Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Litwa znów dołączy do atomowej rodziny

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

W CIĄGU SIEDMIU LAT Z IGNALINA popłynie prąd wytwarzany w nowej elektrowni jądrowej. Wilno chce się w ten sposób uniezależnić od Rosji. Pieniądze na budowę elektrowni muszą wyłożyć zachodni inwestorzy i Unia Europejska. Część energii mogłaby kupić po korzystnych cenach Polska

W połowie lipca rząd w Wilnie ogłosi nazwę inwestora, który będzie budował nowy reaktor atomowy w Wisaginii. Wymienia się amerykańsko-japoński joint venture GE-Hitach oraz amerykański Westinghouse.

Poprzedni inwestor, koreański KEPCO, wycofał się z rozmów w ubiegłym roku. Koreańczycy byli wówczas jedyną firmą, która zgłosiła chęć współpracy z Litwinami. Jeśli do 14 lipca nie zostanie wyłoniony inwestor, czasochłonny przetarg ruszy od nowa.

- Elektrownia atomowa w Wisaginii musi powstać. To dla nas absolutna racja stanu - mówi "DGP" Deividas Matulionis, szef kancelarii litewskiego premiera Andriusa Kubiliusa.

W 2010 r. 80 proc. litewskiego prądu pochodziło od jednego dostawcy: Rosji. Wilno atomem chce zakończyć zależność od sąsiada.

Po uzyskaniu niepodległości w 1991 roku Litwini mieli dużą, dwureaktorową elektrownię atomową w Ignalinie, która spokojnie mogła na lata zabezpieczyć potrzeby energetyczne trzymilionowego narodu. Problem jednak w tym, że w czasie akcesji do Unii Europejskiej Bruksela postawiła Litwie ultimatum w sprawie zamknięcia obu reaktorów. - To było czysto polityczne i niezbyt racjonalne posunięcie. Z technicznego punktu widzenia oba reaktory mogły bezpiecznie działać - mówi "DGP" Zilvinas Jurksus, który kierował procesem zamykania Ignalina.

Dla litewskich elit polityczno-gospodarczych od początku było jasne, że miejsce Ignaliny musi zająć elektrownia nowej generacji. - Postanowiono nie szukać dla niej zupełnie nowego miejsca i wykorzystać istniejącą infrastrukturę, sieci przesyłowe i istniejące pozwolenia. - W ten sposób zamierzamy przekonać inwestorów, że połowa prac już została wykonana - mówi "DGP" Rimantas Vaitkus, jeden z dyrektorów spółki odpowiedzialnej za litewski atom. Atomowe plany w regionie ma również Rosja (obwód kaliningradzki) i Białoruś.

Nie to jest jednak najważniejszym problemem Wilna. W przeciwieństwie choćby do Polski Litwinów nie stać na rozwijanie programu atomowego z własnej kieszeni. Rząd musi budować, korzystając z pieniędzy unijnych (obiecanych na ten cel w traktacie akcesyjnym) oraz prywatnych inwestorów. Ci ostatni domagają się jednak gwarancji, że prąd z Wisaginii popłynie na inne unijne rynki. W tym miejscu w układance pojawia się Polska.

W folderze dla inwestorów przedstawionym "DGP" przez rządową agencję odpowiedzialną za budowę Wisaginii nasz kraj jest potencjalnie głównym odbiorcą litewskiego prądu. Miałby on do nas trafiać przez most energetyczny łączący Alytus i Ełk (jego pierwszy odcinek będzie gotowy w 2015 roku). - Ten projekt naprawdę wam się opłaca, bo zaopatrzy w tani prąd północno-wschodnią, mającą ciągłe problemy z energią część Polski. Wisaginia będzie uzupełnieniem, a nie konkurencją waszego programu atomowego - przekonuje w rozmowie z "DGP" wiceszef litewskiego MSZ Egidijus Meilunas. Innymi strategicznymi klientami są Skandynawowie oraz Łotwa i Estonia. W takim układzie rosyjska i białoruska elektrownia byłyby dla Litwinów poważną konkurencją.

Według wstępnych założeń Wisaginia miała ruszyć ok. 2018 roku.

@RY1@i02/2011/134/i02.2011.134.000.008a.001.jpg@RY2@

Fot. AP

Elektrownia w Ignalinie będzie konkurować z siłowniami w Rosji i na Białorusi

Rafał Woś z Wisaginii

rafal.wos@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.