Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Ukraina chce sprzedać część akcji Naftohazu

1 lipca 2018

NA UDZIAŁY energetycznego monopolisty mają ochotę Rosjanie i miejscowi oligarchowie

Kłopoty finansowe zmuszają Kijów do sprzedaży udziałów w kluczowej z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego firmie. Za 25 proc. udziałów w Naftohazie rząd ma nadzieję uzyskać do 6 mld dol. Problem w tym, że jedynymi chętnymi do zakupu przynoszącej straty i uwikłanej w niejasne schematy biznesowe spółce mogą się okazać Rosja lub powiązani z władzą ukraińską przedsiębiorcy.

- Nie możemy tylko ciągle paplać bez podjęcia konkretnych kroków na rzecz uzdrowienia kompanii. Musimy przyciągnąć efektywnego inwestora - mówił pod koniec marca prezydent Wiktor Janukowycz. W poniedziałek odpowiadający za branżę energetyczną minister Jurij Bojko skonkretyzował: w grę wchodzi sprzedaż 1/4 udziałów spółki za 5 - 6 mld dol. Uzdrowienie Naftohazu to jeden z punktów planu, na podstawie którego Kijów uzyskał kredyt stabilizacyjny od Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Decyzja władz to okazja dla Rosjan, dla których dążenie do uzależnienia od siebie gospodarek państw byłego ZSRR poprzez wykup kluczowych aktywów spółek energetycznych jest od lat priorytetem. Do tej pory Ukraina skutecznie opierała się takim naciskom, zachowując w Naftohazie 100 proc. udziałów. Janukowycz nie chciał też słyszeć o propozycjach budowy rosyjsko-ukraińskiego konsorcjum gazowego, co de facto oznaczałoby oddanie Rosjanom kontroli nad sieciami przesyłowymi.

Choć Bojko stanowczo podkreśla, że dopuszczenie Rosjan do Naftohazu nie wchodzi w grę, eksperci twierdzą, że pozyskanie innego inwestora będzie trudne, jeśli nie niemożliwe. Dla firmy niemal każdy rok oznacza balansowanie na krawędzi bankructwa. Naftohaz rok 2010 zamknął ze stratą 21,4 mld hrywien (7,6 mld zł), a w 2009 r. uniknął bankructwa tylko dzięki temu, że w porę porozumiał się z wierzycielami w sprawie refinansowania dotychczasowego długu. Bojko zapewnia, że ten rok uda się zamknąć na plusie, ale trudno znaleźć analityka, który wziąłby tego typu zapewnienia za dobrą monetę.

Do tego firma jest uwikłana w wiele niejasnych związków natury polityczno-biznesowej. Oligarchowie, z którymi powiązana jest Partia Regionów, grają głównie na siebie, co przyczynia się do osłabienia pozycji Naftohazu. Przed dwoma tygodniami kontrolowana przez Dmytro Firtasza, sponsora regionałów, spółka Ukrhaz-Enerho odzyskała utraconą za rządów Julii Tymoszenko licencję na sprzedaż do 4,8 mld m sześc. gazu na rynku wewnętrznym. Dzięki temu Firtasz będzie mógł (jeśli znajdzie dostawcę gazu) sam zaopatrywać w surowiec własne zakłady chemiczne. Naftohaz zakłada, że jeśli Ukrhaz-Enerho zdoła wykorzystać przyznany limit, monopolista straci 980 mln dol. rocznie. Zyska poszerzane właśnie o gałąź chemiczną przemysłowe imperium Firtasza.

Na spółce ciąży też wyrok trybunału w Sztokholmie, który zmusza ją do zwrotu dawnemu pośrednikowi w handlu gazem RosUkrEnergo 12,1 mld m sześc. gazu przejętego jeszcze przez rząd Tymoszenko. Także RosUkrEnergo pozostaje pod kontrolą Firtasza. Dlatego opozycja podejrzewa, że w grę wchodzi sprzedaż akcji Naftohazu ludziom powiązanym z Partią Regionów. - Na Ukrainie dojrzewa prawdziwy skandal korupcyjny - mówiła Julia Tymoszenko. - Oni chcą za bezcen przepisać akcje na siebie. To przestępstwo - dodawała. Aby sprzedać akcje Naftohazu, należałoby bowiem najpierw zmienić przepisy, które zakazują zmiany własności spółki. Dla zdominowanego przez Partię Regionów i jej sojuszników parlamentu nie jest to jednak przeszkoda nie do pokonania.

Michał Potocki

michal.potocki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.