Sprzedawcy do bicia
Urząd Regulacji Energetyki przypomina dzisiaj ogrodnika, który odkręcił kran na pełny regulator i - zaciskając końcówkę węża - próbuje kontrolować strumień wody. Nie ma bowiem wpływu na uwolnione już ceny sprzedaży prądu przez elektrownie, a to od ich wysokości zależy, ile płacą za prąd odbiorcy. Sprzedawcy prądu, którzy wystawiają nam faktury, to tylko ostatnie ogniwa całego łańcucha handlu energią. Na jej ceny mają niewielki wpływ. PGE ujawniła, że w 2008 roku aż 70 proc. zysku przed potrąceniem odsetek od kredytów, odliczeniem amortyzacji i podatków dało jej wydobycie węgla i wytwarzanie prądu. Sprzedaż detaliczna dała grupie zaledwie 1 proc. zysku. Widać więc, że sprzedawcy prądu to tylko kasjerzy grup energetycznych i jeśli kontrola cen ma być skuteczna, to regulator powinien dostać uprawnienia pozwalające mu sięgnąć aż do elektrowni. Gdyby je zyskał, wtedy zapewne łatwiej by mu przyszła decyzja o uwolnieniu cen dla gospodarstw domowych. Na rozszerzenie uprawnień URE nie zgodził się jednak resort gospodarki i ciśnienie wody w wężu dalej rośnie.
@RY1@i02/2009/192/i02.2009.192.166.002b.001.jpg@RY2@
Ireneusz Chojnacki
Ireneusz Chojnacki
ireneusz.chojnacki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu