PGNiG szykuje podwyżkę cen gazu
Dla zakładów chemicznych gaz jest kluczowym surowcem. Jego ceny w Polsce nieustannie rosną. Efekt? Spada konkurencyjność polskich firm względem tych krajów, które mają dostęp do tanich źródeł surowca
Rodzima branża chemiczna jest największym odbiorcą przemysłowym gazu ziemnego i głównym klientem Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa SA. Zużywa rocznie grubo ponad 2 mld m sześc. surowca, co stanowi około 17 proc. krajowej konsumpcji.
Niestety, poszczególni przedsiębiorcy nie mogą korzystać z efektu skali. Zamiast reguły - im kupujesz więcej tym płacisz mniej na polskim rynku obowiązuje taka, według której duzi odbiorcy traktowani są tak samo jak mniejsi klienci, a nawet gorzej. Jest to wina polityki taryfowej.
Uwolnienie rynku
Giełda ma być pierwszym krokiem do uwolnienia cen dla odbiorców instytucjonalnych i przełamania monopolu PGNiG SA. Tego domaga się od nas Komisja Europejska (grozi nawet złożeniem skargi do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości i gigantycznymi karami finansowymi za niedostosowanie się Polski do unijnego II pakietu energetycznego z 2003 r.). Urząd Regulacji Energetyki przymierza się więc do uwolnienia cen dla odbiorców przemysłowych. Marek Woszczyk, prezes URE, nie wyklucza, że pierwszy krok w tym kierunku zostanie wykonany w III lub IV kwartale tego roku. Wtedy mógłby rozpocząć się obrót gazem za pośrednictwem aukcji. - Uczestnicy rynku zyskają możliwość przetestowania mechanizmów giełdowych jeszcze przed całkowitym uwolnieniem rynku hurtowego - tłumaczy prezes URE. To planowane jest po 2015 r.
Do tego czasu - zgodnie z przygotowanym przez PGNiG "Programem uwalniania gazu"- na pięciu aukcjach miałoby być zaoferowane na rynku hurtowym do 9,4 mld m sześc. gazu, co daje 70 proc. surowca dostarczanego na polski rynek przez spółkę - tyle, ile koncern rocznie sprzedaje odbiorcom instytucjonalnym.
Problem w tym, że dobrze wygląda to tylko na papierze. W rzeczywistości PGNiG nie będzie w stanie zaoferować tak dużych ilości, przynajmniej na początku. Dlatego zaproponuje nie więcej niż 100 mln m sześc. kwartalnie. Kolejny haczyk - paliwa na aukcjach nie mogliby kupować bezpośrednio duzi odbiorcy, a więc m.in. firmy chemiczne, ale wyłącznie dostawcy gazu, konkurenci PGNiG, i to w ilości nie większej niż 25 proc. z dostępnej na aukcji puli.
Takie zapisy nie podobają się Jerzemu Majchrzakowi, dyrektorowi Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego. - Dziś kupujemy gaz bezpośrednio od dostawców. Po zmianach będziemy musieli robić to przez pośredników. To oznacza, że surowiec będzie droższy - twierdzi.
Szukanie alternatyw
Na razie firmy muszą się liczyć z kolejną podwyżką cen gazu. PGNiG wystąpiło już do URE z wnioskiem w tej sprawie. Spółka nie zdradza, o jak duży wzrost cen chodzi. Wiadomo jedynie, że PGNiG SA chciałoby, by nowa taryfa weszła w życie jeszcze w tym roku. To oznacza, że jeśli URE zaakceptuje wniosek, zmieniona zostanie obowiązująca do końca roku taryfa, która weszła w życie ledwie dwa miesiące temu. Zakładała ona 15-proc. wzrost cen dla odbiorców przemysłowych.
PGNiG wystąpił o podniesienie cen, bo od wielu miesięcy generuje straty na handlu gazem. Spółka sprzedaje go taniej, niż kupuje. Z kolei podwyżka doprowadzi do spadku rentowności działalności firm chemicznych (koszty zakupu gazu stanowią aż 60 proc. ceny nawozów). Spada także konkurencyjność polskich firm względem przedsiębiorstw z tych krajów, które mają dostęp do tanich źródeł surowca. Zdaniem Janusza Wiśniewskiego, eksperta branży i wiceprezesa Krajowej Izby Gospodarczej (KIG), problemem polskiego przemysłu nawozowego nie są podwyżki cen gazu, lecz właśnie rozbieżności w kosztach między firmami z Polski a ich europejskimi konkurentami. - Jeżeli otoczenie konkurencyjne działa w podobnych warunkach, polskie firmy sobie poradzą - zapewniają analitycy.
Już zresztą próbują sobie radzić. Od początku roku zmniejszają uzależnienie od krajowego dostawcy, importując paliwo z Niemiec. To na rynku niemieckim jest tańsze, i to o kilkanaście procent. Ale trzeba dobrze znać realia rynkowe, by go kupić. Tymczasem polskie firmy chemiczne dopiero zdobywają wiedzę na ten temat. Mają już podpisane pierwsze umowy z niemieckimi partnerami na import kilku procent potrzebnego im surowca. Spółki przyznają jednak, że wyraźnych zmian w cenie nie odczuły, bo koszty zakupu surowca za zachodnią granicą są porównywalne z polskimi.
Od początku roku gaz z tego kierunku sprowadzają m.in. Zakłady Azotowe Kędzierzyn i Zakłady Chemiczne Police z Grupy Kapitałowej Azoty Tarnów, a także ZA Puławy i orlenowski Anwil.
Sposób na obniżenie kosztów produkcji znalazły Azoty Tarnów. Spółka istotnie zwiększyła zakupy najtańszego gazu, bo pochodzącego z lokalnych źródeł. W ten sposób zaspokaja już 60 proc. potrzeb gazowych spółki. Szacuje się, że wydobycie surowca z krajowych złóż kosztuje około 100 dol. za 1000 m sześc. Cena gazu kupowanego od Gazpromu to grubo ponad 500 dol.
Michał Duszczyk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu