Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Spór o cenę megawatów z elektrowni atomowych

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Poprzedni rząd chciał, by w naszym kraju powstawały elektrownie jądrowe. Zakładał bowiem, że prąd z nich będzie tańszy niż z elektrowni węglowych i z tych, które bazują na odnawialnych źródłach energii. To się raczej nie zmieni

Pierwszą w Polsce siłownię atomową zamierza zbudować Polska Grupa Energetyczna (budowę takiej elektrowni rozważają także Grupa Enea i Tauron, ale to PGE ma najbardziej zaawansowane przygotowania do tej inwestycji). Jej koszt szacuje się na 12 mld euro.

Dlaczego trzy największe polskie koncerny elektroenergetyczne przymierzają się do budowy w naszym kraju elektrowni atomowych? Z dwóch powodów. Pierwszym jest to, że polskie elektrownie są w większości już stare, wyeksploatowane i trzeba je szybko zastępować nowymi blokami, żeby za kilka lat nie zaczęło brakować prądu, a jego ceny drastycznie nie podskoczyły. Drugi powód to unijna polityka energetyczno-klimatyczna, której głównymi celami są zmniejszenie zależności Unii od importu surowców energetycznych i emisji dwutlenku węgla. W przypadku elektrowni ta emisja jest największa w zakładach opalanych węglem, które w Polsce produkują ponad 90 proc. energii elektrycznej. Od 2013 roku w UE elektrownie, ale i inni duzi emitenci CO2, zaczną płacić za prawo do wypuszczania tego gazu do atmosfery. Od 2020 roku zapłacą już za każdą wyemitowaną tonę dwutlenku węgla. To sprawi, że produkcja prądu w elektrowniach węglowych stanie się bardzo droga, że trzeba będzie je wyposażać w instalacje do wychwytywania i magazynowania CO2 (określane mianem CCS), które bardzo podrożą koszty wytwarzania.

W elektrowniach atomowych emisja gazów cieplarnianych jest wielokrotnie niższa niż w węglowych. Dzięki temu będą one dużo taniej od nich produkować prąd. Według opublikowanych w maju prognoz Komitetu ds. Zmian Klimatu w 2030 r. w Europie to właśnie elektrownie atomowe będą najtaniej produkować prąd, taniej nie tylko od węglowych, ale i wiatrowych czy gazowych.

Energetyka jądrowa już dziś jest bardzo konkurencyjna. Według danych OECD z 2010 roku w Europie (nie brano pod uwagę wszystkich producentów) koszty wytwarzania prądu w elektrowniach atomowych są zdecydowanie niższe niż w wiatrowych i porównywalne z węglowymi i gazowymi.

Te argumenty wydają się nie do odparcia, ale branżowi eksperci, przeciwni budowie dużych elektrowni jądrowych w Polsce, przedstawiają równie mocne. Stare, wyeksploatowane elektrownie w Polsce już teraz trzeba zastępować nowymi. PGE chce zakończyć budowę swej pierwszej elektrowni jądrowej w 2020 roku, ale jej przeciwnicy przekonują, że to nierealne, bo w przypadku takich inwestycji od momentu podjęcia decyzji o budowie do jej zakończenia mija zwykle nie mniej niż 15 lat. Przywołują przy tym przykłady innych krajów, budujących elektrownie jądrowe i towarzyszące często tym inwestycjom opóźnienia.

Pierwsza polska elektrownia atomowa ma składać się z dwóch bloków. Profesor Jan Popczyk, były prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych, twierdzi, że tylko jednego z nich nie da się zbudować wcześniej niż w 2025 roku. Dlatego jego zdaniem należy postawić na inne elektrownie, takie, które da się wznieść dużo szybciej. Wiatrowe, gazowe, biogazowe, wodne, minireaktory jądrowe oraz inne źródła energii, takie jak choćby pompa ciepła. Prof. Popczyk wylicza, że wybudowanie tego typu instalacji energetycznych w takiej liczbie, żeby mogły zastąpić planowaną przez PGE elektrownię jądrową, będzie kosztować mniej niż ona.

Trzeba dodać, że podłączenie elektrowni atomowych do sieci energetycznej będzie wymagać dużej i kapitałochłonnej rozbudowy linii przesyłowych. Takim siłowniom potrzebna będzie także infrastruktura edukacyjna i badawcza. Niezbędne będzie stworzenie państwowego dozoru jądrowego. Należy jeszcze wspomnieć, że prąd z tak dużej elektrowni będzie musiał być przesyłany na duże odległości, a przesył kosztuje i płaci za niego odbiorca. Do tego dochodzi użytkowanie środowiska (np. w postaci czerpania wody do chłodzenia reaktorów).

Powyższe koszty nazywa się zewnętrznymi i na ogół nie bierze się ich pod uwagę przy podawaniu czy prognozowaniu kosztów produkcji elektrowni jądrowych. Oczywiście te wydatki dotyczą także innych typów elektrowni, ale w przypadku instalacji odnawialnych czy gazowych są one dużo niższe. Przede wszystkim dlatego, że elektrownie biogazowe, geotermalne, słoneczne czy wiatraki są na ogół wielokrotnie mniejsze od węglowych czy jądrowych, dzięki czemu produkowany przez nie prąd można przesyłać tylko do najbliższych miejscowości. To o tyle ważne, że polska sieć elektroenergetyczna wymaga w większości modernizacji lub wymiany. Koszty tych inwestycji szacowane są na dziesiątki miliardów złotych. Można by ich częściowo uniknąć, stawiając na rozwój energetyki rozproszonej. To znaczy na budowę tysięcy rozrzuconych po całym kraju minielektrowni, z których prąd zużywałyby położone w sąsiedztwie miejscowości.

Za takim rozwiązaniem przemawia jeszcze jeden argument: daje ono szansę na rozwój i bogacenie się - przede wszystkim za sprawą biogazowni i upraw roślin energetycznych - biedniejszym, rolniczym częściom Polski. Profesor Popczyk twierdzi, że mógłby to być sposób na modernizację polskiego rolnictwa i na odejście od bardzo kosztownej i nieefektywnej Wspólnej Polityki Rolnej. Jak więc widać, bilans zysków i strat przy postawieniu na elektrownie atomowe wcale nie przemawia zdecydowanie za ich budową.

@RY1@i02/2011/227/i02.2011.227.21400030f.804.jpg@RY2@

Jacek Krzemiński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.