Po pierwsze: czytać umowy przed podpisaniem
Czy przedsiębiorcy mogą zyskać na zmianie dostawcy energii elektrycznej?
Według danych prezesa Urzędu Regulacji energetyki sprzedawcę Energii elektrycznej zmieniło ponad 100 tys. firm. Liczba ta przyrasta bardzo dynamicznie - w pierwszym roku obowiązywania nowego prawa na ten krok zdecydowało się zaledwie 10 tys. przedsiębiorców, w drugim - trzy razy tyle. Rok 2013 jest rekordowy.
- Ukształtowały się już standardy, jakich wcześniej brakowało. Umowa sprzedaży energii jest umową między dwoma przedsiębiorcami i dopóki klienci nie wiedzieli, na co zwracać uwagę, oczekiwali, by ktoś inny przeszedł tę drogę przed nimi - mówi Marlena Ballak z PKP Energetyka. W tej chwili już wiedzą, że jest to umowa cywilna, w której można zawrzeć wiele regulacji, także tych chroniących ich interesy. To, że zawieramy kontrakt z dużym przedsiębiorstwem, który ma większe doświadczenie i specjalistyczną wiedzę, nie oznacza, że musimy zaakceptować wszystkie sugerowane przez niego zapisy.
Negocjować można nie tylko cenę. Także np. ustalenie, czy rozliczenia będą szacunkowe, czy rzeczywiste (wtedy płacimy za energię zużytą faktycznie w kolejnych miesiącach), zasady wystawiania faktur i terminy płatności.
Istnieją jednak również regulacje, jakich klauzul nie można zawierać w umowach. Są one wyszczególnione na stronach Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (http://www.uokik.gov.pl/niedozwolone_klauzule.php).
Konkurencja na rynku energii elektrycznej jest już faktem. Cena zależy od giełdy i polityki przedsiębiorstw dystrybuujących, które przy umowach długoterminowych stosują zachętę w postaci gwarancji ceny w danej taryfie. Cenę można oczywiście negocjować, a oferty są składane indywidualnie.
- Z doświadczenia wiem, że umowy czytamy najczęściej dopiero wtedy, gdy zauważamy, że dzieje się coś złego - mówi radca prawny Grzegorz Dudała. - Tak jak w medycynie lepiej zapobiegać, niż leczyć, tak w naszym przypadku lepiej pokazać umowę prawnikowi, zanim się ją podpisze. Branża energetyczna była postrzegana jako monopolistyczna, a w związku z tym rozwiązanie umowy bywało trudne. Dziś to się rzeczywiście zmieniło, sama procedura zmiany wynikająca z przepisów jest łatwiejsza, niemniej nie jest to procedura całkiem nieskomplikowana. Zmiana z 2010 roku uprościła ją. Każda umowa na czas nieokreślony może być wypowiedziana, w przeciwieństwie do umów terminowych. Przyjęta ogólna zasada mówi, że wypowiedzenie umowy nie może się dla odbiorcy wiązać z jakimikolwiek konsekwencjami finansowymi, co zresztą dotyczy nie tylko branży energetycznej, ale też np. telekomunikacyjnej. Zwróciłbym uwagę na regulacje, które wytyczają ramy, w których mogą działać przedsiębiorstwa energetyczne, czyli wskazują, poniżej jakiego standardu nie mogą zejść. Przedsiębiorstwa unikają rażących naruszeń tych ram, jednak są też sprawy sporne. Problemy w praktyce najczęściej wiążą się z nieformalną wymianą informacji, gdy klient złoży wypowiedzenie umowy. Mam wrażenie, że jest to obliczone na zniechęcenie odbiorcy do podjęcia decyzji o zmianie sprzedawcy. Pół biedy, jeśli przybiera to formę kontroferty, to normalna walka o klienta w ramach swobody umów i konkurencji. Gorzej, jeśli firmy piętrzą przed odchodzącym odbiorcą czynności, których - jak twierdzi dostawca - musi on dokonać, rozliczeń infrastruktury, przepinania liczników itp. Przepisy są skonstruowane tak, by zachować ciągłość dostaw energii dla odbiorcy, jednak w praktyce przedsiębiorstwa energetyczne czasem nadużywają swojej pozycji. Bardzo istotne jest więc to, że wszelkie konsekwencje związane z rozwiązaniem umowy powinny być zawarte w tej umowie.
O ile więc cel w postaci uwolnienia rynku został osiągnięty, bo firmy zaczęły między sobą konkurować, o tyle w praktyce drobnego przedsiębiorcy widać, że klient nie zawsze jest całkowicie chroniony.
- Oczywiście są firmy bardziej i mniej uczciwe - odpowiada Marlena Ballak. - Odsyłam do strony Urzędu Regulacji Energetyki, na której są publikowane wszystkie decyzje prezesa URE dotyczące spraw spornych i można stwierdzić, które przedsiębiorstwa stosują złe praktyki. W mojej firmie nigdy nie było zapisów, które skazywałyby wypowiadającego umowę na dodatkowe koszty. Jedynie w sytuacji, gdy obniżamy cenę do minimum i umawiamy się na konkretny okres, kontraktujemy energię wcześniej, mamy możliwość przy zerwaniu umowy nałożyć karę umowną, ale nie wykorzystujemy jej, jeśli powodem była sytuacja życiowa czy nadzwyczajna, której nie dało się przewidzieć przy podpisywaniu umowy - tłumaczy przedstawicielka PKP Energetyki.
@RY1@i02/2013/230/i02.2013.230.20000070n.802.jpg@RY2@
Marlena Ballak (PKP Energetyka), Marek Dalka (PNO Consultants) i Grzegorz Dudała (radca prawny)
mww
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu