Do Polski może nie dotrzeć jedna trzecia potrzebnego gazu
W wyniku rosyjsko-białoruskiego sporu o cenę gazu Gazprom może zakręcić kurek. W konsekwencji, oprócz Białorusi, od dostaw surowca odcięci zostaną także odbiorcy z Zachodu, w tym m.in. Polska. Wtedy zabraknie nam nawet 30 proc. potrzebnego surowca.
W Mińsku opracowano już kilka wariantów działań antykryzysowych na wypadek, gdyby negocjacje z Moskwą w sprawie cen, po jakich Białoruś miałaby kupować gaz w 2010 roku, zakończyły się fiaskiem i w efekcie Gazprom wstrzymał dostawy tzw. błękitnego paliwa.
W Polsce resort gospodarki oraz Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo - na razie bezskutecznie - starają się porozumieć ze stroną rosyjską w sprawie ewentualnych dodatkowych dostaw gazu, które mogłyby ruszyć od 2010 roku.
Od stycznia nie odbieramy bowiem zakontraktowanych na 2009 rok 2,3 mld m sześc. surowca.
Gdyby teraz, w wyniku rosyjsko-białoruskiego sporu, przestało jeszcze płynąć paliwo z Białorusi, Polskę czekałby prawdziwy kryzys. Mogłoby zabraknąć nam nawet 30 proc. niezbędnego surowca.
Analitycy uspokajają jednak, że - tak jak w poprzednich latach - konflikt powinien zostać zażegnany.
- Wstrzymanie lub ograniczenie dostaw rurociągiem jamalskim, który zaopatruje Europę w gaz, wydaje się nierozsądne z punktu widzenia ekonomicznego. Mogłoby skonfliktować również Rosję z Unią Europejską. Kreml wielokrotnie pokazywał jednak, że nośniki energii traktuje jako narzędzie do gier politycznych. I tak może być też tym razem - mówi Andrzej Sikora, dyrektor Instytutu Studiów Energetycznych.
Michał Duszczyk
michal.duszczyk@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu