Dziennik Gazeta Prawana logo

O dylematach europejskiej polityki energetycznej

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Budowa jednego rynku energii jest ryzykowna dla polskich firm

Jakie są potencjalne kierunki rozwoju rynku energetycznego w Unii Europejskiej, zastanawiali się dyskutanci podczas jednej z wtorkowych debat.

Polityka energetyczna, a właściwie klimatyczno-energetyczna Unii Europejskiej, realizowana przez ostatnie lata przeżywa kryzys - powiedział na wstępie prowadzący debatę prof. Marek Garbicz. W jego opinii odpowiedzią mogą być dwa scenariusze. - Pierwszy z nich to przyspieszenie, a drugi to zwolnienie - mówi profesor. Do pierwszego dojdzie, jeśli Unia uzna, podobnie jak uważa Joschka Fischer, były niemiecki wicekanclerz, że mamy wciąż za mało zielonych źródeł energii, do drugiego - jeśli zwycięży pogląd, że jednak tych zielonych źródeł energii jest za dużo. - Jesteśmy właśnie w przededniu batalii - stwierdził moderator.

Jej mały przedsmak mieliśmy podczas dyskusji. Profesor Zbigniew Kasztelewicz z AGH, nawiązując do słynnego podziału ks. Tischnera, stwierdził, że obecnie istnieje prawda, półprawda oraz prawda ekologiczna. - Polska emituje 1 proc. CO2 na świecie, ale to właśnie nasz kraj jest postrzegany jako ten, który niszczy globalny klimat. Tymczasem Niemcy zużywają trzy razy więcej węgla niż my i mają trzy razy więcej mocy energetycznych opartych na węglu. Niemcy emitują rocznie 850 mln ton CO2, a Polska 320 mln ton - uzasadniał swój pogląd przedstawiciel krakowskiej uczelni, zwolennik technologii węglowych.

W opozycji do niego stał prof. Jan Popczyk z Politechniki Śląskiej, który stwierdził, że na energetykę patrzy się wciąż i mówi o niej w kategoriach obowiązujących w minionym stuleciu, a czas już z tym skończyć. - Przez ostatnie 100 lat musieliśmy dostosowywać dostawy energii elektrycznej do zapotrzebowania, teraz jednak musimy się z zapotrzebowaniem dostosowywać do dostaw - powiedział profesor.

Dyskutanci zwracali również uwagę na kwestię łączenia rynków. - Czy to byłoby dobre, czy złe, gdyby Polska stała się importerem energii? - pytała Mariola Juszczuk z SGH. Odpowiedzi udzielił Mirosław Bieliński, prezes Energi, która była sponsorem debaty.

- Obecnie w Unii Europejskiej jest wyraźny trend do budowania jednego rynku energii - zauważył i dodał, że byłoby to fatalne w skutkach dla polskich firm energetycznych. - Jesteśmy po kilkudziesięciu latach intensywnej rozbudowy zdolności produkcyjnych w Europie. Teraz jest tam nadmiar tych mocy energetycznych. W Polsce takich inwestycji nie było, ale mam wątpliwości, czy trzeba u nas inwestować w produkcję - zaznaczył. Uzasadnił, że nowo postawione bloki, jak wynika z obecnych przewidywań, miałyby szansę działać przez 200 godzin rocznie, czyli po jednej godzinie dziennie od poniedziałku do piątku. W najlepszym razie ten okres mógłby być wydłużony do 1000 godzin rocznie.

- Taka inwestycja się nigdy nie zwróci. Nie ma na to najmniejszych szans - przekonywał Mirosław Bieliński. Dlatego trzeba zabrać się nie do budowy mocy produkcyjnych, ale do zarządzania nimi. - Nie budujmy mocy, jeśli rynek jest zaspokojony - dodał szef Energi.

Bartłomiej Mayer

 bartlomiej.mayer@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.