Śmieciowy kompromis przedsiębiorców i rządu
Głośny sprzeciw firm z branży recyklingu skłonił Ministerstwo Środowiska do ustępstw. I chociaż pewnie zapłacą mniej, to i tak czekają je milionowe wydatki
Trwa przeciąganie liny między firmami gospodarującymi odpadami a Ministerstwem Środowiska. Te pierwsze walczą o wyłączenie części śmieci spod obowiązywania konsultowanego właśnie rozporządzenia do znowelizowanej naprędce ustawy o odpadach (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 992 ze zm.), której większość przepisów weszła w życie już 5 września.
Resort nie chce jednak rezygnować z drogi obranej w trakcie prac nad pakietem odpadowym, który miał być odpowiedzią na proceder nielegalnego podpalania składowisk śmieci.
Jednym z zaproponowanych wtedy rozwiązań było zobowiązanie przedsiębiorców, by ci uiszczali kaucję gwarancyjną, czyli zabezpieczenie finansowe na wypadek, gdyby coś z ich odpadami się stało, np. zostały porzucone na dzikim wysypisku w lesie lub poszły z dymem, a koszty uprzątnięcia pozostałości spadły na gminę.
Złom nie płonie
Obecnie trwa spór o to, jak wysokie powinny to być kwoty i czy muszą one obowiązywać wszystkich uczestników rynku, również te firmy, które magazynują odpady o dużej wartości, tj. złom czy aluminium, a nie np. łatwopalne plastiki.
Część firm argumentuje, że nie ma żadnych racjonalnych powodów, by płacić zabezpieczenia na wypadek pożaru złomu, bo ten po pierwsze raczej nie płonie, a po drugie jest zbyt cenny. Innymi słowy prędzej ktoś go ukradnie, niż podpali z braku pomysłu, co z takim odpadem zrobić.
– Trudno się oprzeć wrażeniu, że te stawki ustalono w sposób arbitralny, bez żadnego związku z rzeczywistymi kosztami ewentualnej utylizacji, w tym transportu, ani też bez uwzględnienia wartości rynkowej odpadów – przekonuje Tomasz Podgajniak, wiceprezes Polskiej Izby Gospodarczej Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej (PIGEOR).
Nowe niższe stawki
Jak jednak dowiedział się DGP, po ostatnim spotkaniu z przedstawicielami firm ministerstwo ma już dla nich nowe propozycje (patrz: grafika). Wiele z nich jest dużo korzystniejszych niż na początku i zakłada obcięcie potencjalnych kosztów o połowę. Taka preferencja miałaby zastosowanie m.in. w przypadku odpadów magazynowanych w zakładzie przetwarzania zużytych baterii lub akumulatorów, sprzętu elektronicznego i elektrycznego, a także stacji demontażu pojazdów wycofanych z eksploatacji.
Ta ostatnia zmiana cieszy Adama Małyszko, prezesa Stowarzyszenia Forum Recyklingu Samochodów FORS. Zwraca on uwagę, że w pojazdach wycofanych z eksploatacji znajduje się niewielka ilość odpadów niebezpiecznych, takich jak akumulator czy płyny eksploatacyjne. – Stanowi to ok. 5 proc. masy ogólnej pojazdu, a gdyby założyć, że cały pojazd jest odpadem niebezpiecznym, to przy zastosowaniu najwyższej stawki 1,5 tys. zł za tonę wiele firm miałoby ogromny kłopot finansowy – mówi.
Nierówne traktowanie
Rzecz w tym, że podobna preferencja miałaby spotkać spółki gminne. One również korzystałyby na niższych stawkach zabezpieczenia roszczeń. Proponowana ulga dotyczyłaby bowiem odpadów magazynowanych w samorządowych instalacjach przetwarzania (RIPOK) i gminnych punktach selektywnej zbiórki odpadów (PSZOK). W tych przypadkach opłaty byłyby z automatu dwa razy niższe. Rzecz w tym, że z założenia mogłyby z niej korzystać firmy samorządowe, a nie prywatne.
Dariusz Matlak, prezes Polskiej Izby Gospodarki Odpadami, przekonuje, że to kolejny już – po wprowadzeniu możliwości udzielania przetargów z wolnej ręki w trybie in-house – przywilej i rabat dla spółek samorządowych, które są jawnie faworyzowane przez rządzących. – W naszej opinii taka preferencja nie jest niczym uzasadniona i wykracza poza delegację ustawową – mówi.
Biurokratyczny paraliż
Mimo częściowych postępów w kwestii stawek, wiele kłopotów, z którymi po wejściu w życie nowelizacji ustawy o odpadach mierzą się firmy, jest nierozwiązanych.
Najdotkliwszy obecnie problem dotyczy niezgrania się terminów obowiązywania ustawy z rozporządzeniami wykonawczymi do niej, których jeszcze nie ma, choć regulują one kluczowe dla branży sprawy. Chodzi m.in. o wymagania techniczne dla monitoringu, który firmy będą musiały zainstalować do 22 lutego 2019 r. Wszyscy wstrzymują się więc z dostosowaniem do nowych wymogów, bo są to zbyt duże kwoty, by inwestować w ciemno.
To jednak tylko wierzchołek góry lodowej. – Z powodu niewydania rozporządzeń w sprawie stawek zabezpieczeń roszczeń, parametrów technicznych monitoringu oraz zabezpieczeń przeciwpożarowych, nastąpił paraliż systemu gospodarki odpadami w zakresie wydawania decyzji – mówi Adam Małyszko. Innymi słowy do czasu wydania tych aktów żadna firma nie uzyska decyzji na prowadzenie działalności polegającej na zbieraniu lub przetwarzaniu odpadów.
Jak ustaliliśmy, wiele firm jest teraz w potrzasku. Nie może uzyskać nowego zezwolenia na prowadzenie działalności, bo w świetle obowiązujących przepisów musi spełniać nowe wymogi. Szkopuł w tym, że nie do końca wiadomo, jakie mają one być, bo dopiero są konsultowane.
Problem dotyczy też firm, które już mają zezwolenia, ale ubiegają się o ich zmianę, np. dopuszczenie do magazynowania większej masy odpadów. Jak przekonują nasi rozmówcy, do tej pory często było to formalnością. Teraz jednak w urzędach panuje chaos: są wątpliwości, jak interpretować obowiązujące od kilku dni przepisy. Nie wszyscy wiedzą chociażby, czy nowe regulacje obowiązują wobec zezwoleń, o których zmianę firmy wystąpiły np. miesiąc temu.
Tymczasem biznes nie znosi próżni. – Dochodzą do nas sygnały od przedsiębiorców, którzy zbliżają się do maksymalnych limitów magazynowanych odpadów określonych w zezwoleniach i wkrótce nie będą mogli przyjmować nowych. Co powinni zrobić w takim razie, zamknąć zakłady, czy może przejść do szarej strefy? – pyta retorycznie prezes Stowarzyszenia Forum Recyklingu Samochodów FORS. ©℗
Proponowane stawki zabezpieczenia za magazynowanie 1tony odpadów (w zł)
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu