Pikujące certyfikaty zabijają OZE, ale mogą też pomóc
Dramatyczny efekt nadpodaży zielonych certyfikatów spowodowany brakiem ustawowego mechanizmu jej przeciwdziałającemu, wystąpił znacznie szybciej, niż się spodziewano
Spadek notowań nawet poniżej 100 PLN/MWh (14 luty), czyli o ponad połowę w stosunku do stanu sprzed kilku tygodni, brutalnie obnażył słabość obecnego systemu certyfikatów pochodzenia. Potrzeba wdrożenia nowych regulacji dotyczących wsparcia OZE już nie jest pilna - jest dramatycznie pilna.
Każdy dzień utrzymywania dzisiejszego modelu nie tylko blokuje rozwój sektora energii odnawialnej, o czym mówimy od dawna, ale także realnie zagraża egzystencji istniejących elektrowni, które przy takich cenach długo się nie utrzymają. Paradoksalnie, to właśnie horrendalny spadek notowań certyfikatów może okazać się dobroczynny w skutkach, bowiem unaocznia politykom, iż sprawa sama się nie rozwiąże i należy ją zakwalifikować do kategorii tych nie cierpiących zwłoki.
Z letargu wywołanego zdaje się powoli wychodzić resort gospodarki, który podjął w ostatnich dniach pewne kroki w kierunku odzyskania kontroli nad dużym trójpakiem energetycznym.
Projekt trójpaku przygotowany przez ministerstwo na początku roku został nagle zastąpiony tzw. małym trójpakiem energetycznym, czyli skromniejszą wersją zmian regulacyjnych koniecznych do wprowadzenia do prawa krajowego na podstawie dyrektyw gazowej, energetycznej i o OZE. Mały trójpak, forsowany przez grupę koalicyjnych parlamentarzystów, załatwia problem naruszenia prawa wspólnotowego (Komisja Europejska w grudniu złożyła Skargę przeciwko Polsce do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości), ale nie zajmuje się zmianą systemu wsparcia dla OZE. Wyraźnie widać z tego, że politykom leży na sercu zażegnanie sporu z KE, w mniejszym jednak stopniu przejmują się sytuacją sektora OZE.
Dopiero zapaść rynku zielonych certyfikatów, których niekontrolowana nadpodaż doprowadziła do skrajnej przeceny, sprowokowała ministerstwo gospodarki do zajęcia stanowiska. Przypomniano, a miejscami także ogłoszono nowe, konkretne pomysły na skuteczne kontrolowanie zjawiska nadpodaży certyfikatów, takie jak zwiększenie obowiązku ich zakupu lub szybkie ograniczenie przyznawania certyfikatów zamortyzowanym elektrowniom wodnym czy instalacjom współspalającym biomasę.
Mówi się także o wymuszeniu sprzedaży praw przez giełdę, zakazie ich trzymania przez okres dłuższy niż 2 lata oraz ograniczeniu możliwości wypełniania obowiązku opłatą zastępczą. Chodzi zatem o działania poprawiające płynność rynku i ograniczające podaż certyfikatów ze źródeł niewymagających realnego wsparcia. Dodatkowo pojawił się cień szansy, że resort przywróci rangę głównego projektu rządowego dużemu trójpakowi, na co zdają się wskazywać wypowiedzi ministra Janusz Piechocińskiego. W takim wypadku projekt ustawy o OZE wraz z oczekiwaną zmianą systemu wsparcia nie zostałby oddzielony od adaptacji prawa krajowego do wspólnotowego i znalazł się na szybkiej ścieżce legislacyjnej. Oby tak się stało, ponieważ utrzymanie i dalszy rozwój sektora OZE to nie ukłon w stronę ekologów czy przedstawicieli tej wąskiej branży, lecz niezbędny element rozwoju całego krajowego systemu wytwarzania energii elektrycznej. Być może zatem dramat wytwórców zielonej energii otrzymujących dziś grosze za sprzedawane certyfikaty na coś się jednak przyda.
@RY1@i02/2013/037/i02.2013.037.16700030d.802.jpg@RY2@
Wojciech Sztuba, partner zarządzający TPA Horwath Polska
Wojciech Sztuba
partner zarządzający TPA Horwath Polska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu