc się z Europy. W tej sytuacji działania Europy narzucającej koszty własnej gospodarce nie mają głębszego sensu. Zwłaszcza że Europa ma zaledwie kilkuprocentowy udział w emisji całego świata. Robi się z tego bezcelowa, kosztowna zabawa. I narzędzie, które pozwala niektórym krajom UE przerzucać koszty na inne państwa - szczególnie te, których gospodarka energetyczna jest oparta na źródłach energii opartych na gazie czy atomie. Polska, której źródła energii oparte są w większości na węglu, ponosi ciężar największy.

Myślę, że po przyszłorocznym szczycie UE będzie musiała zmienić swoją politykę klimatyczną. Inaczej pozostanie po niej tylko wspomnienie. Brexit to właśnie efekt polityki narzucania limitów, która doprowadziła do tego, że Wielka Brytania powiedziała "dość".

Polska nie powinna rezygnować z rozwoju. Jeżeli Unia będzie nam grozić sankcjami finansowymi, pozostanie nam odwołanie się do Trybunału Sprawiedliwości UE.

Not.

Transport: trudno o ograniczenia, gdy sektor się rozwija

Eksperci nie mają wątpliwości, że redukcję emisji najtrudniejszej będzie przeprowadzić w transporcie. Trudno planować restrykcyjne ograniczenia w branży, w której emisje cały czas rosną, bo dynamicznie się rozwija.

Jak bowiem wynika z danych Organizacji Narodów Zjednoczonych, chociaż emisja gazów cieplarnianych w Polsce spadła w latach 1988-2015 ogółem aż oblisko 30 proc., to w samym tylko transporcie wzrosła aż o 90 proc.

Gwałtownie rosnący trend w tym sektorze widoczny jest w całej UE. Jak podaje Komisja Europejska, między 1990 a 2010 r. emisja dwutlenku węgla z pojazdów ciężarowych zwiększyła się o prawie 36 proc. I jak wynika z opracowania European Federation for Transport and Environment (AISBL), choć stanowią one niecałe 5 proc. wszystkich pojazdów, to odpowiadają już aż za 30 proc. emisji CO2 z całego transportu drogowego w Unii Europejskiej oraz 5 proc. wszystkich emisji CO2 w UE.

Tylko jak doprowadzić do redukcji emisji z transportu w Polsce? Eksperci podkreślają, że najbardziej oczywistszym rozwiązaniem byłoby znaczące ograniczenie liczby samochodów. Zwłaszcza starych, których ogromne ilości wciąż importujemy z zagranicy. Szkopuł w tym, że ich liczba rośnie, bo jak wynika z danych Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego "Samar", w ubiegłym roku zarejestrowano u nas ponad 1 mln używanych aut osobowych i dostawczych o masie całkowitej do 3,5 tony, które pochodzą z importu. Średni wiek sprowadzonego pojazdu wyniósł prawie 12 lat (11 lat i 10 miesięcy). Co mogłoby być alternatywą dla kierowców, którzy zrezygnują z samochodów? Skutecznie i prężnie działająca komunikacja miejska, która musi spełniać dużo bardziej wyśrubowane normy techniczne niż pojazdy osobowe.

Lepsze silniki

Druga możliwa droga działania to dopuszczanie do ruchu wyłącznie pojazdów spełniających bardziej wyśrubowane normy środowiskowe. Innymi słowy, gazów cieplarnianych uwalnianoby do atmosfery mniej, gdyby udało się przekierować transport z dróg na szyny, a ponadto doprowadzić do sytuacji, by silniki tych pojazdów, które pozostaną jednak na drogach, były jak najbardziej ekologiczne (np. elektryczne). Niektórzy eksperci wyrażają przy tym wątpliwości, czy elektromobilność, którą mocno promuje rząd, to krok w dobrą stronę, zwłaszcza gdy nasz miks energetyczny wciąż jest oparty na węglu. Eksperci obawiają się, że takie działania sprowadzają się de facto do kreatywnej księgowości, bo zamiast zredukować gazy cieplarniane - jedynie wypchniemy je z centrów miast. Paradoksalnie więc może się okazać, że chcąc poprawić wyniki w sektorze non-ETS - znacząco zawyżymy emisje w sektorze ETS.

Normy emisyjne

Jednym z rozwiązań proponowanych przez ekspertów z organizacji ekologicznych, a mających doprowadzić do redukcji emisji gazów z sektora non-ETS, jest wprowadzenie norm emisyjnych i paliwowych dla samochodów ciężarowych (czego w Polsce jeszcze nie ma). Według danych European Federation for Transport and Environment (AISBL) jeśli nie zostaną wprowadzone odpowiednie normy paliwowe, to do 2030 r. udział transportu w emisjach sięgnie aż 15 proc. wszystkich emisji nieobjętych systemem ETS.

- Takie rozwiązanie jest również korzystne dla przewoźników, którzy w efekcie będą ponosić niższe koszty operacyjne. Poza tym zmniejszenie zużycia paliwa oznacza mniejszą emisję zanieczyszczeń - twierdzi dr hab. Zbigniew Karaczun, prof. SGGW, ekspert Koalicji Klimatycznej. - Niestety, producenci ciężarówek wciąż przywiązują większą wagę do zwiększania osiągów i mocy silnika niż zmniejszania zużycia paliwa, bo to od dziesięcioleci pozostaje bez zmian - przekonuje Zbigniew Karaczun. - Zakup ciężarówki o lepszych parametrach zwraca się po dwóch latach, a potem przewoźnik oszczędza na paliwie przez kolejnych 5 lat (średni czas użytkowania ciężarówki we flocie to ok. 7-8 lat). No i oczywiście zmniejszamy emisje - dodaje.

Więcej opłat drogowych

Ponadto zdaniem organizacji ekologicznych należałoby rozszerzyć system opłat drogowych dla samochodów ciężarowych. - Pamiętajmy, że 100 proc. tras kolejowych jest objętych opłatami za przejazd, podczas gdy zaledwie 1 proc. wszystkich dróg publicznych znajduje się w systemie viaTOLL. Upraszczając: pociągi płacą za każdy kilometr użytkowanych torów, a ciężarówki za znikomy fragment przejechanych dróg. To zdumiewająca dysproporcja. Nikogo nie dziwi, że przewoźnicy kolejowi ponoszą opłaty. Takie same zasady powinny obowiązywać przewoźników transportu drogowego - stwierdza Piotr Skubisz, ekspert Instytutu Spraw Obywatelskich.

I dodaje, że Polska posiada jedną z najnowocześniejszych flot samochodów ciężarowych w Europie, co jest jednym z elementów decydujących o konkurencyjności polskich przewoźników w stosunku do firm z innych krajów UE. Utrzymanie wysokiej konkurencyjności krajowych firm wymaga dalszych działań w zakresie różnicowania wysokości opłat drogowych w zależności od emisyjności środków transportu. Potrzebne jest też stałe motywowanie przewoźników do unowocześniania posiadanej floty samochodów ciężarowych. Może to zostać osiągnięte m.in. poprzez stopniowe wprowadzanie nowych norm emisyjnych i paliwowych na poziomie UE.

Nieefektywne ocieplanie budynków

Eksperci są zgodni: chcąc ograniczyć poziom emisji CO2 w Polsce, warto skupić się na poprawie efektywności energetycznej w budownictwie. Na tym polu wciąż mamy wiele do nadrobienia. - Gdyby tylko przeprowadzić kompleksową termomodernizację wszystkich budynków, to moglibyśmy zmniejszyć poziom emisji nawet o 48 proc. Wynika to z podstawowej przyczyny: ok. 50 proc. powierzchni mieszkalnej w budynkach nie jest właściwie ocieplone - tłumaczy prof. Zbigniew Karaczun.

Ponadto wciąż zbyt często ogrzewamy budynki paliwami stałymi (najczęściej węglem brunatnym i drewnem opałowym), stosując stare, nieefektywne urządzenia grzewcze (średnia wieku od 5 do 11 lat). Potwierdzają to dane GUS, który w najnowszym opracowaniu "Zużycie energii w gospodarstwach domowych w 2015 r." podaje, że w ujęciu ilościowym, w ogrzewaniu pomieszczeń wiodącą rolę odgrywały paliwa stałe (w 49,2 proc. wszystkich gospodarstw domowych) i ciepło sieciowe (w 41,7 proc.). To drugie, w przeważającej większości (80 proc.) występowało jednak w miastach i w budynkach wielorodzinnych. A tam, gdzie palono paliwami stałymi - średni wiek pieców przekraczał 24 lata.

@RY1@i02/2017/125/i02.2017.125.18300020a.101(c).gif@RY2@

Podmioty korzystające ze środowiska przekazują do krajowej bazy informacje o:

Uprawnieniami nie handlują, ale muszą raportować

Obowiązki związane z emisjami gazów mają nie tylko firmy podlegające systemowi ETS, ale także przedsiębiorcy z sektora non-ETS. Co więcej, regulacjom w tym zakresie podlegają niekiedy też osoby fizyczne, które nie są przedsiębiorcami (np. niektórzy rolnicy)

@RY1@i02/2017/125/i02.2017.125.18300020a.805.jpg@RY2@

Zofia Jóźwiak

zofia.jozwiak@infor.pl

W praktyce duża grupa przedsiębiorców i niektóre inne podmioty, mimo że nie są zaliczane do ETS, powinny co roku składać dwa różne sprawozdania: do marszałka województwa - w zakresie korzystania ze środowiska i do Krajowej bazy emisji gazów cieplarnianych i innych substancji (dalej: krajowa baza) - w zakresie emisji do powietrza. Baza jest prowadzona przez Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami (KOBIZE).

Liczne obowiązki

Wystarczy, że firma ogrzewa swój obiekt nawet niewielkim piecem (np. węglowym, gazowym czy na olej opałowy) lub korzysta z samochodu osobowego, ewentualnie prowadzi niewielki zakład usługowy, którego działalność powoduje wprowadzanie do powietrza gazów lub pyłów, i już podlega przepisom. Wówczas ma liczne obowiązki.

Po pierwsze - obowiązek rozliczenia się za korzystanie ze środowiska z urzędem marszałkowskim, co wynika z ustawy z 27 kwietnia 2001 r. Prawo ochrony środowiska (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 519 ze zm.). Składa sprawozdanie (wykaz) marszałkowi województwa, o ile wyliczona opłata za korzystanie ze środowiska wynosi powyżej 100 zł. Dodatkowo, jeśli okaże się, że kwota do uiszczenia przekracza 800 zł rocznie za jeden ze sposobów korzystania ze środowiska - wnosi opłatę. Jeżeli zaś wyliczona opłata wynosi do 100 zł, wówczas przedsiębiorca w razie kontroli musi to umieć wykazać (choć sprawozdania nie składa).

Po drugie - firmy emitujące gazy muszą też składać raporty do krajowej bazy. Przy czym, jak wynika z naszych rozmów z przedsiębiorcami, o tym obowiązku mało kto wie. I choć w ustawie z 17 lipca 2009 r. o systemie zarządzania emisjami gazów cieplarnianych i innych substancji (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 286) nie przewidziano kar za niewysłanie raportu, nie oznacza to jednak, że przedsiębiorca może czuć się zupełnie bezkarny.

OPINIA EKSPERTA

Bezkarność tylko do czasu

@RY1@i02/2017/125/i02.2017.125.18300020a.806.jpg@RY2@

Joanna Wilczyńska ekspert spółki Atmoterm SA zajmującej się doradztwem w zakresie ochrony środowiska

W prawdzie w ustawie o systemie zarządzania emisjami gazów cieplarnianych i innych substancji nie ma kar za niesporządzenie raportu do krajowej bazy, jednak jeśli dojdzie do kontroli w firmie, wojewódzki inspektor ochrony środowiska (WIOŚ) może wydać odpowiednie zarządzenie pokontrolne. W terminie wyznaczonym w tym zarządzeniu kierownik kontrolowanego zakładu albo kontrolowana osoba fizyczna mają obowiązek poinformować WIOŚ o zakresie podjętych i zrealizowanych działań służących wyeliminowaniu wskazanych naruszeń.

Gdy adresat zarządzenia pokontrolnego w wyznaczonym terminie nie informuje organu inspekcji o zakresie wykonania go lub informuje nienależycie, to art. 31a ust. 1 ustawy z 20 lipca 1991 r. o Inspekcji Ochrony Środowiska (t.j. Dz.U z 2016 r. poz. 1688) przewiduje za to sankcje: karę aresztu, ograniczenia wolności lub grzywny. Postępowanie w takich sprawach prowadzi się na podstawie kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia.

Niestety raportowanie dla sektora non ETS jest dość kłopotliwe. Dane przedkładane w urzędach marszałkowskich nie są bowiem tożsame z tymi podawanymi do krajowej bazy. Wprawdzie na stronie KOBIZE są poradniki (np. ten z 2016 r. liczy 70 stron) pokazujące, w jaki sposób liczyć lub jakie dane wpisywać w elektroniczny formularz, ale z ich lektury wynika, że by prawidłowo wprowadzić dane do bazy lub wyliczyć emisję, trzeba posiadać sporo danych o swoich instalacjach czy pojazdach. Na to, że proces ten nie jest prosty, wskazuje też to, że wykaz gazów cieplarnianych i innych substancji wprowadzanych do powietrza objętych systemem zarządzania emisjami stanowiący załącznik do ustawy o systemie zarządzania emisjami zawiera 77 substancji.

WAŻNE

Do branży emisji non-ETS zalicza się transport, rolnictwo, odpady, niektóre emisje przemysłowe oraz sektor komunalno-bytowy z budynkami, małymi źródłami emisji, gospodarstwami domowymi, usługami itp.

Kto ma obowiązek sprawozdawczy

Zgodnie z art. 7 ust. 1 ustawy z 17 lipca 2009 r. o systemie zarządzania emisjami gazów cieplarnianych i innych substancji obowiązek sporządzenia i wprowadzenia raportu do krajowej bazy spoczywa na każdym podmiocie korzystającym ze środowiska, którego działalność powoduje emisje (w tym przypadku wprowadzanie do powietrza gazów cieplarnianych lub innych substancji). Definicja podmiotu korzystającego ze środowiska została zaczerpnięta z art. 3 pkt 20 prawa ochrony środowiska, zgodnie z którym podmiotem korzystającym ze środowiska są:

wprzedsiębiorca w rozumieniu art. 4 ustawy z 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 1829 ze zm.) oraz przedsiębiorca zagraniczny w rozumieniu art. 5 pkt 3 tej ustawy, a także osoby prowadzące działalność wytwórczą w rolnictwie w zakresie upraw rolnych, chowu lub hodowli zwierząt, ogrodnictwa, warzywnictwa, leśnictwa i rybactwa śródlądowego;

wjednostka organizacyjna niebędąca przedsiębiorcą w rozumieniu ustawy o swobodzie działalności gospodarczej;

wosoba fizyczna niebędąca przedsiębiorcą korzystająca ze środowiska w zakresie, w jakim wymaga ono pozwolenia.

Analogicznie więc - jak w prawie ochrony środowiska - z art. 7 ust. 1a ustawy o systemie zarządzania emisjami wynika, że osoba fizyczna niebędąca przedsiębiorcą sporządza i wprowadza raport tylko wtedy, gdy korzystanie ze środowiska powodujące emisje wymaga pozwolenia zintegrowanego albo pozwolenia na wprowadzanie gazów lub pyłów do powietrza.

Część rolników też zobowiązana

Od lat wątpliwości budzi to, co oznacza określenie "osoba fizyczna prowadząca działalność wytwórczą w rolnictwie w zakresie upraw rolnych, chowu lub hodowli zwierząt, ogrodnictwa, warzywnictwa, leśnictwa i rybactwa śródlądowego". Jak wyjaśniało Ministerstwo Środowiska, korzystającymi ze środowiska nie są rolnicy - osoby fizyczne, o ile ich korzystania ze środowiska nie wymaga pozwolenia. Wyjaśnienie to jest też uwzględniane przy przepisach o emisjach. To znaczy, że - co do zasady - rolnicy osoby fizyczne nie muszą składać sprawozdań do KOBIZE. Osoby prawne prowadzące gospodarstwa rolne (np. spółki) oraz ci rolnicy - osoby fizyczne, których rodzaj korzystania ze środowiska wymaga pozwolenia - są zobowiązane składać takie raporty.

Aby jednoznacznie określić, którzy rolnicy składają raporty, a którzy nie, trzeba sięgnąć jeszcze po dodatkowe przepisy. Mianowicie po rozporządzenie ministra środowiska z 2 lipca 2010 r. w sprawie przypadków, w których wprowadzanie gazów lub pyłów do powietrza z instalacji nie wymaga pozwolenia (Dz.U. z 2010 r. poz. 881).

Jak wynika z tego aktu, pozwoleń nie wymagają: instalacje energetyczne o nominalnej mocy cieplnej do:

w5 MW - opalane węglem kamiennym;

w10 MW - opalane koksem, biomasą (np. drewnem, słomą), olejem napędowym, olejem opałowym, benzyną, biopaliwami. lub opalane mieszanką tych paliw i węglem kamiennym, z tym że nominalna moc cieplna wprowadzona w węglu kamiennym nie przekracza 5 MW;

w15 MW - opalane gazem lub opalane gazem oraz mieszanką ww. paliw, z tym że nominalna moc cieplna wprowadzona w węglu kamiennym nie przekracza 5 MW, a nominalna moc cieplna wprowadzona w węglu kamiennym, koksie, biomasie, oleju napędowym, oleju opałowym, benzynie czy biopaliwach ciekłych nie przekracza 10 MW.

Jeśli więc rolnicy dysponują większymi piecami - to mają obowiązek wysyłania sprawozdania do krajowej bazy. Ale nie koniec na tym. Zobowiązani są do raportowania także wówczas, gdy muszą mieć pozwolenie zintegrowane. Wymagane jest ono w rolnictwie w przypadku chowu i hodowli zwierząt, gdy skala prowadzonej działalności może powodować znaczne zanieczyszczenie.

Jak wynika z rozporządzenia ministra środowiska z 27 sierpnia 2014 r. w sprawie rodzajów instalacji mogących powodować znaczne zanieczyszczenie poszczególnych elementów przyrodniczych albo środowiska jako całości (Dz.U. z 2014 r. poz. 1169), obowiązek uzyskania pozwolenia zintegrowanego mają te podmioty, które posiadają w swojej fermie (instalacji) więcej niż:

a) 40 000 stanowisk dla drobiu,

b) 2000 stanowisk dla świń o wadze ponad 30 kg,

c) 750 stanowisk dla macior.

Ponadto obowiązkiem raportowania objęci są też prowadzący fermy, którzy muszą mieć pozwolenie na wprowadzanie gazów lub pyłów do powietrza dla innych przypadków niż powyżej, tj. gdy prowadzą chów lub hodowlę zwierząt w liczbie nie mniejszej niż 210 dużych jednostek przeliczeniowych inwentarza (DJP), określonych w załączniku do rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 9 listopada 2010 r. w sprawie przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 71). Przy czym pozwolenie zintegrowane wymagane jest w takiej sytuacji niezależnie od faktycznej obsady zwierząt w danej chwili. Nie ma też znaczenia, czy ferma jest prowadzona przez rolnika indywidualnego czy np. spółkę.

W jaki sposób składa się raport

Raporty przesyła się drogą elektroniczną. Rozporządzenie ministra środowiska z 14 listopada 2016 r. w sprawie szczegółowego zakresu informacji zawartych w raporcie oraz sposobu jego wprowadzania do krajowej bazy o emisjach gazów cieplarnianych i innych substancji (Dz.U. poz. 1877) określa, że raport jest wprowadzany przez stronę internetową www.krajowabaza.kobize.pl, za pośrednictwem jednego dla danego podmiotu elektronicznego konta, ale odrębnie dla każdego zakładu.

Zanim podmiot prześle pierwsze sprawozdanie, musi się zarejestrować w krajowej bazie o emisjach gazów cieplarnianych i innych substancji za pomocą elektronicznego formularza. Zawiera on dane identyfikacyjne, adresowe, a także osób uprawnionych do rejestracji podmiotu i do dostępu w bazie. Jeżeli formularz rejestracyjny w postaci elektronicznej został opatrzony kwalifikowanym podpisem elektronicznym lub podpisem potwierdzonym profilem zaufanym ePUAP, nie składa się go w wersji papierowej. Gdy sprawozdanie nie jest opatrzone kwalifikowanym podpisem elektronicznym (lub podpisem potwierdzonym profilem zaufanym ePUAP), wówczas przesyła się go dodatkowo w wersji papierowej, z podpisem (podpisami) osób uprawnionych do reprezentowania podmiotu.

Przepisy zachęcają do mniejszej emisji

W coraz większej liczbie krajowych regulacji dotyczących non-ETS nakazuje się nie tylko badać emisje, ale i ograniczać ich powstawanie. Chodzi głównie o transport, ale także budownictwo i przemysł. Obowiązków przybywa, m.in. po raz pierwszy w tym roku duże firmy mają obowiązek sporządzenia audytu energetycznego

Choć zasadniczo do 2020 r. unijne przepisy dopuściły zwiększanie emisji w Polsce, to i tak krajowe i unijne przepisy już obecnie ograniczają ich powstawanie.

Myto na szosach

W przypadku pojazdów zachętą do stosowania bardziej ekologicznych i emitujących mniej szkodliwych substancji do powietrza są już dzisiaj opłaty za korzystanie z dróg i za korzystanie ze środowiska.

Polski system poboru opłat za przejazd płatnymi odcinkami dróg przewiduje zróżnicowanie stawek nie tylko ze względu na masę (DMC) pojazdu, ale i klasę silnika. Najwięcej trzeba płacić za wydzielające więcej spalin auta klasy do Euro 2, najmniej za pojazdy z silnikiem Euro 5 i Euro 6. Np. za przejazd 1 km trasy drogą szybkiego ruchu autem ciężarowym o dopuszczalnej masie całkowitej co najmniej 12 t, z silnikiem klasy maksymalnie Euro 2 trzeba zapłacić 0,53 zł/km, a klasy Euro 5 i więcej - 0,27 zł/km.

Od 9 lipca 2017 r. przybędzie kolejne 360 km płatnych dróg. Będzie to 12 odcinków w różnych częściach kraju, z których najdłuższy będzie miał 53 km, a najkrótszy - 9. Zostaną one wprowadzone rozporządzeniem z 5 maja 2017 r. zmieniającym rozporządzenie w sprawie dróg krajowych lub ich odcinków, na których pobiera się opłatę elektroniczną, oraz wysokości stawek opłaty elektronicznej (Dz.U. z 2017 r. poz. 954).

Wkrótce też auta osobowe

Z kolei UE chce rozszerzenia od 2025 r. elektronicznego systemu poboru opłat także na auta osobowe. I w tym przypadku wysokość opłat ma zależeć od klasy silnika. Przy czym najmniejszą - ale nie zerową stawkę - musiałyby płacić auta zero emisyjne, a najwięcej te, których wydobywa się najwięcej spalin. Stawki miałyby być ujednolicone w całej UE.

Kosztowne korzystanie ze środowiska

Bardziej ekologiczne silniki są też preferowane przy opłatach za korzystanie ze środowiska wymaganych prawem ochrony środowiska. Przykładowo za 2016 r. przedsiębiorca płacił 50 zł za tonę oleju napędowego spalonego w ciężarówce z silnikiem niespełniającym wymagań norm Euro. A jeżeli pojazd taki miał silnik Euro 5 lub lepszy, wówczas opłata za taka sama ilość paliwa wynosiła tylko 6,04 zł.

Audyt energetyczny dużej firmy

Nowy obowiązek mają duże firmy. Ustawa z 20 maja 2016 r. o efektywności energetycznej (Dz.U. z 2016 r. poz. 831), która weszła w życie 1 października 2016 r., nakłada na tę kategorię przedsiębiorców obowiązek sporządzenia audytu energetycznego. Przy czym pierwszy powinien zostać przeprowadzony przez przedsiębiorstwa do 30 września 2017 r., tj. w ciągu 12 miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy.

Nowe zadanie dla dużych firm

Na mocy obowiązującej od 1 października 2016 r. ustawy z 20 maja 2016 r. o efektywności energetycznej (Dz.U. z 2016 r. poz. 831) duże firmy mają obowiązek sporządzania audytu energetycznego przedsiębiorstwa.

 budynkach,

 instalacjach oraz

 w transporcie.

 zatrudniali średniorocznie co najmniej 250 pracowników

lub

 osiągnęli roczny obrót netto ze sprzedaży towarów, wyrobów i usług oraz operacji finansowych przekraczający 50 milionów euro (liczone jako równowartość w złotych) oraz sumy aktywów jego bilansu sporządzonego na koniec jednego z tych lat przekroczyły 43 miliony euro.

 posiadający system zarządzania energią określony w Polskiej Normie PN-EN ISO 50001 lub

 posiadający system zarządzania środowiskowego EMAS - o ile w ramach tych systemów przeprowadzono audyt energetyczny przedsiębiorstwa,

 którzy przeprowadzili audyt energetyczny przedsiębiorstwa przed dniem wejścia w życie ustawy, ale nie wcześniej niż przed 5 grudnia 2012 r., i jest on zgodny z obecnymi wymogami, a ponadto zawiadomili o tym URE w ciągu 30 dni od wejścia w życie przepisów.

AB

Duże firmy będą zobowiązane powtarzać audyt co 4 lata. Zwolnione z niego będą mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa. Jakie są wymagania dotyczące audytu? Otóż trzeba dokonać szczegółowego przeglądu zużycia energii - odpowiadającego za co najmniej 90 proc. całkowitego zużycia - związanego z działalnością świadczoną przez daną firmę. Audyt obejmuje zużycie energii w budynkach, instalacjach oraz w transporcie.

Resort energii wprawdzie nie wskazuje jednoznacznie, kto ma wykonać audyt, ale zaleca, by był to podmiot niezależny od audytowanego przedsiębiorcy.

WAŻNE

Dane za rok poprzedni przesyła się do krajowej bazy o emisjach gazów cieplarnianych i innych substancji do końca lutego za rok poprzedni, wyłącznie drogą elektroniczną za pośrednictwem strony www.krajowabaza.kobize.pl

Efektywne budynki

Wiele obowiązków związanych z efektywnością energetyczną i termomodernizacją mają również właściciele budynków, zwłaszcza nowo wznoszonych. Przepisy rozproszone są w wielu aktach prawnych, m.in. w prawie budowlanym, ustawach o charakterystyce energetycznej budynków czy termomodernizacji i wydanych do nich rozporządzeniach.

Przepisy są stopniowo zaostrzane, tak by do końca 2020 r. wszystkie nowe budynki miały bardzo niskie (niemal zerowe) zużycie energii. Np. od stycznia 2017 r. zmieniły się wartości dopuszczalnych wskaźników EP (wielkość rocznego zapotrzebowania na nieodnawialną energię pierwotną) dla nowo budowanych budynków oraz niektórych współczynników U dla przegród zewnętrznych budynków. Wynika to z rozporządzenia ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej z 5 lipca 2013 r. zmieniającego rozporządzenie w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie (Dz.U. z 2013 r. poz. 926), które weszło w życie 1 stycznia 2014 r. Np. współczynnik EP dla budynku jednorodzinnego od 1 stycznia 2017 r. wynosi 95 kWh/(mkw./rok), a współczynnik U ścian (przenikania ciepła przez ściany zewnętrzne) 0,23 W/(mkw. x K).

Warto też pamiętać, że dołączany do wniosku o pozwolenie na budowę projekt architektoniczno-budowlany powinien być zgodny z przepisami aktualnymi na dzień złożenia wniosku. Np. projekt, który został złożony wraz z wnioskiem w roku 2017 r., musi być zgodny z wymaganiami powszechnie określanymi jako WT (warunki techniczne) 2017.

WAŻNE

Ustawa o efektywności energetycznej zobowiązuje duże firmy do przeprowadzania audytów energetycznych, obejmujących budynki, instalacje i transport. Pierwszy audyt powinien zostać przeprowadzony do 30 września 2017 r.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.