Niemcy nie płacą za prąd
Energetyka
W 2011 r. polskimi sieciami przepłynęło 5 TWh energii wyprodukowanej przez wiatraki na północy Niemiec (ok. 3 proc. polskiego zapotrzebowania). Problem w tym, że tego prądu nikt u nas nie zamówił i nikt z niego nie skorzystał. Do energii, która wpływa do Polski, by przez Czechy, Słowację i Austrię trafić na południe Niemiec, słono dopłacamy.
Matii Supponen, fiński ekspert, wyliczył na potrzeby Komisji Europejskiej, że transfer kosztuje PSE Operatora, zarządcę polskich sieci, co najmniej 40 mln euro rocznie. Od 2006 r. dołożyliśmy do niemieckiej energii ponad ćwierć miliarda euro.
Dlaczego tak się dzieje? Za takie niechciane przepływy, które energetycy nazywają karuzelowymi, wynikające z praw fizyki, w Europie się nie płaci. Uiszcza się jedynie symboliczną opłatę za straty przesyłowe sięgające zaledwie kilkunastu procent wszystkich strat.
Przed niechcianą energią można się obronić, ale - w przeciwieństwie do Holendrów czy Austriaków - Polska wciąż nie zainstalowała na granicy z Niemcami przesuwników fazowych. Te specjalne urządzenia mają się pojawić do końca 2014 r.
Maciej Szczepaniuk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu