Francuzi grają limitami CO2
Ograniczenia emisji gazów mogą się okazać zabójcze dla naszej gospodarki. Nie możemy się na nie zgodzić. Na Polskę naciska Paryż, który przy okazji walki z emisją próbuje rozegrać swoje atomowe interesy i zarobić na naszej elektrowni
Negocjacje nie są mocną stroną Ministerstwa Środowiska. Po tym jak minister Kraszewski bez walki zgodził się na redukcję emisji CO2 poniżej minimalnych potrzeb polskiego przemysłu, teraz nie potrafi zapewnić nam immunitetu od kolejnych redukcji. Z roboczej konferencji w Cancun Polska delegacja wyjechała bez żadnych gwarancji. Sprawa ma ogromne znaczenie dla polskiej energetyki, która już dziś zmuszona jest ograniczać swoje plany inwestycyjne akonto planowanych redukcji. Dalsze cięcia i jak proponuje Bruksela, podniesienie z 20 do 30 proc. progu redukcji emisji gazów cieplarnianych w Unii Europejskiej do 2020 r. mogą poważnie ograniczyć tempo rozwoju gospodarczego Polski.
Nowa komisarz ds. klimatu, Dunka Connie Hedegaard, która zapowiedziała, że podczas grudniowej konferencji w Meksyku przedstawi argumenty za ograniczeniem emisji CO2, może liczyć na aprobatę Francji. Paryż zabiega o jak najszybszą redukcję i przestawianie się Europy na energię atomową. Francja od kilkudziesięciu lat produkuje energię z atomu i z limitami nie ma większych problemów. Ma natomiast technologię, którą chętnie sprzedałaby gorzej rozwiniętym państwom takim jak Polska.
- Drastyczna redukcja zagraża utrzymaniu konkurencyjności polskiego i europejskiego przemysłu - mówi Andrzej Werkowski, przewodniczący Forum CO2 Branżowych Organizacji Gospodarczych.
Polskie firmy musiałyby wydać miliardy na inwestycje w ekologiczne technologie. Według Brukseli obniżenie emisji CO2 o 30 proc. będzie kosztowało całą Unię 81 mld euro.
Do Cancunu nie poleciał minister Andrzej Kraszewski. Szef resortu i tak zresztą uchodzi za miękkiego negocjatora. Po zwycięstwie naszego rządu przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości, który we wrześniu ubiegłego roku uznał nasze racje w sprawie sposobu naliczania limitów dwutlenku węgla, minister nie poszedł za ciosem. Zamiast 208 mln ton CO2 na lata 2008 - 2012, które zaproponowała Komisja Europejska, mogliśmy walczyć o podniesienie darmowego limitu emisji gazów do 285 mln ton. Tymczasem minister wysłał do Brukseli nową propozycję. Polska zażądała dokładnie tyle, ile proponowała nam Komisja Europejska.
Limity są tak niskie, że największe zakłady będą musiały wydawać majątek na dodatkowe pakiety uprawnień do emisji. Przed groźbą gigantycznych wydatków stoi m.in. Polska Grupa Energetyczna. PGE w ramach polskiej puli otrzymała bezpłatny limit CO2 w wysokości 53 mln ton. Tymczasem tylko elektrownie wchodzące w skład PGE wykorzystują 53,9 mln ton CO2. Do tego dochodzą jeszcze należące do koncernu elektrociepłownie; dla nich będzie trzeba dokupić uprawnienia.
W następnych latach może być jeszcze gorzej. Po 2013 r. ma już nie być bezpłatnych limitów. Za każdą tonę gazu trzeba będzie płacić. Dla Polski to dramat, bo ponad 90 proc. energii wytwarzamy z węgla i emitujemy gigantyczne ilości CO2. To dlatego rząd walczy o utrzymanie obecnego systemu rozliczeń. Nie ma innego wyjścia, bo gdyby elektrownie płaciły za CO2, cena prądu z dnia na dzień wzrosłaby o 90 proc.
Unia chce nam pójść na rękę. Obiecała, że wszystkie działające dziś elektrownie część gazu do 2020 r. będą mogły wypuszczać za darmo. Rząd chce, by limity były jak największe i objęły również elektrownie, które dopiero zostaną wybudowane. Na razie negocjacje nie przynoszą efektów.
Sytuację komplikuje jeszcze bardziej propozycja kolejnego cięcia emisji CO2 do 2020 r. z 20 proc. przyjętych w pakiecie klimatycznym do 30 proc.
Za zwiększeniem progów najbardziej lobbuje Francja. To nie przypadek. Według "Financial Timesa" energia atomowa, w której kraj ten jest światowym liderem, stała się narzędziem w rękach polityków. W maju dziennik napisał o tajnym raporcie zamówionym przez prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego. Gazeta twierdzi, że autorzy proponują rządowi wykorzystanie narodowego sektora w prowadzeniu polityki gospodarczej.
Na celowniku atomowych ambicji Francji znalazła się teraz Polska. Nasz kraj ma w planach budowę dwóch wielkich elektrowni jądrowych. Dla Paryża to gratka, bo od lat nie powstały w Europie nowe reaktory. Dlatego w wyścigu o prawo do budowy pierwszej polskiej elektrowni atomowej stanęli dwaj kontrolowani przez państwo potentaci - EdF oraz Areva.
Rywalizacja o nasze elektrownie staje się coraz bardziej nerwowa, bo zbliża się rozstrzygnięcie. PGE, która w jądrowym konsorcjum ma zapewnione 51 proc. udziałów, do końca roku musi wybrać partnera, z którym zrealizuje program. Konkurencja też nie śpi. W rywalizacji o polski rynek biorą tacy potentaci jak Westinghouse oraz GE Hitachi. Francuzi do walki o nasze elektrownie rzucili wszystkie siły. Za ich koncernami lobbuje nie tylko biznes, lecz także świat polityki.
Na korytarzach Parlamentu Europejskiego nieoficjalnie mówi się, że ceną za wycofanie się z propozycji ograniczeń emisji CO2 do 30 proc. będzie oddanie jądrowego kontraktu Francuzom. - Chodzi o kolosalne kwoty, a Paryż ma mocarstwowe plany. Na przeżywającym renesans atomie chcą zarobić najwięcej - mówi nam jeden z europosłów.
Gra idzie o wielkie pieniądze. Budowa jednego z czterech planowanych reaktorów może kosztować aż 4 mld euro.
@RY1@i02/2010/143/i02.2010.143.000.013a.001.jpg@RY2@
Polska jest trzecim największym trucicielem w Unii
Maciej Szczepaniuk
maciej.szczepaniuk@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu