Czy Rosji zabraknie prądu
Władze rosyjskie mają kolejne zmartwienie, spowodowane kryzysem finansowym: co zrobić, żeby dzisiejsze kłopoty nie doprowadziły do wyłączeń prądu w przyszłości.
Załamanie gospodarcze wystawia na szwank jedno z nielicznych reformatorskich osiągnięć ery Putina. Zjednoczone Systemy Energetyczne – monopol w tej dziedzinie – podzielono w ostatnich latach na 24 firmy wytwarzające prąd, a ich akcje sprzedano krajom i zagranicznym inwestorom. Firmy wytwórcze zobowiązały się do wartych 59 mld dol. inwestycji w celu modernizacji trzeszczącego w szwach systemu energetycznego. Rząd z kolei, żeby zapewnić im solidne wpływy, zobowiązał się do liberalizacji (do 2011 roku) regulowanego od dawna rynku energii. Plany inwestycyjne tworzono jednak przy założeniu, że popyt na prąd będzie rósł w tempie 4,2 proc. rocznie, tymczasem w pierwszym kwartale zmniejszył się on o 6,7 proc. (w ujęciu rok do roku). Producenci energii lobbują więc na rzecz ograniczenia planów ekspansji, twierdząc, że zbyt szybka budowa nowych zakładów doprowadzi do powstania nadmiernych mocy wytwórczych. Poza tym wyschły międzynarodowe źródła finansowania i, jak ocenia Renaissance Capital, na razie udało im się zgromadzić tylko 19 mld dol. Nowe zakłady są jednak potrzebne. Do roku 2011 aktywność gospodarcza powinna wrócić do poziomu z lat 2007–2008, kiedy to system energetyczny ledwie wytrzymywał obciążenie. Braki energii mogą więc zagrozić wzrostowi gospodarczemu w przyszłości. Ale rząd jest też świadom, że ryzykuje także spór z konsumentami, których czekają wyższe rachunki za prąd. Inwestorów rozczarowały – choć chyba nie zdziwiły – ostatnie doniesienia o tym, że liberalizacja rynku energii może być odroczona. Wprawdzie ministrowie podkreślają, że jej terminarz nie został zmieniony, ale jednocześnie dokonują przeglądu planowanych podwyżek cen regulowanych, a także programów inwestycyjnych. Rosja musi się więc zdecydować, jakie moce energetyczne będą potrzebne, i zapewnić finansowanie nowych projektów. Zagraniczni inwestorzy nie pośpieszą z pomocą: fiński Fortum, niemiecki Eon i włoski Enel mają udziały warte dziś ułamek tego, co za nie zapłaciły i będą długo czekać na zwrot tych inwestycji. Zapewne Rosja sięgnie po pieniądze z funduszu majątku narodowego, nie wiadomo jednak, czy uda się jej ten problem rozwiązać na tyle skutecznie, by uniknąć wyłączeń prądu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.