Lotos ponownie stawia na Norwegię
Koncern chce zastąpić wadliwą platformę na złożu Yme nową. Szykuje się też do zakupu kolejnej koncesji w tym regionie
Lotos planuje wejście na kolejne po Yme złoże produkcyjne w Norwegii. Z naszych informacji wynika, że rozmawia już z firmą, która ma udziały w jednej z licencji wydobywczych na szelfie norweskim, o jej odkupieniu. Do transakcji mogłoby dojść nawet w tym roku. W gdańskiej spółce nie zdradzają jednak żadnych szczegółów. - Wiemy, że niektórzy właściciele złóż w Norwegii przymierzają się do ich sprzedaży w II półroczu i być może będziemy partycypować w tych transakcjach - potwierdza Mariusz Machajewski, wiceprezes koncernu.
Lotos chciałby zdobyć udział w złożu, które zagwarantuje produkcję na poziomie nawet 7 tys. baryłek dziennie (to o ponad 40 proc. więcej, niż dziś wynosi całkowite wydobycie Lotosu). Na przejęcie mógłby wydać ok. 200 mln dol.
Spółka nie rezygnuje tym samym z dalszych inwestycji w Norwegii, choć dotychczasowe doświadczenia w tym kraju były dla niej bolesne. Na skutek wady platformy nie udało się uruchomić bowiem wydobycia na złożu Yme, z którym koncern wiązał spore nadzieje. Lotos wydał na ten projekt ok. 2 mld zł, a ze złoża nie popłynęła nawet baryłka ropy. Spółka musiała zadowolić się ok. 300 mln zł odszkodowania. Teraz przymierza się do sprzedaży udziałów w Yme. Na razie trwają przygotowania do usunięcia wadliwej platformy. Lotos chce ją zastąpić nową instalacją. To ma podnieść wartość tego projektu. Mariusz Machajewski nie wyklucza jednak i takiego scenariusza, że w efekcie uruchomienia nowej instalacji produkcyjnej na złożu spółka ostatecznie może się wycofać z planów sprzedaży i pozostanie na Yme.
Koncern podał wczoraj wyniki za II kwartał. - Segment wydobywczy był tym, który uratował kwartalny wynik Lotosu - wyjaśnia Tamas Pletser, analityk Erste Group. Jak podkreśla, zysk operacyjny segmentu przed uwzględnieniem amortyzacji (EBITDA) sięgnął 156 mln zł, podczas gdy w części produkcji i handlu Lotos wygenerował 101 mln zł straty EBITDA. Przychody koncernu w całym I półroczu skurczyły się o 18 proc. - Powodem była przede wszystkim niższa sprzedaż spowodowana ponad trzytygodniowym postojem remontowym, największym w historii gdańskiej rafinerii - przekonuje wiceprezes Machajewski.
Sam remont kosztował ponad 90 mln zł, zaś ubytek w produkcji spowodowany przestojem sięgnął 130 mln zł.
Strata netto koncernu w I półroczu wyniosła 273 mln zł (rok wcześniej Lotos zarobił 68 mln zł). Mariusz Machajewski zapowiada poprawę wyników w II półroczu. - Nie ma czynników, które wskazywałyby na ujemną rentowność. Nie wyobrażam sobie, byśmy nie osiągnęli zysku operacyjnego - podkreśla.
Eksperci przekonują jednak, że wysoka cena ropy rosyjskiej względem surowca typu Brent, słaba złotówka i niskie marże nie będą sprzyjać branży rafineryjnej. - To źle wróży Lotosowi - zaznacza Tamas Pletser.
Wczoraj notowania spółki na giełdzie mocno zanurkowały. Kurs spadał nawet o ponad 2,5 proc. Za akcję płacono 37,49 zł.
@RY1@i02/2013/157/i02.2013.157.000000900.803.jpg@RY2@
Przez remont rafinerii wyniki Lotosu mocno w dół
Michał Duszczyk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu