Kalifornia bez prądu. Winna zmiana klimatu
Ponad 2 mln ludzi spędziło cztery dni bez prądu, ponieważ dostawca energii elektrycznej im ją odciął. Tylko dlatego, że bał się pożaru
Wszystko wydarzyło się w północnej części Kalifornii w Stanach Zjednoczonych. Dostawcą jest firma PG&E, którą ubiegłoroczne pożary i następujące po nich pozwy o odszkodowania doprowadziły do upadłości. Okazało się bowiem, że przyczyną kataklizmu były usterki w instalacjach sieciowych spółki, które powstały na skutek silnych wiatrów.
Firma została potem finansowo uratowana, ale tym razem dmucha na zimne i odkąd w Kalifornii rozpoczął się kolejny „wildfire season”, czyli pora, w której dochodzi do największej liczby pożarów, zarząd PG&E pilnie śledzi prognozy pogody. Kiedy tylko pojawiła się w nich zapowiedź silnego wiatru, spółka postanowiła działać z wyprzedzeniem i po prostu wyłączyła prąd. Kiedy wichura minęła, elektryczność została przywrócona.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.