To będą kluczowe dwa lata
Jarosław Pole jest przekonany, że o przyszłości polskiej energetyki wiatrowej zdecydują najbliższe dwa lata. Zamierza skuteczniej lobbować na rzecz tego sektora OZE
Wybrany w styczniu tego roku na nowego prezesa Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Odnawialnej (PSEW) Jarosław Pole zamierza agresywniej i skuteczniej niż do tej pory lobować na rzecz energetyki wiatrowej. I jest przekonany, że kluczowe będą decyzje polityczne, zwłaszcza resortu gospodarki.
Finanse i ustawa
W środowisku "wiatrowców" po wyborze Jarosława Polego na nowego szefa stowarzyszenia wrócił optymizm i pozytywne myślenie o przyszłości. Panuje przekonanie, że jego wiedza i charyzma pomogą branży. Dlaczego? Ma za nim przemawiać zawodowe doświadczenie.
Jarosław Pole ukończył wrocławską Akademię Rolniczą, opuszczając jej mury z dyplomem inżyniera. Ale to był pierwszy krok na jego edukacyjnej ścieżce. Magisterium obronił już w Oxford Brooks University w Budapeszcie. Międzynarodowe studia pozwoliły mu opanować biegle znajomość trzech języków obcych, co w konsekwencji otworzyło mu drzwi do kariery w mocno umiędzynarodowionej branży motoryzacyjnej.
Po odejściu z tej branży pracował m.in. w hiszpańskiej Gamessie produkującej i instalującej turbiny wiatrowe jako inżynier handlowy. Obecnie swoje miejsce znalazł w hiszpańskiej firmie EDP Renovaveis (zajmuje się projektowaniem, developingiem i zarządzaniem farmami wiatrowymi), gdzie odpowiada za morską energetykę wiatrową w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.
Farmy na morzu
Jarosław Pole od lat reprezentował w PSEW morskie ramię energetyki wiatrowej, gdzie funkcyjnie odpowiadał za pracę zespołu ds. offshore. I do dziś, będąc już prezesem PSEW, nie ukrywa, że jest wielkim zwolennikiem morskich farm wiatrowych.
- Morskie farmy wiatrowe są doskonałym kierunkiem rozwoju i przyszłością energetyki odnawialnej, ale nie możemy zapominać o bieżącym rozwoju siłowni wiatrowych na lądzie, które są bez wątpienia filarem energetyki wiatrowej w Polsce - patrzy na problem szeroko Jarosław Pole.
Jego zdaniem farmy na morzu to naturalna konsekwencja energetyki wiatrowej na lądzie i bez rozwoju lądowej energetyki wiatrowej offshore w Polsce nigdy nie powstanie. Mając na uwadze liczne ograniczenia administracyjne i legislacyjne dla morskiej energetyki oraz jej koszty, nie należy się spodziewać odejścia od budowy farm na lądzie w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat.
Dylemat: budowa farm na morzu czy lądzie, schodzi na drugi plan. Zdaniem szefa PSEW cała energetyka wiatrowa stoi przed paroma kluczowymi problemami.
- Największą bolączką energetyki wiatrowej jest oczywiście brak ustawy o OZE. Mimo że nasza branża jest naturalnie zahartowana, i że wbrew powszechnej opinii nie oczekujemy specjalnych preferencji, to obecna sytuacja jest wyjątkowo krytyczna. Brak podstawy prawnej zwyczajnie wstrzymuje inwestycje. Banki, nie znając przyszłych, długoterminowych przychodów farm wiatrowych przestają finansować nowe przedsięwzięcia wiatrowe - zauważa Jarosław Pole.
Jego zdaniem, jeśli się nic nie zmieni, w krótkiej przyszłości będziemy mieli znaczny spadek inwestycji w tym sektorze.
- Jako Polska nie możemy sobie pozwolić w czasach kryzysu na zatrzymanie miliardowych inwestycji - mówi Jarosław Pole.
Wylicza korzyści płynące z rozwoju branży. I przekonuje, że mają one duży wpływ na całą gospodarkę, ponieważ z podatku od nieruchomości wspierają pokaźnie kasy gmin, przyczyniają się do powstawania nowych miejsc pracy, sprowadzają duży kapitał z zagranicy i zwiększają innowacyjność Polski.
W braku ustawy o OZE widzi największe zagrożenie dla spełnienia przez nasz kraj unijnych zobowiązań pakietu klimatycznego 3x20. Tłumaczy, że bez ustawy o OZE i rozwiązania problemu nadpodaży zielonych certyfikatów polskie zobowiązania mają niewielkie szanse realizacji. - Przyrost mocy w ubiegłym roku był wyraźny, ale jestem daleki od optymizmu. Przy drastycznej obniżce poziomu wsparcia dla energetyki wiatrowej proponowanej przez rząd, z jednoczesnym zwiększeniem innych ryzyk inwestycyjnych, nie ma szans na znaczący rozwój tej technologii. Tym samym skuteczna realizacja Krajowego Planu Działań i wypełnienie zobowiązań unijnych staje bardzo trudna do zrealizowania - mówi Jarosław Pole.
Informacja w regionach
- Komunikacja z mieszkańcami, rozmowy, transparentność dokumentacji, konsultacje społeczne - to obowiązkowy kanon dobrych praktyk postępowania inwestora przy tego typu przedsięwzięciach - przekonuje Jarosław Pole.
PSEW od dawna alarmuje, że opór lokalnych społeczności wynika w dużej mierze z braku odpowiednich działań informacyjnych na szczeblu regionalnym. Przedstawia też argumenty ekonomiczne. Korzyści z przeprowadzonych inwestycji, na jakie mogą liczyć społeczności lokalne, to na przykład wpływy do gminnej kasy z tytułu podatków (np. od nieruchomości i dochodów) czy też opłat związanych z różnego rodzaju pozwoleniami.
Z ankiety przeprowadzonej wśród gmin, na których terenie zlokalizowano farmy wiatrowe, wynika, iż średnia wartość podatku od nieruchomości w 2011 r. wyniosła ok. 65,8 tys. zł na każdą zainstalowaną turbinę wiatrową. Oznacza to, że statystyczna gmina mająca na swoim terytorium farmy wiatrowe uzyskała średnio dochód z tego tytułu w wysokości 653 tys. zł.
- Korzyści z obecności farm wiatrowych to nie tylko zastrzyk pieniędzy dla gminy, lecz także możliwość zatrudnienia lokalnych pracowników, świadczenia inwestora na rzecz społeczności lokalnej czy rozbudowa infrastruktury energetycznej, co przekłada się na wzrost atrakcyjności innych terenów przeznaczonych na inwestycje - z przekonaniem wylicza prezes PSEW.
Jarosław Pole objął fotel prezesa PSEW z przekonaniem o swojej misji popularyzacji energetyki wiatrowej i łamania barier jej rozwoju. Jednak nie jest doktrynerem.
- Nie widzę konieczności traktowania energii wiatrowej jako konkurenta dla atomu lub gazu łupkowego. W polskiej elektroenergetyce jest miejsce dla każdej technologii wytwarzania energii - zapewnia. Uważa, że budowa nowoczesnego systemu energetycznego powinna opierać się na dywersyfikacji źródeł energii, zarówno na wietrze, jak i węglu, gazie czy atomie.
@RY1@i02/2013/047/i02.2013.047.16700040t.802.jpg@RY2@
Jarosław Pole: farmy wiatrowe to nie tylko zastrzyk pieniędzy dla gminy lecz także możliwość zatrudnienia lokalnych pracowników czy rozbudowa infrastruktury energetycznej. To z kolei przekłada się na wzrost atrakcyjności innych terenów przeznaczonych na inwestycje
Dariusz Styczek
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu