Rozwój zielonej energetyki w Polsce pod znakiem zapytania
Osiągnięcie w 2020 r. 15-proc. udziału odnawialnych źródeł energii w gospodarce jest poważnie zagrożone. Receptą na sukces może być tylko stabilny i przewidywalny system wsparcia
Opóźniają się konsultacje społeczne dotyczące ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE). Zgodnie z unijną dyrektywą o OZE, na przyjęcie nowego prawa mieliśmy czas do grudnia 2010 roku. Tymczasem ustawa w dalszym ciągu pozostaje na etapie prac w Ministerstwie Gospodarki. Nie odbędą się zaplanowane na 3 listopada konsultacje społeczne, bo resort po raz kolejny przesunął upublicznienie dokumentu.
Opóźnienie w przyjęciu nowej ustawy, która ma diametralnie zmienić zasady rządzące polskim rynkiem energii odnawialnej, fatalnie wpływa na zieloną branżę. Z powodu braku informacji ze strony resortu gospodarki na temat najważniejszych założeń nowego systemu wsparcia dla producentów zielonej energii, inwestorzy spowalniają lub wstrzymują plany budowy nowych źródeł do czasu, kiedy w końcu będzie wiadomo, na jakich zasadach będą funkcjonować w kolejnych latach przedsięwzięcia związane z OZE i na jakie zyski będą mogli liczyć.
Nowa ustawa ma także szersze niż tylko biznesowe znaczenie. Dokument jest niezbędny do osiągnięcia celów, do których Polska zobowiązała się w zakresie energetyki. A te są ambitne. Podstawą europejskiej polityki energetycznej do 2020 r. są: 20-proc. redukcja emisji gazów cieplarnianych w stosunku do poziomu z 1990 r.; 20-proc. zmniejszenie zużycia energii; 20-proc. udział energii ze źródeł odnawialnych w zużyciu energii w Unii Europejskiej do 2020 r. Cele te są celami całej UE, ale niekoniecznie wszystkich państw członkowskich. W 2020 r. Polska będzie musiała udokumentować 15-proc. udział zielonych źródeł w naszej gospodarce, tj. elektroenergetyce, transporcie, ciepłownictwie i chłodnictwie. Na razie realizacja tego planu nie idzie zgodnie z harmonogramem.
W roku 2010 r. 7,5 proc. energii w krajowym bilansie zużycia energii elektrycznej brutto pochodzić miało ze źródeł odnawialnych (9,58 proc. w całej gospodarce). Tymczasem jak policzył Urząd Regulacji Energetyki, w 2010 roku wszystkie źródła OZE wygenerowały około 9,3 TWh energii, co przy zużyciu energii elektrycznej brutto na poziomie 155 TWh (dane szacunkowe PSE Operator) daje zaledwie 6 proc. udziału OZE. Czy będziemy w stanie gonić harmonogram w kolejnych latach, dopiero się okaże.
Jedno jest pewne. Ponieważ presja na zwiększanie w bilansie energetycznym energii z OZE jest wynikiem decyzji politycznej, proces musi opierać się na systemie wsparcia. Inaczej produkcja zielonego prądu nie byłaby opłacalna, co przy ograniczaniu zużycia "brudnych" paliw jak tego chce Komisja Europejska, takich jak choćby węgiel, mogłoby dobić borykającą się z kryzysem unijną gospodarkę. Tak się jednak nie dzieje, bo w Europie stosowane są dwa zasadnicze systemy wsparcia inwestycji w OZE: system ceny gwarantowanej, który występuje w większości krajów UE, oraz system certyfikatów, który mamy w Polsce.
System zielonych certyfikatów przyznawanych wszystkim licencjonowanym wytwórcom zielonej energii przyłączonym do sieci uzupełniają w naszym kraju granty w formie dotacji inwestycyjnych, przyznawanych przed oddaniem jednostki do użytku. Jeśli chodzi o certyfikaty, mamy ich w Polsce całą gamę:
● zielone - świadectwa pochodzenia energii elektrycznej z odnawialnych źródeł energii;
● czerwone - świadectwa pochodzenia energii elektrycznej z tzw. wysokosprawnej kogeneracji, łączna produkcja prądu i ciepła;
● żółte (wcześniej niebieskie) - świadectwa pochodzenia z małych źródeł kogeneracyjnych opalanych gazem lub o mocy elektrycznej poniżej 1 MW, oraz fioletowe, pomarańczowe, błękitne i białe.
To jednak przeżytek. W UE podobny system obowiązuje jeszcze tylko w Rumunii i częściowo w Belgii. Zupełnie odmienny system - oparty na cenach regulowanych - szczególnie rozwinięty został w Niemczech i Hiszpanii. System cen sztywnych polega na nałożeniu na przedsiębiorstwa energetyczne, najczęściej dystrybutorów energii elektrycznej, obowiązku kupowania energii wytworzonej z OZE przez rodzimych producentów ze stałą ceną dla różnych źródeł. Dzięki temu szybko i sprawnie rozwijają się równolegle nie tylko farmy wiatrowe, ale i kosztowne w budowie biogazownie czy fotowoltaika.
Obecnie w Polsce, niezależnie od rodzaju źródła energii odnawialnej, poziom dopłaty do jednostki wyprodukowanej energii jest taki sam. Efekt - w Polsce obowiązuje mechanizm, w którym paradoksalnie najwięcej zarabia ten producent energii odnawialnej, który produkuje ją najtaniej (bo cena rynkowa certyfikatu danego "koloru" jest jedna, a liczba "kolorów" ograniczona). Tym samym rozwiązania innowacyjne nie mają szansy przebić się na rynek. Polska wspiera w ten sposób import wycofywanych z użytkowania starych wiatraków z Europy Zachodniej, a nie rozwój krajowych innowacyjnych technologii. Paradoksalnie najbardziej zielonymi wytwórcami okazują się być wielkie elektrownie, które niewielkim kosztem są w stanie przystosować napędzane węglem bloki energetyczne do współspalania biomasy. Taka inwestycja potrafi się zwrócić kilkadziesiąt razy szybciej niż w biogaz, ale nie ma za wiele wspólnego z zieloną energetyką.
Nowy system wspierania OZE ma się opierać na trzech kryteriach. Ilość przyznawanych zielonych certyfikatów na jednostkę wyprodukowanej energii będzie zależała od nośnika energii odnawialnej, czyli od tego, czy to będzie wiatr, czy na przykład biomasa. A więc w praktyce od technologii produkcji.
Po drugie wsparcie będzie zależało od wielkości źródła, czyli zainstalowanej mocy. Zależność będzie taka, że im większą moc będzie miało źródło, tym mniejsze będzie wsparcie.
Po trzecie, wsparcie będzie zależne od daty włączenia danej konkretnej instalacji do eksploatacji. Im starsze będzie źródło, tym wsparcie będzie mniejsze. Nowa instalacja będzie dostawała pełne wsparcie na czas uśrednionego zwrotu z kapitału dla danego rodzaju inwestycji, a po jego upływie wsparcie będzie malało.
To jednak tylko założenia z medialnych wypowiedzi przedstawicieli resortu gospodarki. Jak ostatecznie wyglądać będzie projekt, branża jeszcze nie wie. Zdaniem większości ekspertów Polsce potrzebny jest wreszcie nowy system, ale jeszcze bardziej stabilność.
@RY1@i02/2011/209/i02.2011.209.05000010a.802.jpg@RY2@
Fot. wojciech górski
Tematyka planowanych zmian w prawie oraz konsekwencji dla rynku energetyki odnawialnej w Polsce były jednym z głównych tematów zorganizowanej przez "Dziennik Gazetę Prawną" konferencji pt. "Odnawialne źródła energii - inwestycje, zmiany prawne i finansowanie"
Obecnie udział zielonej energii w naszym bilansie energetycznym wynosi niespełna 8 proc. Zgodnie z polityką UE na 2020 r. udział w końcowym zużyciu energii brutto ma już wynosić minimum 15 proc., a do 2030 r. wzrosnąć ma do 20 proc. Jakie źródła mamy do wyboru? Wiatr, słońce, wodę, biomasę oraz biogaz.
Pod względem udziału w mocach zainstalowanych w naszej energetyce dominuje dziś węgiel. Aż 61,1 proc. bloków w elektrowniach spala węgiel kamienny, 25,3 proc. - brunatny. W sumie najbrudniejszym paliwem napędzanych jest łącznie niecałe 87 proc. energetycznych mocy. W 2020 r. węgiel wciąż będzie dominował w rynku (z udziałem ponad 60-proc.), ale będzie rosło znaczenie OZE.
Które gałęzie najbardziej? Zgodnie z założeniami Ministerstwa Gospodarki w 2020 r. do 15,3 proc. podniesie się udział w miksie źródeł wiatrowych (pod względem zainstalowanych mocy). Dzisiaj to 2,7 proc. Część ekspertów zwraca uwagę, że przeszkodą w osiągnięciu celu mogą okazać się białe plamy infrastrukturalne, czyli po prostu niedorozwinięta sieć dystrybucyjna.
Biomasa, dziś z ułamkowym udziałem, urośnie do 2,4 proc. Na razie obecna jest przede wszystkim za sprawą dużych elektrowni węglowych, które po niewielkich i niezbyt kosztownych przeróbkach są w stanie współspalać zielone paliwo.
Do 2,7 proc. wzrośnie udział biogazu, który na razie wynosi 0,2-proc. polskich mocy. Głównym hamulcem w rozwoju tego segmentu energetyki są na razie wysokie koszty technologii zachodnich i niechęć banków do finansowania inwestycji korzystających z polskich - niesprawdzonych - projektów.
Spadnie udział wody z dzisiejszych 6,5 proc. do 5 proc. za 8 lat. Głównie dlatego, że poza nowy system wsparcia dla OZE wypadną elektrownie wodne wybudowane przed 1997 r. Niektóre z nich mogą więc zostać wyłączone.
Procenty w energetycznych zestawieniach zmieniają się w zależności od przyjętej metodologii. Jeśli wziąć pod uwagę produkcję energii według podziału na źródła jej wytwarzania, to udział energii czarnej, która nie została wytworzona ani ze źródeł odnawialnych, ani w kogeneracji z ciepłem, stanowiła przed dwoma laty 80 proc. Kolejne 15,8 proc. to tzw. energia czerwona wytworzona w kogeneracji z ciepłem w elektrowniach cieplnych zawodowych, elektrociepłowniach zawodowych i elektrowniach przemysłowych. Reszta to energia zielona.
MASZ
Maciej Szczepaniuk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu