Trzeba wyważać korzyści i ryzyko dla środowiska
JAN RĄCZKA, prezes NFOŚiGW: Przede wszystkim wspieramy te inwestycje, które dostarczają energię po stosunkowo niskiej cenie
Budowa biogazowni jest wyjątkowo trudną inwestycją. Spełnienie wszystkich formalno-prawnych wymogów aż do uzyskania pozwolenia na budowę może zająć nawet trzy lata. Na ten proces wpływa wiele czynników - brak założeń do gminnych planów zaopatrzenia w energię elektryczną i cieplną, miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego czy studiów uwarunkowań - bez nich przedsiębiorca samodzielnie musi przeprowadzić żmudne postępowanie do wydania decyzji o warunkach zabudowy. Oprócz wspomnianych dokumentów, dla przyszłego funkcjonowania biogazowni niezbędne jest posiadanie kontraktów (lub ich promes) z odbiorcami produktów energetycznych oraz z dostawcami substratów. Jak się okazuje, zagwarantowanie całorocznych i wieloletnich dostaw surowca do biogazowni nie jest łatwym zadaniem.
Przyszły inwestor musi liczyć się także z ryzykiem technologicznym - nie ma bowiem pewności, czy proces biologiczny będzie stabilny, czy uzyskany metan będzie dobry jakościowo. Doświadczenia zdobyte w innych krajach są dla nas pożyteczne, ale nie zawsze pozwalają na prosty transfer technologii, która jest uwarunkowana cechami substratu lub klimatu charakterystycznego dla danego regionu.
Biogazownie należą do inwestycji kapitałochłonnych. Zbudowanie instalacji o mocy 1 MW energii elektrycznej kosztuje od 16 do 22 mln zł - to cztery razy więcej niż nakłady inwestycyjne dla farm wiatrowych o tej samej mocy. Zatem pozyskanie takich środków wymaga skomplikowanego montażu finansowego, wykazania rentowności i trwałości inwestycji, przedstawienia odpowiednich zabezpieczeń.
Od kilku lat zauważamy rosnące zainteresowanie budową biogazowni, niestety tylko nieliczne projekty zostały dobrze przygotowane do realizacji. Mamy świadomość, że biogazownie to stosunkowo nowy rozdział w polskiej energetyce i brakuje nam jeszcze doświadczeń inwestycyjnych. Jednakże z optymizmem patrzymy na bogate portfolio dobrze przygotowanych, dojrzałych projektów biogazowych złożonych w NFOŚiGW w ostatnich naborach wniosków o dofinansowanie. Mam nadzieję, że w tym roku dofinansujemy 15 - 20 inwestycji, a na kolejnych 30 inwestycji damy promesy na finansowanie w kolejnych latach. Z moich obserwacji wynika, że każdego roku liczba dofinansowywanych projektów rośnie dwukrotnie. Dynamika jest zatem duża i jeżeli utrzyma się na dotychczasowym poziomie, to za parę lat liczba oddawanych do użytku biogazowni zbliży się do 100 obiektów rocznie, a przecież trzy lata temu startowaliśmy od zera.
Bardzo dobrze rozwija się segment dużych farm wiatrowych, dlatego że są to inwestycje, które domykają się finansowo i przy obecnej cenie zielonych certyfikatów nie potrzebują dodatkowych dotacji na nakłady inwestycyjne. Z analiz NFOŚiGW wynika, że koszty wszystkich farm wiatrowych, które ubiegają się u nas o dofinansowanie, zwracają się w 8 - 10 lat. Najważniejszym czynnikiem determinującym rentowność takich inwestycji jest szacowana siła wiatru w danej lokalizacji. Myśląc o perspektywicznym zaangażowaniu NFOŚiGW we wspieranie energetyki wiatrowej, rozważamy dwa kierunki. Po pierwsze, farmy wiatrowe wyposażone w instalacje do gromadzenia elektryczności czyniące energię z wiatru bardziej użyteczną dla gospodarki. Po drugie, mikrogeneracje, tzn. małe wiatraki o mocy od kilku do kilkunastu kilowatów. Wspierając ten segment, umożliwimy pozyskiwanie odnawialnej energii bez ingerencji w środowisko czy też pojawiających się konfliktów społecznych.
Kolejnym obiecującym segmentem są instalacje na biomasę. W Polsce mamy spory potencjał do rozwoju takich źródeł, natomiast przez inwestorów nie jest on doceniany. Ale spodziewam się wyraźnego postępu w tym zakresie. Instalacje na biomasę mogą sprawdzac się w zakładach i fabrykach, w których biomasa jest produktem ubocznym. Wzrost zainteresowania tą technologią nastąpi również w ciepłownictwie i przemyśle. W mojej opinii jest to szansa na zapewnienie taniej energii niezależnie od ceny uprawnień do emisji CO2, które stanowią element ryzyka, przy czym NFOŚiGW wspiera małe i średnie źródła (do 3 MWe), wyważając korzyści z pozyskiwania energii odnawialnej oraz negatywne oddziaływanie na środowisko związane np. z presją na lasy bądź transportem biomasy na duże odległości.
O biogazowniach już wspomniałem, natomiast ciekawym segmentem pozostaje wykorzystanie energii słonecznej. Systematyczny wzrost popularności kolektorów słonecznych wykorzystywanych do podgrzewania wody użytkowej i na potrzeby centralnego ogrzewania sprawił, że w 2010 roku zainstalowano ponad 146 tys. mkw. takich kolektorów i myślę, że rynek ten znajduje się na ścieżce wzrostu. W kraju nie ma natomiast wielu instalacji produkujących elektryczność z energii słonecznej.
Fundusz obecnie prowadzi analizy dotyczące rynku fotowoltaicznego. Badana jest rentowność takich instalacji, rozważamy wsparcie finansowe. Jednak na dziś nie mamy jeszcze żadnej oferty dla tego segmentu. Słysząc argumenty, że u naszych zachodnich sąsiadów istnieje znaczące wsparcie ze środków publicznych, warto pamiętać, że choć warunki nasłonecznienia obszaru Niemiec i Polski są jednakowe, to jednak istnieje zasadnicza różnica w zamożności mieszkańców. Jest jeszcze inny powód, dla którego nie możemy powtórzyć w Polsce podejścia zachodnich sąsiadów do tej technologii. Silnie dotując popyt na fotowoltaikę na krajowym rynku, Niemcy wspierają lokalnych producentów w rozwoju technologii. Osiągnięcie dużej skali produkcji przełoży się na niskie koszty jednostkowe. Dzięki temu niemieccy producenci są konkurencyjni na rynku światowym i w długiej perspektywie wydatki ze środków publicznych zwrócą się w postaci wpływów z podatków i korzyści z dodatkowych miejsc pracy. O ile jest to atrakcyjny model rozwoju tej gałęzi przemysłu, o tyle nie możemy go powtórzyć, ponieważ niemieckie przedsiębiorstwa już mają tę przewagę konkurencyjną. Zatem wysokie dotacje do fotowoltaiki przysporzyłyby zysków jedynie naszym sąsiadom, nie dając wielkiego pożytku polskim producentom. Na mniejszą skalę ten scenariusz sprawdza się w segmencie kolektorów słonecznych do podgrzewania wody użytkowej i centralnego ogrzewania. Polscy producenci są już liczącymi się dostawcami na rynku krajowym, udaje im się również konkurować za granicą.
Przewiduję, że fotowoltaika w Polsce się spopularyzuje, gdy ceny elektryczności wzrosną, a społeczeństwo stanie się bardziej zamożne, natomiast postęp technologiczny, konkurencja i wzrastająca skala produkcji doprowadzą do znaczącego spadku kosztu jednostkowego.
Obecnie 1 MWh pozyskana z instalacji fotowoltaicznej kosztuje 1100 - 1200 zł, czyli co najmniej dwa razy więcej niż z pozostałych odnawialnych źródeł energii. W naszych instrumentach wsparcia finansowego OZE przywiązujemy dużą wagę do wskaźnika efektywności kosztowej i przede wszystkim wspieramy te inwestycje, które dostarczają energię po stosunkowo niskiej cenie.
Najważniejsze, że program się rozwija, produkt zyskuje na popularności, a dotychczasowa współpraca z bankami przebiega pomyślnie. Z naszych analiz wynika, że na terenie całego kraju wybudowano już ponad 4 tys. instalacji kolektorowych oraz zamontowano 20 tys. mkw. kolektorów z naszą 45-proc. dopłatą. Niestety nie mamy takich możliwości, żeby ogólnopolska instytucja, jaką jest NFOŚiGW, która w ubiegłym roku na ochronę środowiska i gospodarkę wodną uruchomiła 5,5 mld zł, mogła przyjmować i rozpatrywać tysiące wniosków dotyczących gospodarstw domowych. Przy obecnej kadrze koszt byłby za duży, a czas trwania takiego procesu absurdalnie długi i niekorzystny dla klientów.
Działanie za pośrednictwem pośredników, wykorzystanie rozwiniętej sieci dystrybucji banków były warunkami wdrożenia programu na taką skalę. Dzięki temu nasz produkt jest dostępny na terenie całego kraju. Współpracując z wieloma bankami jednocześnie i oferując wybór naszemu klientowi w zakresie wielkości kolektora, producenta czy firmy montażowej, przyczyniamy się do wzrostu konkurencji między dostawcami kolektorów, a ta działa na korzyść gospodarstw domowych. Po 9 miesiącach wdrażania naszego programu koszt 1 mkw. kolektora słonecznego wraz z instalacją wynosi 2200 zł, co oznacza spadek o 300 - 400 zł w porównaniu z rokiem ubiegłym. Mamy nadzieję, że trend spadkowy będzie się utrzymywał i za trzy lata ceny będą na tyle niskie, że kolektory będą powszechnie stosowane bez publicznych dopłat. Warto podkreślić, że czas od podpisania umowy kredytowej do przekazania inwestorowi naszej dopłaty wynosi zaledwie 51 dni.
Latem, kiedy mamy największą podaż energii z kolektorów, sieci ciepłownicze dostarczają ciepło wytworzone w systemie kogeneracji, czyli jednoczesnego wytwarzania ciepła i elektryczności. Jest to źródło o wysokiej sprawności, przyjazne dla środowiska. Nam zależy na tym, aby kolektory słoneczne były instalowane tam, gdzie wykorzystywana jest teraz energia mocno zanieczyszczająca środowisko.
Przed tegorocznym sezonem budowlanym w programie dokonaliśmy dwóch zmian poszerzających grono osób zainteresowanych dopłatami do kolektorów. Złagodziliśmy zapis wyłączający gospodarstwa domowe podłączone do sieci ciepłowniczych. Obecnie właściciele budynków z centralnym ogrzewaniem zasilanym ciepłem sieciowym mogą ubiegać się o dopłaty do kolektorów, które będą służyć do ogrzewania wody użytkowej. Dodatkowo osoby, które pragną wykorzystać kolektory do ogrzewania budynku niepodłączonego do sieci ciepłowniczych, mogą również liczyć na naszą dopłatę. Takie rozwiązanie zyskuje coraz większą popularność wśród inwestorów indywidualnych.
@RY1@i02/2011/089/i02.2011.089.164.0004.001.jpg@RY2@
Fot. Marek Matusiak
Jan Rączka, prezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej
Rozmawiał Karol Dominowski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu