Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Kilowaty z własnego domu: ciemna strona mocy

Ten tekst przeczytasz w 12 minut

Produkcja energii na własny rachunek powinna stanowić uzupełnienie tej tradycyjnej. Towarzyszy jej jednak kilka mitów, z którymi postanowiliśmy się rozprawić

Jedni mówią na nią energetyka prosumencka, inni - pół żartem, pół serio - "kilowaty z własnej chaty". Mechanizm jest taki, że prosument produkuje energię na własny użytek (np. za pomocą paneli słonecznych albo wiatraków na dachu), a jej nadwyżkę sprzedaje do sieci. Na mocne wsparcie tego rodzaju energetyki zdecydowali się w ciągu ostatnich lat m.in. Niemcy, Czesi, Hiszpanie i Brytyjczycy. Tylko w ciągu kilku miesięcy od jego wprowadzenia powstały tam dziesiątki tysięcy mikroinstalacji. Jeszcze cztery lata temu niemiecki program "miliona dachów z solarami" uznawany był za przykład do naśladowania.

Dzisiaj entuzjazm dla energetyki prosumenckiej wyraźnie osłabł. W Niemczech i Wielkiej Brytanii obcięto dla niej wsparcie, natomiast w Czechach i Hiszpanii zostało ono wyraźnie ograniczone (częściowo nawet z datą wsteczną), a prosumenci dochodzą swoich praw w sądach.

Płacą wszyscy odbiorcy

- Powodem były rosnące koszty systemu wsparcia i coraz bardziej powszechna świadomość, że za system ten nie płacą państwo ani żadna niewidzialna ręka rynku, ale że jest on finansowany przez wszystkich odbiorców w postaci wyższych rachunków za energię. Fotowoltaika jest bowiem obecnie jedną z najdroższych technologii wytwarzania energii elektrycznej - mówi Andrzej Kania, dyrektor biura Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej.

W Polsce dyskusja na temat zalet i wad tego rodzaju instalacji jest bardzo aktualna, bo do parlamentu trafił projekt ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE). Ponadto Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej uruchomił program dofinansowania dla energetyki rozproszonej. Podczas Wschodniego Kongresu Gospodarczego we wrześniu Lutz Ribbe z Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego podkreślał, że w Niemczech 30 proc. energii pochodzi z OZE, z czego większość jest wytwarzana lokalnie, w przydomowych źródłach. - W Niemczech są 4 mln producentów energii, a w Polsce aktywnych koncesji dla prosumentów jest zaledwie kilkaset - podkreślał.

Eksperci zwracają uwagę, że rozwijając odnawialne źródła energii (OZE), powinniśmy uważać, żeby nie popełnić błędów Niemiec, Czech czy Hiszpanii. Tam dynamika przyrostu OZE okazała się po prostu za duża, co zepsuło rynek. Dość powszechna jest opinia, że poprzez budowę własnego źródła odbiorca może zabezpieczyć się zarówno przed rosnącymi cenami energii, jak też przed ewentualnym jej brakiem. Gdyby tak rzeczywiście było, prosumenci produkujący energię z OZE mogliby być drogą do zwiększenia niezależności energetycznej kraju, co wydaje się szczególnie istotne w kontekście konfliktu za naszą wschodnią granicą.

Niestety, rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Pierwszym problemem są wysokie koszty wytworzenia. - W zależności od przyjmowanych założeń i konkretnych technologii, dzisiaj w Polsce cena energii z mikrogeneracji jest od 75 proc. do ponad 300 proc. wyższa niż obecna cena taryfowa obowiązująca dla gospodarstw domowych - wylicza Andrzej Kania z PKEE. Świadomość wynikających z tego implikacji mają także przedstawiciele Komisji Europejskiej, którzy we wrześniu gościli w Polsce na konferencji PKEE i stowarzyszenie europejskiego przemysłu energetycznego Eurelectric. Anne Houtman, doradca dyrektora generalnego do spraw energii w KE, zaprezentowała wtedy prognozę, według której w 2030 r. głównymi źródłami OZE dla Polski będą elektrownie wiatrowe na lądzie i biomasa. Oznacza to wielkoskalowe technologie wymagające najniższego wsparcia, a nie panele słoneczne (fotowoltaika) albo miniwiatraczki na dachach domów. Według tych prognoz z tego źródła pochodzić będzie zaledwie 2 proc. energii.

To może potwierdzać, że w polskich warunkach mikrogeneracja OZE jeszcze długo będzie należeć do grupy najdroższych technologii wytwarzania energii. Powszechnie stosowanym na świecie wskaźnikiem jest uśredniony koszt produkcji energii elektrycznej LCOE (ang. Levelised Cost of Electricity). To inaczej cena energii elektrycznej, jaką powinna otrzymywać dana elektrownia, żeby jej działalność była rentowa. LCOE dla energetyki zawodowej i mikrogeneracji na razie drastycznie się rozjeżdżają, bo ta ostatnia wymaga wysokich dopłat.

Według niektórych prognoz rozwój technologii i dalszy spadek cen mogą w kolejnych latach coraz bardziej zbliżać poziomy LCOE najbardziej efektywnych technologii. Według PKEE, w perspektywie przynajmniej kolejnych pięciu lat różnice będą jednak w dalszym ciągu wyraźne i nie uzasadnią na poziomie kosztów wytwarzania, masowego rozwoju energetyki prosumenckiej.

Dzisiaj okres zwrotu instalacji mikrogeneracji - bez dofinansowania, którego koszt musiałby być przeniesiony na wszystkich odbiorców - wynosi od 15 do 20 lat (w zależności od zastosowanej technologii). Problem w tym, że odbiorcy i banki, które mogłyby być zainteresowane dofinansowaniem sektora, oczekują szybszego okresu zwrotu z inwestycji: zazwyczaj od pięciu do siedmiu lat. Wynika z tego, że rozwój tego kierunku wytwarzania wymagałby znacznego wsparcia ze źródeł zewnętrznych. A to w praktyce oznacza dodatkowe opłaty ponoszone przez większość odbiorców. - Właśnie tego typu wsparcie było źródłem rozwoju energetyki rozproszonej w Niemczech, gdzie element związany z rozwojem mikrogeneracji w rachunku odbiorcy to dziś 12-13 proc. całości - wyjaśnia Andrzej Kania z PKEE.

Zajdzie słońce, nie ma prądu

Niekorzystne dla energetyki prosumenckiej porównanie kosztów i długi okres zwrotu bez wsparcia to tylko część wątpliwości. Mitem jest stwierdzenie, że energetyka prosumencka pozwala odbiorcy na pełną niezależność, czyli zabezpieczenie się przed brakiem dostaw energii. To nieprawda, bo instalację źródła rozproszonego można traktować wyłącznie jako opcję uzupełniającą. Problem w tym, że instalacje mikrogeneracyjne produkują energię, np. kiedy świeci słońce albo wieje wiatr. I nawet przy założeniu, że efektywność tych instalacji musi z czasem wzrosnąć, to i tak, żeby mieć gwarancję ciągłych dostaw energii, w przypadku fotowoltaiki lub elektrowni wiatrowych nie mamy wyboru - musimy być podłączeni do sieci i za to płacić.

W sprawie OZE funkcjonuje też stereotyp, że wytwarzanie energii w instalacjach przy domu pozwala zaoszczędzić na opłatach za dystrybucję, czyli dostarczaniu energii do domu. Części potencjalnych prosumentów wydaje się, że skoro wytwarza energię lokalnie, to opłaty dystrybucyjne powinny się zmniejszyć. Nic bardziej mylnego. Nakłady na rozwój sieci dystrybucyjnych nie mogą zostać zmniejszone wraz z rozwojem generacji rozproszonej. Wręcz przeciwnie: dochodzą koszty dostosowania sieci, bo te dziś nie są gotowe do podłączania na dużą skalę nowych źródeł prosumenckich. A zarządzanie siecią przy uwzględnieniu niestabilności produkcji małych źródeł rodzi dodatkowe wymagania - tłumaczy Andrzej Kania.

Liczby są nieubłagane. Jeśli założymy stałe albo rosnące kwoty inwestycji i utrzymania sieci oraz mniejszą w niej ilość energii (bo odbiorcy częściowo wytwarzają energię w instalacjach przy domu), to prosta arytmetyka wskazuje na ryzyko wzrostu stawki dystrybucyjnej. A ta stanowi około połowy naszego rachunku. Ten mechanizm pogłębia nierówny rozkład kosztów i korzyści systemu wsparcia dla mikrogeneracji. Także w obszarze dystrybucji istnieje ryzyko, że wszyscy zapłacą za wsparcie dla prosumentów.

Jakie stąd płyną wnioski? "Kilowaty z własnej chaty" mogą stanowić logiczne uzupełnienie energetyki zawodowej. W przyszłości powinny stać się - w określonych warunkach - ekonomicznie opłacalnym kierunkiem. Ale projektując zasady działania tego obszaru, należy unikać długotrwałego wspierania nieefektywnych technologii, bo to zniekształca rachunek biznesowy i deformuje rynek. - Zbyt silne wsparcie finansowe mikrogeneracji może stworzyć system, w którym działalność grupy prosumentów będzie finansowana przez wszystkich odbiorców, a efektem ubocznym będą rosnące koszty po stronie operatorów sieci - ostrzega PKEE.

@RY1@i02/2014/213/i02.2014.213.00000110a.803.jpg@RY2@

Udział energii ze źródeł odnawialnych w konsumpcji energii w Europie

@RY1@i02/2014/213/i02.2014.213.00000110a.804.jpg@RY2@

Państwa z wysokim udziałem OZE w miksie mają wysokie ceny energii

współpraca MK

Mikołaj Tomaszewski

@RY1@i02/2014/213/i02.2014.213.00000110a.105.gif@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.