Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Potrzebujemy i prądu, i ciepła. Dlaczego nie wytwarzać ich razem?

2 lipca 2018

Unia Europejska postrzega kogenerację jako kluczowy sposób na zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych na Starym Kontynencie

Chociaż termin "Kogeneracja" może wydawać się obcy, większości Polaków nie trzeba go tłumaczyć. Zetknął się z nim bowiem każdy, kto choć raz słyszał o elektrociepłowniach. Kogeneracja to po prostu taki proces, w którym jednocześnie wytwarzana jest zarówno energia elektryczna, jak i ciepło sieciowe. Idea stojąca za wytwarzaniem skojarzonym jest genialnie prosta. Ponieważ do napędzania wytwarzających energię elektryczną w elektrowniach turbin i tak wykorzystywana jest para wodna (powstała przez podgrzanie wody spalaniem paliwa), to dlaczego przy okazji nie wykorzystać jej do podgrzania wody znajdującej się w miejskiej sieci ciepłowniczej?

Podstawową zaletą kogeneracji jest to, że jest to technologia przyjazna środowisku i to z dwóch powodów. Po pierwsze, nawet jeśli paliwo używane do skojarzonego wytwarzania jest "brudne", to do wytworzenia takiej samej ilości ciepła i prądu w przypadku kogeneracji potrzeba go mniej niż w przypadku wytwarzania osobnego. Dla przykładu, w kogeneracji ze 100 ton węgla kamiennego 35 zostaje zamienionych na energię elektryczną, a 50 na ciepło. Na straty, które są nieodłączne, spisywane jest jedynie 15 ton. Wytwarzając oddzielnie taką samą ilość prądu i ciepła, spalilibyśmy 148 ton paliwa, z czego na straty bezpowrotnie trzeba byłoby spisać 63 tony węgla. Oczywiście należy zauważyć, że w przypadku niektórych, nowoczesnych elektrowni węglowych straty te byłyby mniejsze, bowiem sprawność energetyczna zainstalowanych tam bloków jest wyższa niż 35 proc. Niemniej jednak, aby w omawianym scenariuszu uzyskać te same efekty co w kogeneracji, zmarnowalibyśmy prawie cztery razy tyle cennego paliwa, przy okazji wystawiając znacznie wyższy rachunek środowisku.

Tu przechodzimy do punktu drugiego, czyli mniejszych emisji, które wynikają z prostego faktu, że jeśli spalimy mniej węgla, to w mniejszym stopniu zanieczyścimy atmosferę. Jeśli kompletne spalenie jednej tony węgla daje 2,1 tony dwutlenku węgla, to nietrudno wyliczyć, że w powyższym przypadku oszczędzamy naturze około 100 ton tego gazu.

Energia elektryczna wytwarzana w procesie kogeneracji już dzisiaj zasila gniazdka milionów Europejczyków, jednak jej udział w ogólnym miksie energetycznym waha się od 0,6 proc. w przypadku Cypru aż do 64,1 proc. dla Luksemburga. Dla Polski w 2012 r. wskaźnik ten wynosił 16,7 proc., co oznacza, że technologia kogeneracji ma jeszcze spory potencjał. Zmobilizować mogliby nas choćby nasi południowi sąsiedzi, Słowacy, u których odsetek energii elektrycznej wyprodukowanej w procesie kogeneracji wynosi 26,6 proc. Jeśli mielibyśmy sięgnąć trochę dalej, do Danii i na Łotwę, to udział ten wzrósłby kolejno do 48,8 i 34,5 proc. w 2012 r. Kogeneracja lepiej prezentuje się, jeśli rozważymy, jaki jest jej udział w ogólnej produkcji ciepła w Polsce. Według Eurostatu, w naszym kraju w 2011 r. wyprodukowano 309,8 PJ energii cieplnej, z czego 263,5 przypadało na wytwarzanie skojarzone, co przedkłada się na bardzo wysoki wskaźnik 85 proc.

Unia Europejska dostrzega potencjalne korzyści z wykorzystania kogeneracji na większą skalę. W związku z tym Bruksela zobowiązała wszystkie państwa członkowskie do wspierania skojarzonego wytwarzania odpowiednią dyrektywą już w 2004 r., która jednak z różnych względów nie została powszechnie zaimplementowana do 2007 r. Kogeneracyjny kurs został podtrzymany na październikowym szczycie Rady Unii Europejskiej. W przypadku Polski technologia została uznana i doceniona w obowiązującej krajowej Polityce Energetycznej do 2030 r., gdzie przyjętym miernikiem jest podwojenie do 2020 r. ilości energii produkowanej w kogeneracji.

Niestety brak efektywnych instrumentów wsparcia spowodował, że udział prądu wytwarzanego w tej technologii nie zwiększył się u nas w znaczny sposób. Na niewielki postęp w tej dziedzinie wskazują dane Eurostatu, według których w 2005 r. energia pochodząca z kogeneracji stanowiła 16,8 proc. ogólnie wytworzonej energii elektrycznej w Polsce, co oznacza, że osiem lat później jej udział spadł o 0,1 proc. Niewielkie postępy na drodze dla upowszechnienia kogeneracji to jednak bolączka całej Unii, dla której udział energii elektrycznej wytworzonej w tej technologii między 2005 a 2011 r. wzrósł o 0,1 proc., z 11,1 do 11,2 proc. Zaledwie w garstce krajów udało się ten udział zwiększyć, między innymi na Litwie z 15,5 proc. w 2005 r. do 36,1 proc. w 2012 r., w Holandii z 29,4 do 33,7 proc. i na wspomnianej już Słowacji, gdzie dziewięć lat temu udział ten był o 8 pkt proc. niższy i wynosił 15,3 proc.

Zdaniem PKN Orlen, który realizuje właśnie dwie inwestycje kogeneracyjne, w świetle obranej ścieżki klimatycznej przez Unię Europejską wymagane jest przynajmniej utrzymanie celu podwojenia ilości energii wytwarzanej w kogeneracji w nowej perspektywie do 2030 r. Istotne dla realizacji tego celu będzie wśród zidentyfikowanych zadań wykonawczych, wprowadzenie stabilnego i efektywnego mechanizmu dla rozwoju wysokosprawnej kogeneracji najdalej od 2018 r., kiedy kończy się obecny okres funkcjonowania wsparcia wytwarzania energii w jednostkach wysokosprawnej kogeneracji. Optykę tą potwierdza także listopadowa deklaracja USA i Chin o zakończeniu rozmów o redukcji CO2, a więc nowe globalne porozumienie w Paryżu wydaje się być w zasięgu ręki.

Zresztą moda na współwytwarzanie zapanowała także po drugiej stronie Atlantyku. W Stanach Zjednoczonych przez większość XX w. panowała tendencja do wytwarzania energii elektrycznej i ciepła osobno. Przyczyną była niska cena i powszechna dostępność surowców energetycznych. - Amerykanie zignorowali korzyści, jakie płyną z kogeneracji elektryczności i ciepła w jednej, centralnie położonej instalacji na rzecz mniej efektywnych pieców opalanych węglem i ropą w każdym budynku - napisał historyk energetyki David Nye. Teraz jednak tamtejsi dostawcy prądu coraz częściej inwestują w kogenerację, wspierani często przez Departament Energii. Nie zmienia to faktu, że udział prądu z kogeneracji pozostaje w USA niewielki - według Energy Information Administraction w 2012 r. było to 4 proc. W pewnym sensie można powiedzieć, że historia zatoczyła tam pełne koło. W końcu pierwsza elektrownia w USA, wybudowana w 1882 r. przez Thomasa Edisona Pearl Street Stadion wytwarzała zarówno prąd, jak i ciepło.

@RY1@i02/2014/243/i02.2014.243.00000100a.802.jpg@RY2@

Procent elektryczności wytwarzanej w kogeneracji

Jakub Kapiszewski

jakub.kapiszewski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.