OZE: decydujące starcie o ustawę
Bez nowej ustawy o OZE inwestycje przygotowywane w przeszłości nie dojdą do skutku, a nowe się nie pojawią
Nowy minister gospodarki dopiero rozgląda się po resorcie i nie wiemy, jaką decyzję podejmie w sprawie ustawy o odnawialnych źródłach energii, od której pilnego wejścia w życie zależy być albo nie być niejednego projektu inwestycyjnego, jakich ogromna liczba znajduje się w przygotowaniu lub realizacji. Zmiana systemu wsparcia jest koniecznością, bo dotychczasowy, choć brakuje mu jeszcze czterech lat do wygaśnięcia, już przestał gwarantować przewidywalność ryzyka kredytowego dla banków finansujących inwestycje w OZE. Innymi słowy, bez nowej ustawy o OZE inwestycje przygotowywane w przeszłości nie dojdą do skutku, a nowe się nie pojawią. Należy mieć nadzieję, że nowy minister szybko dostrzeże powagę sytuacji i nie wstrzyma procesu legislacyjnego z samego tylko powodu, że jest nowym ministrem.
Ryzyko opóźnienia wejścia w życie nowego systemu wsparcia czy wręcz zaprzestania prac nad nim, zwiększa dodatkowo fakt, że parlament realizuje zalecenia Komisji Europejskiej w zakresie usunięcia naruszeń prawa wspólnotowego całkowicie poza rządowym projektem ustawy o OZE. 11 grudnia miało miejsce pierwsze czytanie zmian do prawa energetycznego w ramach tzw. małego trójpaku energetycznego. To właśnie na tym poziomie partia rządząca, z poparciem większości klubów, zamierza załatwić problem niezgodności prawa krajowego z unijnym. Wszystko wskazuje na to, że ten problem rzeczywiście zostanie tak rozwiązany, a wówczas stracimy ważną motywację do kontynuacji prac nad projektem ustawy o OZE. Mały trójpak ma bowiem przejąć z projektu ustawy o OZE te regulacje, na które naciska Komisja, np. w zakresie mikro- i małych instalacji.
O ustawie o OZE, która jeszcze niedawno wydawała się dopięta niemal na ostatni guzik, dziś wiemy, że może nie wejść w życie w ogóle, a jeśli wejdzie, to nie znamy ani daty, ani finalnego kształtu. Wraz z odejściem z resortu gospodarki jej głównego autora, wicepremiera Waldemara Pawlaka, do głosu dochodzą nowe postulaty dotyczące zmiany rozkładu wsparcia zaplanowanego w październikowym projekcie dla różnych rodzajów instalacji. Rozważa się m.in. redukcję wsparcia dla fotowoltaiki, które w porównaniu do innych źródeł energii założono wstępnie na stosunkowo hojnym poziomie. Słyszy się także o wydłużeniu okresu preferencyjnego wsparcia dla współspalania biomasy, co z perspektywy "prawdziwych" OZE byłoby zmianą bardzo niekorzystną.
Z punktu widzenia systemowego dalszych prac nad koncepcją współczynnikowania certyfikatów pochodzenia wymagają zapisy o wstrzymaniu wzrostu cen energii czarnej i zamrożeniu opłaty zastępczej. Trzeba także inaczej zaprojektować mechanizm zapobiegania nadpodaży certyfikatów, bo w obecnym projekcie wprowadzono normę, o której z góry wiadomo, że nie zadziała. Bez tych zmian nowa ustawa, nawet jeśli pojawi się szybko, nie spełni minimalnych oczekiwań rynku kapitałowego co do akceptowalnego poziomu zwrotu z inwestycji. A bez gwarancji rozsądnego zwrotu dla prywatnego kapitału inwestycje nie ruszą z miejsca. I nie jest to problem dotyczący jedynie energetyków czy ekologów, ponieważ krajowy system wytwarzania wymaga niezwłocznego planu rozbudowy o kilkanaście gigawatów do roku 2030. Nawet przy utrzymaniu pomysłu na instalację źródeł jądrowych czy inwestycje oparte na węglu (głównie odtworzeniowe) nie da się go zrealizować z pominięciem źródeł odnawialnych, w tym zwłaszcza wiatrowych.
Zmiana systemu wsparcia jest koniecznością, bo dotychczasowy już przestał gwarantować przewidywalność ryzyka kredytowego dla banków finansujących inwestycje w OZE
@RY1@i02/2012/247/i02.2012.247.16700030j.803.jpg@RY2@
Wojciech Sztuba, partner zarządzający, TPA Horwath Polska
Wojciech Sztuba
partner zarządzający, TPA Horwath Polska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu