Niemiecki rząd zdecydował się na atom i nie ma teraz spokoju
Niemiecki minister środowiska Norbert Roettgen dwoi się i troi.
Przedłużenie funkcjonowania niemieckich elektrowni nuklearnych okazało się sensacją tygodnia. Na konferencji prasowej dziennikarze i kamerzyści otoczyli szefa resortu ścisłym kordonem, jaki od dawna nie towarzyszył nawet kanclerz Angeli Merkel. I to mimo że instalacje będą pracować jedynie 8 do 14 lat dłużej - czyli w granicach bezpieczeństwa.
Jednak gabinet kanclerz Angeli Merkel obawia się, że ekolodzy wkrótce mogą skoczyć ministrom do gardeł i storpedować rządowe projekty.
Dlatego Roettgen, który w niemieckim rządzie odpowiada m.in. za bezpieczeństwo instalacji nuklearnych, gorączkowo szukał metafor, które pozwoliłyby sprzedać wyborcom rządowy projekt. W końcu stanęło na "pełnieniu funkcji mostu". Do czego ten "most"? Otóż do celu, którym jest pozyskiwanie 80 proc. energii ze źródeł ekologicznych już w 2050 r. - Ta koncepcja nie jest jedynie wizją - zapewniał Roettgen, gdy kłębiący się wokół niego reporterzy ucichli.
@RY1@i02/2010/192/i02.2010.192.186.002a.001.jpg@RY2@
Fot. PAP/EPA
mj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu