Transportowców czeka wymiana floty
Polacy są unijnym liderem branży transportowej. Zmiany uderzą ich szczególnie
Rada Unii Europejskiej zatwierdziła zaostrzone cele redukcji emisji dwutlenku węgla w transporcie ciężkim. Do tej pory obowiązywał cel 30 proc. do 2030 r., który został podwyższony do 45 proc. Do 2035 r. ma on wynieść 65 proc., a do 2040 r. – 90 proc. Z kolei w 2035 r. wszystkie nowe autobusy miejskie w UE będą musiały być zeroemisyjne. Zmiany będą się wiązać z dużymi kosztami dla firm i samorządów. Sam zakup nowego taboru to nie wszystko. Eksperci obawiają się, czy zdążymy z budową nowej infrastruktury ładowania e-pojazdów. Już teraz wiadomo, że koszty transportu wzrosną, a wraz z nimi podrożeją przewożone produkty.
Bardziej rygorystyczne przepisy przyniosą zmianę technologiczną. Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, uspokaja, że jeśli chodzi o samych producentów ciężarówek i autobusów, możemy spać spokojnie, bo praktycznie wszyscy mają już w ofercie wersje elektryczne swoich modeli. – W ciągu kilku lat coraz powszechniejsze będą pojazdy z napędem wodorowym, trwają też prace nad silnikami spalinowymi, które będą w stanie spalać wodór jako paliwo – mówi Faryś. Większym problemem dla polskich firm będzie zmiana floty. – Jesteśmy liderem transportu ciężkiego w UE, mamy 30-proc. udział w rynku. Nie da się utrzymać tej pozycji bez nowego taboru, a ten będzie droższy. W większości krajów są systemy dofinansowania. Podobny będzie niezbędny w Polsce – dodaje nasz rozmówca.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.