Dziennik Gazeta Prawana logo

Rosja: nie ma ugody z Ukrainą

3 lipca 2018

Gazprom jest zaskoczony słowami premiera Ukrainy Mykoły Azarowa, jakoby obie strony doszły do porozumienia w sprawie cen gazu.

W poniedziałek - jak napisał tygodnik "Dzerkało Tyżnia" - Azarow zapowiedział jego rewizję połączoną z restrukturyzacją Naftohazu i utworzeniem trójstronnego, unijno-ukraińsko-rosyjskiego konsorcjum, które miałoby zarządzać sieciami przesyłowymi. Do ugody miało dojść podczas sobotniego spotkania prezydentów Dmitrija Miedwiediewa i Wiktora Janukowycza w Zawidowie w rosyjskim obwodzie twerskim.

- W tej chwili nie ma żadnego porozumienia o zmianie warunków kontraktów między Gazpromem a Naftohazem - oświadczył rzecznik rosyjskiego koncernu Siergiej Kuprijanow. - Zarazem podczas ostatniego weekendu udało się zbliżyć nasze stanowiska. Przed nami jednak dużo pracy. Rozmowy będą trwały również w tym tygodniu - dodawał kilka godzin po ujawnieniu słów Azarowa.

Wczoraj do sprawy wrócił szef Gazpromu Aleksiej Miller. - Pracujemy na podstawie kontraktów obowiązujących do 2019 r. i nie wiemy nic o żadnych innych dokumentach. Gazprom jest otwarty na dialog i kompromisy - powiedział Miller, dodając, że koncepcja utworzenia konsorcjum nie jest dla Rosjan priorytetem.

Rozmowy rosyjsko-ukraińskie komentuje w rozmowie z "DGP" specjalista rynku energii, były doradca prezesa Ukrtransnafty, a obecnie analityk ukraińskiego centrum NOMOS Mychajło Honczar.

Michał Potocki

@RY1@i02/2011/188/i02.2011.188.000.009d.001.jpg@RY2@

Mychajło Honczar | ukraiński ekspert ds. energetycznych

Przede wszystkim Gazprom zdezawuował oświadczenie Azarowa. To, co mówił premier, należy więc raczej oceniać w kategoriach myślenia życzeniowego. Gazprom nie zmienił stanowiska: nadal dąży do przejęcia aktywów Naftohazu. Jeśli mówimy natomiast o rewizji kontraktów, taka ewentualność pozostaje możliwa jedynie w zamian za aktywa Naftohazu, a zwłaszcza najbardziej atrakcyjny z nich - sieć przesyłową gazu. Wariant Azarowa, w którym Naftohaz umożliwia Gazpromowi tranzyt po kosztach, byłby bezprecedensowy. Gazprom mógłby to ocenić jako krok w stronę całkowitego podporządkowania sobie sieci przesyłowej. Skoro taryfa tranzytowa nie daje zysków, oznacza to, że działa niczym wewnętrzny komponent Gazpromu. Skoro więc de facto jest już jego częścią, do stania się nią z mocy prawa pozostaje już mały krok, do którego można Ukrainę zmusić. Obecna zniżka na cenę gazu, wynegocjowana w ubiegłym roku, została wprowadzona na podstawie rozporządzenia rządu rosyjskiego, a nie na podstawie umowy międzynarodowej. Moskwa może je zatem w dowolnym momencie zmienić. W tym sensie Rosjanie zachowują możliwość zastosowania presji: albo cena gazu wzrośnie o 100 dol., albo zawrzemy kompromis polegający na formalnym przekazaniu sieci.

Takie konsorcjum nie ma sensu. Azarow mówi, jakby wszystkie trzy strony już się na to zgodziły, chociaż Rosjanie takiej propozycji ostatnio nie składali. Gazprom teoretycznie może się na taki wariant zgodzić, jeśli ze strony europejskiej wystąpi filia Gazpromu bądź jego partner. W takiej sytuacji po pewnym czasie firma z Europy po prostu sprzeda swoje udziały Rosjanom i efekt będzie podobny jak w poprzednim wariancie. Nikt inny na to nie pójdzie. Trudno sobie wyobrazić, by zdecydowała się na to jakakolwiek normalna firma niepowiązana z Rosjanami, np. PGNiG czy słowacki SPP. Byłby to absurd ekonomiczny.

Dla Rosji to dwa niepowiązane ze sobą projekty. Oczywiście, przepustowość South Streamu ma być zbyt duża jak na potrzeby Europy. Ale daje możliwość wzięcia jej w kleszcze i zwiększa możliwość dowolnych nacisków politycznych np. na Polskę.

Rozmawiał Michał Potocki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.