Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Prąd będzie dalej drożał, więc warto przygotować się do oszczędzania

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 11 minut

Mimo już niemal całkowitej liberalizacji rynku i rosnącej konkurencji ceny energii elektrycznej w Polsce szybko rosną, a w najbliższych latach mają rosnąć jeszcze szybciej. Dlatego już teraz przemysłowi odbiorcy powinni się rozejrzeć za tańszym dostawcą

W ostatnich trzech latach hurtowe ceny energii elektrycznej w Polsce rosły dużo szybciej niż w poprzednim okresie. Odbiorcy przemysłowi płacą za nią nawet o 60-70 proc. więcej niż kilka lat temu. To jednak tylko przedsmak tego, co czeka nas w najbliższych latach. Do 2013 roku hurtowa cena prądu może według ekspertów wzrosnąć nawet o 1/3 - z 200 do 270 zł za 1 MW/h. Z analiz Ministerstwa Gospodarki wynika, że do 2030 roku energia elektryczna będzie kosztować w Polsce dwa razy więcej niż dziś.

Cena prądu zależy przede wszystkim od stawki hurtowej, czyli tej, po jakiej sprzedają go producenci firmom handlującym energią. Tymczasem większość polskich elektrowni to stare, wyeksploatowane już zakłady, które trzeba modernizować i budować w nich nowe bloki. To samo dotyczy linii elektroenergetycznych, z których ponad połowa wymaga wymiany bądź modernizacji. Związane z tym inwestycje są bardzo kosztowne. Ich koszt w skali kraju to dziesiątki miliardów złotych. Firmy energetyczne już zaczęły te inwestycje realizować, co musi się przekładać na ceny energii elektrycznej, bo z czegoś trzeba owe przedsięwzięcia finansować.

To jednak tylko jedna strona medalu. Bo detaliczna cena prądu (czyli ta, po jakiej kupuje go odbiorca) jest dwa razy wyższa. Z czego bierze się aż tak duża różnica? Do hurtowej ceny prądu doliczana jest opłata za jego przesył oraz akcyza (w Polsce dużo wyższa niż w wielu innych krajach unijnych) i inne opłaty, które można nazwać ekologicznymi podatkami. Wpływy z tych opłat są przeznaczone na wspieranie rozwoju energetyki odnawialnej i bardziej efektywnej produkcji energii (np. na inwestycje w wysoko sprawną kogenerację). Koszt tych ekologicznych podatków sięga już kilkudziesięciu złotych na 1 MW/h, a w kolejnych latach będzie rósł.

Innymi słowy na ceny energii elektrycznej bardzo duży wpływ ma polityka państwa i wprowadzane przez nie regulacje prawne. Ten wpływ, będzie, niestety, coraz większy. Już teraz padają postulaty, żeby na energię elektryczną nałożyć kolejne podatki (w postaci następnych tzw. kolorowych certyfikatów).

Najważniejsze jest jednak to, że od 2013 r. we wszystkich państwach UE od 2013 r. - w ramach unijnej polityki energetyczno-klimatycznej - elektrownie zaczną stopniowo tracić prawo do bezpłatnej emisji gazów cieplarnianych (dziś przyznaje im się uprawnienia do emisji określonej ilości dwutlenku węgla, za które nie muszą uiszczać opłat, chyba że przekroczą tę ilość) i będą musiały za nią płacić. Od 2020 roku zapłacą za każdą wyemitowaną tonę CO2. Dla polskich elektrowni, które bazują głównie na węglu (jego spalaniu towarzyszy wysoka emisja CO2, dużo wyższa niż w przypadku gazu czy paliwa jądrowego), będzie to oznaczać gigantyczne koszty. Wytworzeniu 1 MW/h prądu z węgla kamiennego towarzyszy emisja około jednej tony dwutlenku węgla, a z brunatnego - około 1,35 tony. Uprawnienie do emisji kosztuje dziś (na rynku SPOT) około 10 euro za tonę. Produkcja prądu z węgla kamiennego w Polsce wyniosła w 2010 r. 89,2 mln MW/h, a z brunatnego - 49,5 mln MW/h. To oznacza, że gdyby dziś polskie elektrownie węglowe musiały płacić za każdą wyemitowaną tonę dwutlenku węgla, kosztowałoby je to ponad 1,5 mld euro rocznie. Według ekspertów po wprowadzeniu odpłatności za emisję CO2 rynkowe ceny tych uprawnień wielokrotnie wzrosną (bo wielokrotnie zwiększy się na nie popyt). Trudno jednak przewidzieć, jak faktycznie będą się one kształtować (dotychczasowe prognozy cenowe w tym przypadku nie sprawdzały się), co jest dziś największą bolączką firm energetycznych, które chcą budować nowe bloki i elektrownie. Od ceny uprawnień do emisji CO2 zależy bowiem opłacalność tych inwestycji.

Koszt emisji dwutlenku węgla będzie główną przyczyną radykalnego wzrostu cen, jaki czeka nas od 2013 roku. Walnie przyczynią się do niego także konieczne w polskiej energetyce inwestycje, których szczyt dopiero przed nami. Część z nich będzie wynikać z potrzeby zastępowania starych bloków nowymi, a inna część z tego, że firmy energetyczne będą zmuszone zastępować wysokoemisyjne elektrownie węglowe niskoemisyjnymi blokami gazowymi, jądrowymi czy "zeroemisyjnymi" instalacjami bazującymi na odnawialnych źródłach energii (wiatrakami, biogazowniami, siłowniami wodnymi itd.).

Wzrost cen energii może przyhamować wprawdzie kryzys gospodarczy (skutkujący mniejszym popytem na energię), ale to jednak dość płonne nadzieje. W Polsce zużycie prądu rośnie (w 2010 roku zwiększyło się o 5 proc.) i raczej będzie dalej rosnąć nawet w warunkach spowolnienia gospodarczego. M.in. dlatego, że w naszym kraju zużycie energii na jednego mieszkańca jest wciąż dużo niższe niż w krajach zachodnich (bierze się to przede wszystkim z większej zamożności tamtejszych społeczeństw).

Nie należy też liczyć na to, że wzrost cen zahamuje liberalizacja rynku prądu i rosnąca konkurencja na nim. Rynek energii w Polsce został już bowiem niemal całkowicie zliberalizowany. Praktycznie każdy odbiorca ma prawo zmiany sprzedawcy. Urząd Regulacji Energetyki zatwierdza ceny energii elektrycznej już tylko dla gospodarstw domowych i to jedynie takich, które kupują prąd od sprzedawców prądu z urzędu (chodzi o gospodarstwa domowe, które nie skorzystały dotąd z prawa zmiany sprzedawcy). Pełne uwolnienie cen to tylko kwestia czasu i będzie ono oznaczać ich wzrost dla gospodarstw domowych (dziś są one bowiem, zdaniem firm energetycznych, znacznie zaniżone).

Warto wspomnieć, że państwo chce przeprowadzić jeszcze jedną reformę hurtowego rynku energii elektrycznej. Jednym z głównym założeń tej reformy ma być regionalne zróżnicowanie cen. Z grubsza chodzi o to, żeby wyższe ceny były w tych regionach, gdzie dziś jest za mało elektrowni, gdzie trzeba przesyłać prąd z innych części Polski, a więc na dalsze odległości, co generuje większe koszty. Miałoby to sprawić, że firmom energetycznym opłacałoby się tam zbudować nowe elektrownie.

Jednak według największych polskich firm energetycznych to zły pomysł. Ich zdaniem tak istotna zmiana zburzyłaby dotychczasowe reguły gry i byłaby nieprzewidywalna w skutkach. Niezależnie jednak od tego, czy zostanie ona wprowadzona, czy nie, to polityka regulacyjna państwa, wprowadzane przez nie mechanizmy rynkowe i przepisy dotyczące energetyki będą miały ogromny wpływ na polski rynek energii elektrycznej i jej ceny. Najgorsze okazuje się to, że ta polityka w naszym kraju jest nieprzewidywalna i chwiejna, w polskim prawie energetycznym brakuje ciągłości i stabilności przepisów. Tracą na tym nie tylko firmy energetyczne, ale i odbiorcy. Na różne sposoby. Działalność firm energetycznych, które nie mają pewności, w jakich warunkach i jakim otoczeniu prawnym będą działać za kilka, kilkanaście lat, jest obarczona bardzo dużym ryzykiem. To samo dotyczy ich inwestycji. Tymczasem na ryzykowne inwestycje trudno pozyskać środki z banków, ich finansowanie jest droższe, co potem - w przypadku elektrowni - przekłada się na wyższe ceny energii.

@RY1@i02/2011/227/i02.2011.227.214000100.805.jpg@RY2@

Jacek Krzemiński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.