Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Skończmy z węglem, nie żałujmy górnikom

Umowa nie obejmie kopalni należących do Jastrzębskiej Spółki Węglowej oraz Bogdanki
Umowa nie obejmie kopalni należących do Jastrzębskiej Spółki Węglowej oraz Bogdanki
27 kwietnia 2021
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

D ziś mamy poznać szczegóły zawartej w zeszły czwartek umowy społecznej między rządem a górniczymi związkami zawodowymi. Główne punkty porozumienia obejmują rozciągnięty na prawie 30 lat harmonogram wyłączania kopalni oraz gwarancje dla ich pracowników. Górnicy mają mieć zapewnione zatrudnienie do emerytury, a w razie gdyby miejsc pracy w odchudzanym sektorze wydobywczym nie starczyło – hojne świadczenia osłonowe: płatne urlopy przedemerytalne dla tych z dłuższym stażem i jednorazowe odprawy dla tych z krótszym.

Negocjacjom i poszczególnym ustaleniom poczynionym między rządem a związkami nie szczędzi się słów krytyki. Część z nich ma głębokie uzasadnienie. W obliczu wszystkiego, co wiemy o trendach rynkowych i regulacyjnych w Unii, a nawet o ogłoszonym niedawno rządowym planie dotyczącym energetyki, który zakłada wydzielenie i stopniowe wygaszanie aktywów węglowych, harmonogram, w którym ostatnia kopalnia pracowałaby do 2049 r., jest nierealistyczny i ma mizerne szanse na notyfikację Komisji Europejskiej, koniecznej, by plan wszedł w życie. Wątpliwości mogą też budzić ogromne inwestycje w czyste technologie węglowe. Analitycy branżowi słusznie wskazują również, że wbrew szumnym deklaracjom towarzyszącym umowie nie obejmie ona całego sektora wydobycia węgla – poza jego rygorami pozostaną kopalnie należące do Jastrzębskiej Spółki Węglowej oraz Bogdanka.

Z punktu widzenia wymogów zielonej transformacji polskiej gospodarki węgiel jest kulą u nogi – nie tylko w sensie wizerunkowym. Utrzymywanie działalności kopalni wymaga bowiem de facto nie tylko coraz większych dopłat, lecz także hamowania rozwoju OZE. To w kwestii węglowej, a nie w jakiejś ideologicznej niechęci do czystej energetyki, zamiłowaniu do nieskażonego wiatrakami krajobrazu czy też sympatii dla walczących z ich ekspansją lokalnych społeczności, należy doszukiwać się genezy wieloletniego impasu w sprawie liberalizacji obowiązującej od pięciu lat zasady 10H, zgodnie z którą wiatraki mogą powstawać w oddaleniu co najmniej dziesięciokrotności wysokości masztu od zabudowań. Nazbyt szybki rozwój farm wiatrowych mógłby bowiem przyczynić się do szybkiej redukcji udziału węgla w krajowym miksie energetycznym, czyniąc sytuację sektora wydobywczego i energetyki konwencjonalnej jeszcze bardziej rozpaczliwą.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.