Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Staramy się o derogacje dla nowych instalacji o mocy 15 - 20 tys. MW

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

PIOTR J. TUROWICZ: Przygotowanie wniosku o derogację, łącznie z listą instalacji, należy do rządu. Regulacje prawne nie przewidują udziału firm energetycznych na tym etapie. Nie byłoby to dobrze widziane przez KE, która jest uczulona na wszelkiego rodzaju naciski biznesowe

Najbliższe miesiące będą kluczowe dla uzyskania derogacji, czyli uprawnień do bezpłatnych emisji CO2 przez polskie elektrownie. Kilka dni temu, bo 29 marca Komisja Europejska opublikowała m.in. "Guidance document on the optional application of Article 10c of Directive 2003/87/EC", czyli tzw. "Wytyczne" dotyczące stosowania art. 10c dyrektywy o handlu przydziałami emisji gazów cieplarnianych. Wytyczne te nie mają co prawda charakteru wiążącego, ale stanowią płaszczyznę do interpretacji przepisów dotyczących derogacji. Dokument ten podsumowuje ustalenia negocjacji z Komisją Europejską. Oczywiście nie zmieniły się terminy przewidziane przez dyrektywę: wniosek o przyznanie derogacji powinien wraz z listą elektrowni (czyli wedle terminologii dyrektywy - instalacji) zostać złożony przez zainteresowane państwa, w tym Polskę, do 30 września 2011 r. Istotne jest to, iż KE nałożyła na państwa członkowskie obowiązek publikacji wniosku jeszcze przed jego złożeniem w Brukseli. Ma to na celu wstępne zaznajomienie się KE z jego treścią. Daje też możliwość przedstawienia uwag społeczeństwu, ponieważ - jak to podkreśla KE - wniosek derogacyjny będzie uznany za informację o środowisku w rozumieniu przepisów unijnych. Po złożeniu wniosku KE ma pół roku na zaakceptowanie lub odrzucenie wniosku. Ten okres może jednak zostać przedłużony o czas konieczny do zbadania zgodności wniosku z przepisami unijnymi, m.in. czy udzielenie derogacji nie narusza zasad konkurencji. Tak więc termin 30 marca 2012 r. może zostać przekroczony i ostateczna decyzja może być znana jesienią 2012 r.

Wytyczne powtarzają datę 31 grudnia 2008 r. jako termin graniczny dla oceny, czy dana instalacja może liczyć na bezpłatne uprawnienia. Chodzi więc tylko o te elektrownie, które już funkcjonowały bądź ich budowę rozpoczęto przed końcem 2008 r. Co do instalacji, których budowę wszczęto przed tą datą, wytyczne podają dwa kryteria, które nie zostały wspomniane wprost w dyrektywie, a teraz mają przesądzać o kwalifikowaniu się instalacji. Pierwsze kryterium to widoczne i fizyczne wszczęcie prac budowlanych, a drugie to zawarcie umowy o budowę elektrowni przez inwestora i wykonawcę. O ile drugie kryterium nie budzi wątpliwości, bo umowa została zawarta lub nie przed końcem 2008 r., o tyle wątpliwości pojawiają przy ocenie momentu wszczęcia prac. KE przykłada szczególną wagę do widoczności i fizyczności ich rozpoczęcia. Tak więc do udowodnienie spełnienia pierwszego kryterium rząd będzie musiał przedstawić dowody, że w grudniu 2008 r. można było mówić o podjęciu prac na budowie przyszłej elektrowni.

Komisja Europejska będzie miała prawo do weryfikacji listy i będzie mogła ją odrzucić w całości lub w części, czyli będzie mogła stwierdzić, że niektóre z instalacji nie spełniają przesłanek wynikających z dyrektywy. Będzie to mogła uczynić m.in. w każdym przypadku, gdy na podjęcie decyzji o fizycznym wszczęciu procesu inwestycyjnego miała wpływ ewentualność uzyskania derogacji.

Odpowiedzialność przygotowania wniosku z listą instalacji, zgodnie z wymogami dyrektywy, należy do rządu. Należy podkreślić, że regulacje prawne nie przewidują udziału firm energetycznych na tym etapie. Nie byłoby to dobrze widziane przez KE, która jest uczulona na wszelkiego rodzaju naciski biznesowe.

Jeżeli wymienione przez dyrektywę warunki zostały spełnione przez polskie instalacje i będzie to zaakceptowane przez KE, to darmowe uprawnienia do emisji zostaną przyznane poszczególnym instalacjom zgodnie z wnioskiem rządu. O zakwalifikowaniu danej instalacji do otrzymania derogacji decyduje już samo spełnienie przesłanek wyrażonych w dyrektywie, choć oczywiście to polski rząd podejmuje ostateczną decyzję, które instalacje mają się znaleźć we wniosku. Z tego, co wiadomo z publicznych wystąpień przedstawicieli rządu, Polska ubiega się o derogacje dla nowych instalacji o łącznej mocy 15 - 20 tys. MW.

Nie, bo ograniczenia są nałożone na poziomie krajowym, a nie europejskim. Kryterium przesądzającym dla otrzymania derogacji jest spełnienie przesłanek określonych przez dyrektywę. Dziesięć krajów UE, łącznie z Polską, jest zainteresowanych derogacjami. O tym, które państwa faktycznie wystąpią o derogacje, przekonamy się niebawem. Trzeba bowiem zaznaczyć, iż derogacje nie są złotym środkiem, ponieważ zmniejszają pulę wszystkich uprawnień, które dane państwo mogłoby sprzedać na aukcji. Tym samym derogacje uszczuplają potencjalne dochody budżetu. Zasada jest bowiem taka, że od 2013 r. wszystkie przyznane członkom UE uprawnienia do emisji CO2 (za wyjątkiem bezpłatnych uprawnień) trzeba będzie sprzedać na aukcji, a uzyskane tą drogą środki przeznaczyć na określone w dyrektywie działania, m.in. redukcję emisji gazów cieplarnianych, rozwój energii ze źródeł odnawialnych czy zwiększanie efektywności energetycznej. Oczywiście nie można wykluczyć sytuacji, w której nie tylko KE, lecz także i inne państwa będą się z uwagą przyglądały zgłoszonej przez Polskę liście instalacji. Dlatego całkiem możliwe wydaje się podniesienie zarzutów o naruszeniu zasad konkurencji przez Polskę, która dzięki derogacjom nie będzie ponosiła kosztów zakupu uprawnień, a tym samym cena energii oferowanej z polskich instalacji może być relatywnie niższa niż z elektrowni, które nie mogły z derogacji skorzystać. Sama instytucja derogacji jest absolutnym wyjątkiem od zasad wyrażonych w dyrektywie. Poza tym dość surowe obowiązki sprawozdawcze, a także dotkliwe sankcje za naruszenie postanowień dyrektywy będą powodowały konieczność przeanalizowania przez państwa członkowskie opłacalności ubiegania się o derogacje. KE będzie więc przeciw działaniom paraliżującym ograniczanie emisji CO2, bo redukcja emisji to jeden z zasadniczych celów dyrektywy.

@RY1@i02/2011/068/i02.2011.068.167.002a.001.jpg@RY2@

Fot. Marek Matusiak

Piotr J. Turowicz, radca prawny międzynarodowej organizacji prawa ochrony środowiska Client Earth

Rozmawiał Krzysztof Polak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.