Związkowe eldorado u energetycznego potentata
W Enei związkowcy głośno walczą o interesy pracowników, a po cichu żyją ze zleceń zarządu firmy
Od 13 lat jedna z najbogatszych energetycznych spółek Skarbu Państwa Enea daje zarabiać dwóm związkom zawodowym - poprzez spółki, w których zasiadają czołowi ich działacze. Związki głośno walczą o interesy pracowników, a po cichu żyją ze zleceń od zarządu. Symbiozę zakłóciły plany prywatyzacji.
Obie spółki, Biuro-Serwis i Energo-Tour, założyła Enea. W Biuro-Serwisie dwa związki zawodowe i byli działacze otrzymali większość udziałów. W Energo-Tourze związkowcy mają posady w zarządzie i radzie nadzorczej. Choć firma przynosi straty, rada nadzorcza i zarząd wypłacają sobie co roku kilkaset tysięcy złotych pensji. Inaczej jest w Biuro-Serwisie. Z ostatnich danych w rejestrze sądowym wynika, że w 2007 r. obroty spółki sięgnęły 5,2 mln zł. A zysk 350 tys. zł. Na czym zarabia Biuro-Serwis? Administruje poznańskimi budynkami należącymi do Enei. Firma energetyczna płaci jej także za kupowanie wody mineralnej, sprzątanie i wymianę żarówek. A także za pośrednictwo przy ochronie budynków.
Przez lata Biuro-Serwis dostawało te zlecenia bez przetargów. Gdy w tym roku Enea ogłosiła go po raz pierwszy, konkurenci Biuro-Serwisu odpadli ze względów proceduralnych. Wtedy dwóch odchodzących członków władz Enei podpisało kolejną, roczną umowę z Biuro-Serwisem.
Na uprzejmość władz Enei Biuro-Serwis mogło liczyć od zawsze. W 1997 r. na rozruch związkowcy dostali za darmo od energetycznego potentata kilka kamienic w prestiżowych miejscach Poznania.
Teraz relacje się pogorszyły - przez plany prywatyzacji Enei. Związkowcy stali się przeciwnikami sprzedaży spółki. A nowy zarząd firmy na początku listopada wypowiedział umowy Biuro-Serwisowi. Stara się też odzyskać budynki w Poznaniu.
Na razie związkowcy mogą być spokojni, procesy sądowe będą trwać latami. - Konsultacje z prawnikami w sprawach związanych ze związkami od 2007 r. kosztowały nas już 20 mln zł - zdradza nam jeden z członków zarządu Enei.
Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha nie ma wątpliwości: - To ewidentny konflikt interesów. Związki są od tego, by w rozmowach z dyrekcją reprezentować interesy pracowników, a nie przez działalność gospodarczą uzależniać się od dyrekcji wielkością zleceń.
@RY1@i02/2009/229/i02.2009.229.000.001a.001.jpg@RY2@
Jak związkowcy wysysają Eneę
Wojciech Cieśla
Artur Grabek
dgp@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu