Oszczędzanie energii to konieczność
Energię warto oszczędzać nie tylko dlatego, że jej ceny rosną. Trzeba ją oszczędzać także dlatego, że w Polsce wciąż bardzo nieracjonalnie zużywamy energię, nadal mnóstwo jej marnotrawimy, mamy przemysł dużo bardziej energochłonny niż w innych krajach
Dlaczego warto i trzeba oszczędzać energię? Po pierwsze dlatego, że energia drożeje i będzie w najbliższych latach drożeć. Nie tylko w Polsce, lecz także na całym świecie. Według Eurostatu w UE wśród dóbr przemysłowych najbardziej drożeje ostatnio właśnie energia (w okresie wrzesień 2010 - wrzesień 2011 jej ceny wzrosły w krajach Wspólnoty o 14,3 proc., a w naszym kraju o 7,3 proc.). Niestety, wszystko wskazuje na to, że ten trend w kolejnych latach się utrzyma. Między innymi dlatego, że rośnie globalne zużycie energii. Głównie za sprawą krajów rozwijających się, takich jak Chiny czy Indie, gdzie zwiększa się ono gwałtownie. W tych państwach konsumpcja prądu czy ciepła była bowiem dotąd w przeliczeniu na jednego mieszkańca bardzo niska (kilkukrotnie, a nawet kilkunastokrotnie niższa aniżeli w krajach Zachodu). Jednak teraz wraz z ich żywiołowym rozwojem gospodarczym szybko rośnie. Chiny już stały się największym konsumentem energii na świecie, prześcigając pod tym względem Stany Zjednoczone.
Popyt i ceny
Według ostatnich prognoz Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE) zużycie nośników energetycznych na świecie do 2035 r. wzrośnie o jedną trzecią. Rosnący popyt na energię podbija i będzie podbijał ceny surowców energetycznych, co niestety przekłada i będzie się przekładać na ceny prądu, ciepła i paliw.
To jednak tylko jeden z wielu czynników, które będą pociągały za sobą, także w Polsce, wzrost taryf za prąd, ciepło czy gaz. Kolejny czynnik to fakt, że nasz kraj ma przestarzałą i zaniedbaną infrastrukturę energetyczną, wymagającą gruntownej modernizacji (40 proc. bloków w polskich elektrowniach ma co najmniej 50 lat i nadaje się tylko do wymiany, wymienić trzeba także ponad połowę sieci do przesyłu prądu). Polskie firmy energetyczne będą musiały w najbliższych latach wydać na budowę nowych bloków i modernizację linii energetycznych dziesiątki miliardów złotych. Jeśli tego nie zrobią, w Polsce może zacząć brakować prądu. Koszty tych inwestycji, które właśnie ruszają, trzeba będzie uwzględnić w cenie energii, co znacząco je podniesie.
Na wzrost tych cen wpłynie także bardzo unijna polityka energetyczno-klimatyczna, której koszty szczególnie mocno uderzą w polskie elektrownie, elektrociepłownie i ciepłownie. Dlatego że ich podstawowym paliwem jest węgiel, paliwo dyskryminowane przez unijną politykę energetyczno-klimatyczną (dyskryminowane, bo to spalanie ropy i pochodzących z niej paliw, a nie węgiel, odpowiada w Europie za największą emisję dwutlenku węgla, a mimo to owa polityka skupia się na razie na elektrowniach, ciepłowniach i dużych kotłowniach, które w Unii Europejskiej rzadko już używają ropy i jej pochodnych jako paliwa). Unijne akty prawne zmuszą polskie elektrownie z jednej strony do gigantycznych inwestycji zmniejszających emisję gazów cieplarnianych (choćby budowy drogich elektrowni wiatrowych, które nie emitują CO2), a z drugiej z roku na rok coraz bardziej będą obciążać naszych producentów energii elektrycznej i cieplnej kosztami zakupu uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Według szacunków jednego z ekspertów Banku Światowego unijna polityka energetyczno-klimatyczna może zwiększyć ceny prądu w Polsce do 2020 r. o 20 procent. Co gorsza, na razie nie ma widoków na to, żeby Polsce udało się tę sytuację zmienić. Władze Unii Europejskiej były bowiem dotąd w tej kwestii nieugięte i są zdeterminowane, by kontynuować politykę zniechęcającą finansowo do produkcji energii z węgla.
Reasumując wątek wzrostu cen energii, warto przytoczyć prognozy z raportu Agencji Rynku Energii (zamówionego przez Ministerstwo Gospodarki), według których hurtowa cena energii elektrycznej w Polsce wzrośnie do 2030 r. prawie dwukrotnie. Drastyczne podwyżki stawek za prąd mogą nas czekać już w przyszłym roku, bo rok 2012 będzie ostatnim rokiem obowiązywania w UE istniejącego systemu przyznawania uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Według niego najwięksi emitenci CO2 (wśród nich są elektrownie węglowe, na które w Polsce przypada ponad 90 proc. produkcji energii elektrycznej) dostają określoną pulę tych uprawnień za darmo, a płacą za emisję gazów cieplarnianych tylko wtedy, gdy przekroczą przyznany limit. Nowy system, który zostanie wprowadzony w 2013 r., będzie stopniowo likwidował te darmowe pule uprawnień do emisji CO2. Tak, by od 2020 r. najwięksi emitenci dwutlenku węgla musieli płacić za każdą tonę tego gazu wypuszczoną do atmosfery.
Koszt energochłonności
Warto przy tym pamiętać, że w Polsce już teraz rachunki za energię pochłaniają większą część domowych budżetów niż w pozostałych krajach UE. W najbliższych latach to się nie zmieni, bo zużycie energii rośnie także w naszym kraju. Rośnie z tego samego powodu, co w Chinach (Polska w przeliczeniu na jednego mieszkańca także zużywa wciąż dużo mniej energii niż kraje zachodnie). Czyli w związku z rozwojem gospodarczym naszego kraju i podnoszeniem się u nas poziomu życia. Nie omija to firm. Jak pokazuje praktyka, w wielu polskich przedsiębiorstwach udział w ich kosztach wydatków na energię rósł w ostatnich latach i dalej rośnie. Podobnie jest w przypadku gospodarstw domowych. Wynika to głównie z tego, że w ślad za postępem technologicznym przybywa sprzętów elektrycznych, z których korzystamy. Chodzi nie tylko o elektronikę, lecz także o to, że np. coraz więcej ludzi oprócz komputera stacjonarnego używa także laptopa. Ale i choćby o to, że w Polsce w coraz większej liczbie budynków montuje się klimatyzację, która, niestety, jest bardzo energochłonna.
Energię warto jednak oszczędzać nie tylko dlatego, że jej ceny rosną. Warto i trzeba ją oszczędzać także dlatego, że w Polsce - w porównaniu z krajami zachodnioeuropejskimi czy Japonią - wciąż bardzo nieracjonalnie zużywamy energię, nadal mnóstwo jej marnotrawimy, mamy przemysł dużo bardziej energochłonny niż Niemcy czy państwa skandynawskie (chodzi o to, ile energii zużywa się przy produkcji danego produktu). To widać jednak najbardziej w przypadku budynków. Średnie zużycie ciepła na zimowe ogrzewanie domów jest w naszym kraju 2,5-krotnie wyższe niż w pozostałych krajach UE z tej samej strefy klimatycznej. Taka sytuacja wynika z wielu przyczyn. Jedną z nich są zbyt liberalne normy dotyczące przenikalności cieplnej ścian, które pozwalają na budowanie nawet jednowarstwowych, nieocieplonych w żaden sposób ścian. Z tego powodu nawet w wielu nowych budynkach przez ściany ucieka bardzo dużo ciepła.
Bardzo nieszczelne termicznie, energożerne domy budowaliśmy w okresie PRL, gdy ceny energii były bardzo niskie i nikt nie zawracał sobie głowy jej oszczędzaniem. Wiele z tych domów po dziś dzień nie przeszło porządnej termomodernizacji, polegającej nie tylko na ociepleniu ścian, ale i m.in. na zaizolowaniu dachów, podłóg na najniższej kondygnacji mieszkalnej, wymianie okien na nowe, szczelniejsze.
Kolejnym problemem jest to, że wciąż niewielu Polaków wie, jak prawidłowo ocieplać budynki. W naszym kraju jeszcze dziś większość osób budujących czy remontujących domy, ocieplając je, okłada ściany i podłogę na parterze (od spodu) grubymi na 10-12 centymetrów taflami styropianu, a pod dachem kładzie warstwę wełny mineralnej o grubości 15-20 cm. Ale to za mało, żeby dom był naprawdę energooszczędny i ciepły. Często bywa tak, że ktoś wymienił okna, ocieplił ściany, mocno grzeje, a w domu dalej jest zimno. Z powodu zbyt cienkiej izolacji. By mieć komfort cieplny w domu i nie wydawać fortuny na ogrzewanie, trzeba na ściany położyć co najmniej 20-centymetrową warstwę styropianu, a pod dachem 30-35 cm wełny mineralnej. Dobrze jest też lepiej zaizolować podłogę na parterze i położyć pod nią nie 10, ale 20 cm styropianu. Ściany tak zaizolowanego domu mają współczynnik przenikalności ciepła (określany w literaturze fachowej literą U) równy 0,1-0,13. Dla porównania w tradycyjnie ocieplonym domu ten wskaźnik wynosi około 0,28.
Racjonalne zachowania
Termomodernizacja budynku to dość kosztowna inwestycja, ale zwraca się już po kilku latach, bo dzięki niej rachunki za ogrzewanie domu możemy zmniejszyć nawet o 40 proc. Warto przy tym pamiętać o dwóch rzeczach: że na tego typu inwestycje można pozyskać dotacje albo niskooprocentowane kredyty (piszemy o nich jeszcze raz w jednym z artykułów w tym dodatku) oraz o tym, że w wielu przypadkach moglibyśmy znacząco obniżyć zużycie energii w prosty sposób i to bez ponoszenia żadnych kosztów. Zdaniem ekspertów w budynkach mieszkalnych czy biurowych można zmniejszyć zużycie energii nawet o 20 proc., nie inwestując w to ani złotówki. Wystarczy tylko zracjonalizować swoje postępowanie czy swoich pracowników w korzystaniu ze sprzętów zużywających energię. Oto kilka pierwszych z brzegu przykładów. Wiele osób, wychodząc z pracy, nie wyłącza komputerów - zostawia je w trybie czuwania. Tymczasem komputer z wygaszonym ekranem, w trybie czuwania zużywa - podobnie jak wiele innych urządzeń - pokaźną ilość prądu. Razem z monitorem nawet 10 watów na godzinę (w przypadku laptopa jest z kolei wręcz tak, że w trybie czuwania może zużywać niemal tyle samo energii elektrycznej, co wtedy, gdy na nim pracujemy). Ktoś powie, że to niewielkie marnotrawstwo. Ale tak jest tylko pozornie. Bo przecież w każdym biurze jest cała masa urządzeń, zasilanych energią: drukarki, kserokopiarki, niszczarki, faksy, telefony, lodówki, czajniki elektryczne, ekspresy do kawy itd. I gdy zacznie się racjonalniej podchodzić do kwestii zużycia energii w każdym z nich, to w sumie możemy bardzo dużo zaoszczędzić. Oczywiście, największe rezerwy kryją się w ogrzewaniu pomieszczeń i zaopatrzeniu w ciepłą wodę firmowych toalet oraz aneksów kuchennych. Wydatki z tym związane stanowią przeciętnie aż 70 proc. biurowych i domowych wydatków na energię. Ale i je można znacząco zmniejszyć bez żadnych inwestycji, analizując jedynie, czy w naszej firmie ogrzewanie jest racjonalnie wykorzystywane. Często przegrzewamy pomieszczenia, a podniesienie temperatury w pomieszczeniu tylko o jeden stopień zwiększa zużycie energii przez system grzewczy o 6 proc. Często nie przykręcamy grzejników na noc. W wielu biurach grzejniki są czymś zasłonięte (np. przysunięte jest do któregoś z nich biurko). Sęk w tym, że zasłonięte, choćby częściowo grzejniki muszą być bardziej podkręcone, żeby odpowiednio ogrzać pomieszczenie.
Poza tym, gdy doposażamy dom czy biuro, nie zawsze patrzymy na to z punktu widzenia energooszczędności. Nie zwracamy uwagi np. na to, że drukarka może zużywać bardzo dużo energii elektrycznej w trybie czuwania i dlatego przy jej zakupie warto dowiedzieć się, ile pożera prądu wtedy, gdy jest włączona, ale nieużywana. Instalując klimatyzatory, nie zawsze rozważamy alternatywne sposoby na schładzanie biura latem. A przecież np. gruntowy wymiennik ciepła zużywa wielokrotnie mniej prądu niż klimatyzator i z powodzeniem może go zastąpić.
Metod na oszczędzanie energii jest naprawdę wiele i w wielu przypadkach nietrudno po nie sięgnąć. Sięgajmy więc po nie.
@RY1@i02/2011/247/i02.2011.247.214000100.802.jpg@RY2@
To już ostatni dodatek z cyklu "Nie trać energii". Jako podsumowanie pokazujemy różne metody pozwalające oszczędzać energię. Te najprostsze, nie wymagające inwestycji i takie, których realizacja kosztuje. Można jednak skorzystać z różnych form pomocy finansowej. Częściowa liberalizacja rynku energii pozwala także na wybór sprzedawcy. Z tej możliwości również warto skorzystać.
Jacek Krzemiński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu