Białoruś płaci za bezmyślne decyzje Łukaszenki
R elacji białorusko-rosyjskich nie można określić jako usłanych różami. To raczej związek oparty na chłodnej kalkulacji. Moskwa postrzega Białoruś jako jedynego sojusznika, który dodatkowo pełni funkcję buforu między Rosją a NATO. Białoruś z kolei uznaje Rosję za gwaranta zachowania pozycji politycznej, a także głównego donatora centralnie sterowanej, zacofanej gospodarki. Preferencyjne warunki dostaw to rodzaj subsydium gwarantującego stabilność ekonomiczną.
Białoruś nie ma znaczących złóż węglowodorów. Posiada jednak rozbudowany sektor petrochemiczny, który generuje ponad 10 proc. PKB, odpowiada za 25 proc. eksportu i dostarcza blisko 20 proc. dochodów budżetowych. Tak duże uzależnienie od jednej gałęzi przemysłu oznacza wyjątkową podatność na zmiany cen na światowych rynkach oraz wrażliwość w stosunkach z Moskwą. Białoruś jest przy tym państwem tranzytowym dla rosyjskich surowców. To przez jej terytorium biegnie główna magistrala eksportowa ropy na Zachód, czyli ropociąg Przyjaźń. Gazociąg Jamał–Europa, przez lata będący jednym z głównych szlaków dla gazu płynącego do Polski i Niemiec, również przebiega przez ten kraj. Jednak to, co może się wydawać zbawieniem, równocześnie jest przekleństwem. Białoruś nie jest beneficjentem położenia, lecz jego zakładnikiem.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.