Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Propagandowa wojna o gaz

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

GROŹBA ODCIĘCIA POLSCE DOSTAW staje się coraz mniej realna. Gazprom ma za dużo problemów z Ukrainą, Białorusią, Litwą i Estonią. Nie stać go na otwieranie kolejnego frontu

Gazprom w tak niekorzystnym położeniu nie był od dawna - zarówno w Europie Środkowo-Wschodniej, jak i na zachodzie Europy. Tak twierdzą analitycy rosyjscy, z którymi rozmawiał "DGP". Trudną jesień dla Gazpromu zapowiadają przede wszystkim targi z Białorusią. Mińsk nie chce przepłacać za gaz. Białorusini w IV kwartale płacili około 200 dol. za 1 tys. m sześc. W przyszłym roku cena ma wynosić 250 dol. Dla porównania Niemcy płacą 220 dol.

O tym, że zbliża się wojna o cenę surowca, świadczy choćby ustalenie przez Aleksandra Łukaszenkę daty wyborów prezydenckich na grudzień tego roku, a nie na styczeń 2011 roku, kiedy to podpisywane są umowy gazowe.

Kolejne źródło konfliktu opisuje dziennik "Financial Times". To Ukraina. Według gazety jesień i zima na linii Kijów - Moskwa upłynie pod znakiem sporów gazowych.

Wszystko z powodu próby powrotu do gry pośrednika - spółki Rosukrenergo - oraz dążenia do przejęcia gazociągów ukraińskich przez Rosjan (poprzez zbudowanie joint venture złożonego z ukraińskiego Naftohazu i rosyjskiego Gazpromu). Rząd Mykoły Azarowa chce renegocjować niekorzystną formułę cenową. Sprzeczne stanowiska ukraińskie i rosyjskie i niewielkie pole do manewru w negocjacjach (Kijów zapewne nie odda rur, Gazprom jest mało elastyczny w sprawie obniżki ceny surowca) to ryzyko ograniczenia dostaw na południe UE podobnego do wojen gazowych z 2006 i 2009 roku.

- W wyniku zatargów z Kijowem i Mińskiem Gazprom utracił część europejskiego rynku. Unia dywersyfikuje i liberalizuje rynek gazowy. Ewentualny konflikt z Polską jest zgubny dla Gazpromu - mówi w rozmowie z "DGP" rosyjski analityk i dyrektor Instytutu Strategii Narodowych Stanisław Biełkowski.

Jeszcze bardziej skomplikowana - i dla Gazpromu jakościowo nowa - jest sytuacja w republikach bałtyckich. Powołując się na unijny trzeci pakiet energetyczny, Litwa ruguje Gazprom z przesyłu surowca. Wilno do marca 2012 r. chce wydzielić z gazowego monopolisty Lietuvos Dujos, w którym Gazprom ma ponad 1/3 udziałów, firmę zarządzającą przesyłem. Podobne kroki szykuje Estonia.

Zdaniem Artioma Konczina, analityka sektora gazowo-naftowego w UniCredit Group Russia, Gazprom po prostu nie może odciąć dostaw na Zachód bez konsekwencji i utraty wiarygodności. Dlatego zarówno Bałtowie, jak i Ukraina, a nawet Białoruś grają twardo.

- Sytuacja na rynku gazowym ulega zmianie, ale Gazprom wydaje się tego nie dostrzegać - podsumowuje w rozmowie z "DGP" Konczin.

@RY1@i02/2010/189/i02.2010.189.000.007a.001.jpg@RY2@

Fot. Bloomberg

Gazprom nie może odciąć dostaw gazu na Zachód bez utraty wiarygodności, dlatego Ukraina, Białoruś, Litwa i Estonia grają twardo

wspóŁpraca nd

Zbigniew Parafianowicz

zbigniew.parafianowicz@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.