Azja walczy o każdą baryłkę ropy naftowej
Władze Korei Południowej apelują do obywateli o krótsze prysznice, a rząd Tajlandii zachęca do rezygnacji z marynarek. Ale na razie wysokie ceny ropy i gazu ziemnego nie mają wpływu na sytuację makroekonomiczną. Agencja S&P podwyższyła prognozę wzrostu PKB w tym roku między innymi dla Indii, które znajdują się w centrum energetycznego kryzysu.
Podczas gdy w Europie wojna na Bliskim Wschodzie przejawia się głównie rosnącymi cenami na stacjach benzynowych, mieszkańcy Azji walczą o zdobycie paliwa bez względu na koszty. W szczególnie trudnej sytuacji jest Mjanma. Już w pierwszym tygodniu konfliktu rządząca od pięciu lat junta wprowadziła oparty na kodach kreskowych program racjonowania benzyny dla pojazdów prywatnych. Posiadacze samochodów mogą kupić określoną ilość paliwa raz lub dwa razy w tygodniu, w zależności od pojemności silnika. Obowiązuje też reguła, zgodnie z którą w dni parzyste można jeździć autami o rejestracji kończącej się cyfrą parzystą. W dni nieparzyste można używać samochodów z tablicami z cyfrą nieparzystą na końcu. Ponadto z powodu braku paliwa linie lotnicze w Mjanmie zawiesiły krajowe połączenia.
W krytycznym położeniu znaleźli się rolnicy. Za 1 l oleju napędowego na czarnym rynku gotowi są zapłacić 12 tys. kiatów (ok. 21 zł). W połowie marca oficjalna cena na stacjach wynosiła 3,8 tys. kiatów (ok. 6,6 zł). Bez paliwa rolnicy nie będą w stanie zebrać na czas ryżu i plony zostaną zniszczone. Dla wielu mieszkańców Mjanmy oznacza to głód. Według Światowego Programu Żywnościowego już przed atakiem Izraela i USA na Iran 12,4 mln ludzi, czyli jedna czwarta populacji kraju, miała problemy ze zdobyciem pożywienia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.