OZE: prąd z farm na Bałtyku
Nigdzie stabilność i siła wiatru nie jest tak zadowalająca, jak na pełnym morzu, w pasie wód eksterytorialnych zaczynającym się 12 mil morskich od brzegu
W Polsce nie tylko nie została dotąd uruchomiona żadna morska elektrownia wiatrowa, ale nie ma nawet projektów inwestycyjnych choćby w średnim stadium zaawansowania. I to pomimo faktu, iż energia wiatru na obszarze tzw. polskiej strefy ekonomicznej Morza Bałtyckiego ma bardzo wysoki potencjał wytwórczy.
Problemem nie jest tu technologia, ponieważ generacja prądu w farmach typu offshore praktykowana jest na świecie od początku lat dziewięćdziesiątych. Tym, co do tej pory ograniczało polską branżę offshore i co nadal stanowi podstawową barierę rozwojową, jest brak odpowiednich norm prawnych oraz wynikających z nich mechanizmów umożliwiających przeprowadzenie odpowiednich pomiarów, instalację tzw. sztucznych wysp, przyłączenie do sieci przesyłowej czy spełnienie wymogów środowiskowych. Offshore to nadal w zbyt dużym zakresie pustka prawna, co sprawia, iż podjęcie prac przygotowujących przyszłe inwestycje jest zajęciem niepozbawionym wysokiego ryzyka dyskontynuacji. Dopóki nie dorobimy się poważnych badań dotyczących nie tylko wietrzności na obszarach morskich, ale także środowiska podwodnego oraz geotechnicznych badań dna morskiego w wybranych lokalizacjach, dopóty trudno sobie wyobrazić rozpoczęcie inwestycji offshore. Wiedza ta jest niezbędna dla uzyskania niezbędnych decyzji: środowiskowych, prawnobudowlanych, przyłączeniowych, a także finansowych - np. w postaci finansowania inwestycji kredytem bankowym.
Zmiany w ustawie, które weszły w życie 30 lipca 2011 roku, mogą okazać się przełomowe, choć stanowią zaledwie krok w kierunku stworzenia odpowiednich warunków dla dynamicznego rozwoju. Nowe przepisy wyeliminowały problem skrajnie krótkiego okresu ważności pozwolenia, wydłużając go do 30 lat z możliwością przedłużenia o kolejne 20. Obniżono też dziesięciokrotnie (z 1 proc. na 0,1 proc.) wysokość wstępnej, bezzwrotnej opłaty za wniosek, choć całkowita opłata nie uległa zmianie i nadal wynosi 1 proc. 90 proc. tej opłaty jest jednak wymagalne na dalszych etapach procedury administracyjnej, przez co w razie wcześniejszej odmowy wydania pozwolenia inwestor zatrzymuje stratę na niższym poziomie.
Wolno mieć nadzieję, że dzięki tym zmianom już w najbliższych latach pojawią się na polskim morzu pierwsze platformy pomiarowe, które dostarczą niezbędnych danych środowiskowych, geotechnicznych i ekonomicznych tak ważnych dla realizacji morskich inwestycji energetycznych. W tym tempie można założyć, że przed rokiem 2020 realistyczne jest zakończenie i oddanie do eksploatacji pierwszych elektrowni offshore. Zanim to jednak nastąpi, potrzebne będzie doprecyzowanie szeregu zagadnień, o których dzisiejsze prawo milczy. Najistotniejsza wydaje się tu kwestia przyłączenia farm morskich do sieci przesyłowej, co także w projektach lądowych stanowi jeden z najtrudniejszych etapów prac nad przygotowaniem inwestycji.
W przypadku farm na morzu przyłączenie instalacji wytwórczej do sieci nie ogranicza się do fizycznego połączenia odległej farmy z rozdzielnią na wybrzeżu, ponieważ instalacji turbin morskich towarzyszyć muszą odpowiednie inwestycje infrastrukturalne po stronie odbiorcy energii, czyli budowa stacji rozdzielczych w pasie offshore. Na takie wydatki na razie nie ma chętnych, a w braku stosownych regulacji mogą się oni jeszcze długo nie pojawić. Dlatego nie bez przyczyny mówimy tu o horyzoncie dekady.
Wojciech Sztuba
partner zarządzający TPA Horwath
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu