Renesans atomu. Czy powrót do energetyki jądrowej w 2026 roku jest nieunikniony?
Jeśli potwierdzą się zapowiadane harmonogramy światowych inwestycji, 2026 rok przyniesie największą od prawie 40 lat ekspansję energetyki jądrowej. Polska może znaleźć się na szpicy tej atomowej ofensywy.
Według ośrodka badawczego BloombergNEF w rozpoczynającym się właśnie roku ma zostać uruchomionych 15 nowych reaktorów o łącznej mocy ok. 12 GW. Statystyki te wyraziście kontrastują z bilansem 2025 r., kiedy to – w tle toczących się już debat o atomowym renesansie – do sieci przyłączono mniej niż 2 GW nowych mocy jądrowych, za to ostatecznie wyłączono z eksploatacji prawie 3 GW, a pracę kilku kolejnych reaktorów wstrzymano przynajmniej do czasu przedłużenia licencji. Do końca dekady spodziewane jest uruchomienie ponad 50 bloków jądrowych – wynik, na który ostatnio trzeba było czekać prawie dwa razy dłużej.
Ostatni moment, kiedy na świecie udało się doprowadzić do większej niż planowana fali przyłączeń, nastąpił pod koniec lat 80. Wówczas to, w dużej mierze siłą rozpędu, do szczęśliwego finału „dotoczyła się” budowa dziesiątek inwestycji inicjowanych w latach poprzedzających katastrofę czarnobylską. Przytłaczająca większość z nich zasila odbiorców w zachodniej Europie, Stanach Zjednoczonych, Japonii i Kanadzie – w tamtym czasie niekwestionowanych liderów technologii jądrowych. I jeśli dziś można mówić o oczekiwaniu na jądrowe odrodzenie, to dotyczy ono przede wszystkim właśnie tego grona, niegdyś wiodących ośrodków, reprezentujących szeroko pojęty świat zachodni.
Cienie Czarnobyla i Fukushimy nad energetyką jądrową w XXI wieku
Tym, co najmocniej zaburzyło ostatnie dekady, jest bowiem nie tyle atrakcyjność technologii czy ogólna kondycja branży, ale geopolityka. Mimo wydarzeń z Czarnobyla z 1986 r. i Fukushimy z 2011 r., na kryzys nie mogą narzekać Chiny ani Rosja. W Chinach przez ostatnie 15 lat uruchamiano średnio trzy reaktory jądrowe rocznie. Nieźle radził sobie też Rosatom, który finalizował w tym samym czasie mniej więcej jedną jednostkę rocznie (niemal połowę na rynkach eksportowych).
Całemu zachodniemu przemysłowi jądrowemu, na który składały się aktywa wielu krajów, na czele z USA i Francją, udało się tymczasem od początku bieżącej dekady doprowadzić do końca jedynie (i to w ogromnych bólach) trzy ciągnące się od wielu lat projekty: dwa reaktory w amerykańskiej elektrowni Vogtle i po jednym we Francji oraz w Finlandii. W całym zaś poprzednim dziesięcioleciu reaktorów zachodniej konstrukcji udało się uruchomić siedem. Przy czym sześć z nich wybudowano w Chinach, a jedyny zrealizowany w USA wyjątek potwierdzający regułę był odmrożonym po przerwie projektem z lat 70. W krajach geopolitycznie bliskich Zachodowi nieco lepiej radził sobie jedynie przemysł południowokoreański, który od czasu Fukushimy ukończył siedem reaktorów we własnym kraju i cztery kolejne poza swoimi granicami.
Kolejne projekty atomowe nabiorą rozpędu dopiero za kilkanaście lat
Z tego punktu widzenia najbliższy rok nie będzie jeszcze początkiem nowej epoki. Z ponad 60 reaktorów będących w budowie na całym świecie prawie połowa znajduje się w Chinach, podium dopełniają zaś Rosja i Indie. Po cztery reaktory budują się w Turcji i Egipcie, które zdecydowały się na zakup technologii rosyjskiej. Rosatom jest też dostawcą jedynego bloku powstającego obecnie w Unii Europejskiej, który powinien rozpocząć pracę w 2026 r. – w słowackiej elektrowni Mochovce. Dwa projekty, które mają szansę przynieść względnie szybkie owoce za oceanem, to przedsięwzięcia polegające na restarcie przedwcześnie wygaszonych (z punktu widzenia możliwości technicznych) reaktorów w elektrowniach Palisades i Three Mile Island.
W Polsce możemy mieć nadzieję na skonkludowanie – oby na korzystnych dla kraju warunkach – negocjacji z amerykańskim konsorcjum (Westinghouse i Bechtel) w sprawie kontraktu na budowę elektrowni na Pomorzu, pierwsze zamówienia na kluczowe komponenty i rozpoczęcie przygotowań terenu budowy. Na dobre ruszyć powinno też postępowanie na drugą elektrownię, które na razie sprowadza się do realizowanych przez Polską Grupę Energetyczną badań lokalizacji i wstępnych rozmów z potencjalnymi partnerami z USA, Francji, Kanady i Korei Płd.
Większość projektów z nowej fali, wiązanej z hasłem jądrowego renesansu, jest – jak polska elektrownia czy bardziej od niej zaawansowane projekty z Wysp Brytyjskich (Sizewell C), Węgier (Paks II) czy Rumunii (Cernavodă) – dopiero na etapie mniej lub bardziej zaawansowanych przygotowań i nie ma widoków na finalizację w tej dekadzie. Jedynym wyjątkiem jest wkraczająca w ósmy rok budowa dwóch reaktorów brytyjskiej elektrowni Hinkley Point C. Na osiągnięcie pełnego rozpędu można zaś liczyć dopiero bliżej przełomu lat 40. XXI w., kiedy jest planowane ukończenie pierwszych z większych serii reaktorów AP1000 i EPR2 w krajach macierzystych (USA i Francji).
Rewolucja technologiczna, innowacje oraz AI wymagają energii. Skąd ją brać?
Miks energetyczny – promowany choćby w ramach niemieckiej Energiewende – oparty na kapryśnych dostawach energii z wiatru i słońca (uzupełnianych tanim gazem i innymi technologiami bilansującymi) oraz poprawie efektywności wykorzystania energii mógł nieźle pasować do realiów Europy sunącej w ponowoczesnym dryfie. Ten model transformacji miał szansę się sprawdzić w realiach postępującej ucieczki przemysłu i redukcji zużycia energii. Z kolei technologia jądrowa, łącząca brak emisji z obfitością dostarczanej energii, daje nadzieję na pogodzenie celów dekarbonizacji z bezpieczeństwem, konkurencyjnością i reindustrializacją gospodarki. Dlatego, choć nad opowieścią o odrodzeniu – zwłaszcza w kontekście roli, jaką miałyby w niej odegrać mniejsze reaktory – unosi się aura marketingowej przesady, to ukończenie choćby połowy będących w toku w naszej części świata inwestycji byłoby osiągnięciem, które dałoby szansę na pokrycie znacznej części podniesionego zapotrzebowania na prąd, wynikającego m.in. z rozwoju sztucznej inteligencji.
Nie bez znaczenia wydaje się także fakt, że atom może przyczynić się do stworzenia atrakcyjnych miejsc pracy w energetyce i jej łańcuchu dostaw oraz pobudzenia innowacyjności – w czasie, gdy inne jej gałęzie albo mają w tym zakresie ograniczony potencjał, albo zostały, w swoich najbardziej wartościowych ogniwach, skutecznie zdominowane przez Chiny.
Polska na szpicy atomowej ofensywy
W dużej mierze z tych okoliczności wynika proatomowa ofensywa uruchomiona już przez poprzedników Donalda Trumpa, a znacząco wyeskalowana przez obecnego prezydenta USA. Jego ekipa realizuje renesans krajowego przemysłu jądrowego, tak jak inne strategiczne priorytety, instrumentami bezceremonialnego interwencjonizmu i gospodarki wojennej. W tym samym miejscu biją też źródła stopniowej ewolucji polityki wobec atomu możliwej do zaobserwowania w Komisji Europejskiej. I to pomimo zwyczajowych oporów tej instytucji przed podobnymi zmianami czy tego, że kluczowe stanowiska w kolegium komisarzy zajmują niedawni sceptycy, Dan Jørgensen i Teresa Ribera. Nie wspominając o tym, że zdecydowana większość krajów UE stanowiła jeszcze do niedawna potężny front przeciwników energii jądrowej. O ile wiele stolic i ośrodków wciąż pilnuje, by jej rozwój nie zagroził interesom branży OZE, to na szańcach ortodoksyjnego antyatomizmu pozostali już bodaj tylko Austria, większość europejskich Zielonych i część sektora pozarządowego. Dlatego plany przedwczesnego wycofania z eksploatacji reaktorów coraz częściej zastępują licencje na przedłużoną pracę i uchylanie zakazów dotyczących budowy nowych instalacji.
Dopiero sukces lub porażka kampanii inwestycyjnych najbliższych kilkunastu lat zdecyduje o tym, czy Europie, Ameryce i jej partnerom ze wschodniej Azji uda się odzyskać zdolności do taśmowej realizacji reaktorów i w konsekwencji dawną silną pozycję na rynku technologii jądrowych. A to oznacza, że Polska jako inicjatorka jednego z kilku największych w ostatnich latach programów inwestycyjnych w tej dziedzinie (przypomnijmy: w planach są minimum dwie elektrownie o łącznej mocy 6–9 GW, a do tego dojść może przynajmniej kilka projektów SMR) będzie za wynik tej ofensywy współodpowiedzialna.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu