Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Nie ma zgody nawet wśród fachowców

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Czego potrzeba polskiej energetyce opartej na odnawialnych źródłach energii? To najważniejsze pytanie, które zadaliśmy naukowcom i praktykom podczas debaty na konferencji "Dziennika Gazety Prawnej"

Czy inwestowanie w odnawialne źródła energii jest w Polsce opłacalne? Czy wobec nieznajomości planów rządu można się nią zajmować i osiągać wyniki biznesowe? Przedstawiciele różnych gałęzi energetyki przedstawiają różne problemy swoich branż.

- Fotowoltaika wymaga konkretnych rozwiązań wspierających - uważa dr Stanisław Pietruszko, prezes Polskiego Towarzystwa Fotowoltaiki. I przedstawia wyliczenia: w Niemczech, gdzie obowiązuje cena stała, różnica między energią konwencjonalną i pochodzącą ze źródeł fotowoltaicznych jest znikoma (około 6 eurocentów). Jest to cena gwarantowana przez rząd, więc przedsiębiorca ma pewność inwestycji, której zwrotu można się spodziewać w sześć, osiem lat, co zależy od lokalizacji.

Czy rozłożenie kosztów na klientów to słuszny pomysł?

- Jeśli zainstalujemy 30 MW rocznie i zapłacimy po 1,5 tys. zł za 1 MWh, to cena tej 1 MWh dla odbiorcy wzrośnie na czwartym miejscu po przecinku. Rocznie przeciętny koszt tej zmiany będzie kosztował odbiorcę 1,2 zł. A warto, bo przecież Słońce to największe źródło energii bez emisji szkodliwych gazów - tłumaczy Stanisław Pietruszko.

Na drugim biegunie zainstalowanej w Polsce mocy są wiatraki. Mamy 1,4 MW, podczas gdy Niemcy - z którymi porównujemy się nie tylko z powodu poziomu rozwoju ich energetyki bazującej na zielonych źródłach, ale także dlatego, że przecież klimat nie różni się zasadniczo - mają 27 tys. MW. Skąd się bierze ta różnica?

- Niemcy robią to od 20 lat, dynamika naszego rynku jest świetna, tylko punkt wyjścia jest inny - mówi Piotr Rudyszyn, dyrektor techniczny, w4e Centrum Energii Wiatrowej.

- Ważne, by myśleć o odnawialnych źródłach energii nie jak o złu koniecznym, tylko jak o konieczności rozwojowej i szansie na rozwój. Tymczasem w Polsce jest opór i niepewność. Niedługo skończy się obowiązywanie zielonych certyfikatów, a wciąż nie wiemy, co je zastąpi. Może nie należy czekać na superzachęty ze strony państwa? OZE zaczynają powoli bronić się same.

Polska ma duże zasoby do wykorzystania, jeśli chodzi o energetykę wodną. Dlaczego wykorzystujemy jej tak mało? W Polsce poziom wykorzystania to 12 proc., na Słowacji - 70 proc.

- Energetyka wodna czy w ogóle OZE są częścią doktryny zrównoważonego rozwoju. Zakłada to, że ważne są nie tylko aspekty ekonomiczne, ale także środowiskowe i społeczne. W przypadku energetyki wodnej osiąga się nie tylko źródło energii, ale też zabezpieczenie przeciwpowodziowe i przeciw suszy. Tymczasem następuje podział: rząd musi osiągnąć założony cel, ale to gminy realizują inwestycje. Potrzebne jest zrównoważenie obowiązków - mówi Robert Szlęzak z Towarzystwa Małych Elektrowni Wodnych. - Warto rozważyć, czy wsparcie państwa to danina, czy inwestycja. Naszym zdaniem to ważna inwestycja państwa.

Jeśli mamy zmieniać nasz mix energetyczny, to może odpowiedzią są biogazownie? I w tym przypadku musi się liczyć rachunek ekonomiczny i możliwości techniczne.

- Ponieważ biogazownie to torma bardzo surowcochłonna, ważne, by wybierać odpowiednie lokalizacje, które zapewnią surowiec na około 20 lat. Opłacalny może być transport na dystansie 30 km., choć teraz oblicza się, że i 50 km - mówi Jacek Flis, kierownik Referatu ds. Wspomagania Inwestycji (Enea SA).

Dyskusję zaognił Jan Rączka, prezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Jego zdaniem nie ma sensu rozmawiać o zastąpieniu zielonych certyfikatów stałymi taryfami, bo są to biznesowo ekwiwalentne instrumenty wsparcia. Jego propozycje mocno wzburzyły obecnych.

Najbardziej pomysły, by odebrać wsparcie starszym instalacjom, które już się zamortyzowały, a były budowane w latach 70. za pieniądze państwa, czyli wspólne, i zaprzestać traktowania współspalania jako źródła zielonej energii, a także przestać regulować ceny energii dla gospodarstw domowych. Prezes uważa także, że opłaty zastępcze na rzecz Urzędu Regulacji Energetyki były inwestowane nie w OZE, tylko w oszczędności.

Nie zgadza się z tym Maciej Ćwil, dyrektor generalny Polskiej Izby Gospodarczej Energii. Uważa, że można dyskutować o podziale, ale nie zabierać tych pieniędzy w całości. Co do cen regulowanych, Maciej Ćwil uważa, że po zaprzestaniu regulacji polityka koncernów mogłaby być niebezpieczna. Wsparcie zielonej energii powinno zostać utrzymane do 2030 roku, kiedy według. niego będzie ona już konkurencyjna i przestanie go potrzebować.

- Warto urealnić ceny energii. Wtedy byśmy ją ją oszczędzali - mówi Piotr Rudyszyn.

- Od 25 lat zajmuję się energią odnawialną - mówi prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej Grzegorz Wiśniewski. - Już wtedy pisano w gazetach, że lada chwila OZE zaczną się opłacać. Teraz szansa na to jest większa niż kiedykolwiek. Jeśli mamy osiągnąć cel wskaźnikowy, trzeba zainwetować 28 mld euro. To oznacza, że i dla wielkich inwestorów, i dla przeciętnych Kowalskich, którzy zainstalują sobie kolektor słoneczny, jest na tym rynku miejsce.

@RY1@i02/2011/209/i02.2011.209.05000040x.802.jpg@RY2@

Robert Szlęzak (Towarzystwo Małych Elektrowni Wodnych), Andrzej Tersa (Energa Hydro), Jacek Flis (Enea SA), Grzegorz Wiśniewski (Instytut Energetyki Odnawialnej), Jan Rączka (Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej), Michał Ćwil (Polska Izba GospodarczaEnergii), Stanisław Pietruszko (Polskie Towarzystwo Fotowoltaiki), Piotr Rudyszyn (Centrum Energii Wiatrowej w4e)

Karol Dominowski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.