Ropa miała być tańsza, będzie droższa
Rynek nie wierzy w skuteczność wtorkowych decyzji administracji Bidena
Stany Zjednoczone postanowiły umieścić na rynku dodatkowo 50 mln baryłek ropy w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Według analityków taka ilość zaspokaja zapotrzebowanie kraju na dwa i pół dnia. By zwiększyć szanse na kształtowanie globalnej ceny, udział w inicjatywie amerykańskiej administracji wezmą też Indie, Chiny, Japonia, Korea Południowa oraz Wielka Brytania. Wzbudzające zainteresowanie porozumienie na linii Pekin–Waszyngton jest jednak iluzoryczne. Sojusznicy USA wpuszczą na rynek ok. 18 mln baryłek. Wielka Brytania już poinformowała, że przekaże 1,5 mln, a Indie 5 mln. Pozostałe kraje jeszcze opracowują swoje harmonogramy i dokładną skalę zaangażowania.
– Decyzja nie tylko nie przyniosła oczekiwanego rezultatu, ale dała wręcz skutek odwrotny od zamierzonego. Do poniedziałku mieliśmy do czynienia ze spadkami. Po decyzji o uwolnieniu rezerw strategicznych ceny ropy naftowej Brent wzrosły o ok. 3 dol. za baryłkę, do poziomu 82 dol. Rynek stwierdził, że skala uwolnienia jest zbyt mała, a dodatkowo może wpłynąć negatywnie na politykę OPEC+ – mówi Rafał Zywert, analityk rynku ropy naftowej i paliw w BM Reflex. – Spodziewano się uwolnienia ok. 120 mln baryłek – wskazuje ekspert Rafał Zywert. Udało się zdecydować o uwolnieniu niewiele ponad połowy zakładanego poziomu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.