Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Klimat kontra pragmatyzm

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

PATRONAT O strukturze wytwarzania energii UE decyduje polityka klimatyczna, a w praktyce interesy największych gospodarek. Cele Polski są rozbieżne z francuskimi i niemieckimi

Co do konieczności ograniczania emisji CO2 w UE panuje powszechna zgoda. Ale miks energetyczny, czyli źródła energii w poszczególnych krajach zależą od lokalnych uwarunkowań. W praktyce, kto ma przełożenie na Brukselę, dyktuje warunki. Liczą się więc przede wszystkim interesy najbogatszych krajów.

We Francji sektor wytwarzania jest zdominowany przez energetykę jądrową: 58 reaktorów o łącznej mocy ponad 63 GW (w budowie jest kolejny - we Flamanville) daje prawie trzy czwarte francuskiej produkcji energii elektrycznej. Za atomem stoi potężny przemysł. Praktycznie całość zainstalowanej mocy jest w rękach trzech największych graczy - głównie kontrolowanego przez państwo EDF, ale też francuskiego GDF Suez i niemieckiego E.ON.

Promując energetyką jądrową, Paryż pompuje rodzimą gospodarkę. To nieprzypadkowo właśnie Francuzi wyszli z propozycją modyfikacji europejskiego systemu handlu emisjami (ETS). Pod koniec kwietnia prezydent Francois Hollande przedstawił pomysł wyznaczania tzw. korytarza cenowego dla praw do emisji CO2. Celem jest maksymalny wzrost kosztów tzw. brudnych technologii, żeby skłonić rządy do inwestowania w rozwiązania niskoemisyjne, np. atom.

Nawet jeśli w przyszłości udział energii jądrowej we francuskim miksie będzie się zmniejszał na rzecz odnawialnych źródeł energii (OZE), bo taki jest plan, to nadal to atom pozostanie dominujący. Uzupełnieniem i stabilizatorem systemu energetycznego we Francji są elektrownie wodne, gazowe, a dopiero w dalszej kolejności węglowe (te ostatnie mają tylko 6,3 GW zainstalowanej mocy).

Niemcy zużywają najwięcej energii elektrycznej ze wszystkich państw w Europie - prawie 600 TWh rocznie. Są też światowym liderem we wdrażaniu energetyki odnawialnej (OZE stanowią dziś prawie jedną trzecią w niemieckim miksie energetycznym). A to nie koniec. Niemieckie założenia są takie, że udział energii odnawialnej w całości zużywanej energii elektrycznej powinien osiągnąć w 2030 r. co najmniej 50 proc.

W sprawie energetyki atomowej (stanowiącej ok. 15 proc. w niemieckim miksie) polityka naszego zachodniego sąsiada może się na pierwszy rzut oka wydawać niekonsekwentna. W 2002 r. Niemcy przyjęli ustawę o stopniowej likwidacji elektrowni jądrowych. Siedem lat temu zaczęli ją stopniowo uchylać. W 2010 r. Berlin wydłużył okres eksploatacji bloków jądrowych - z 32 do 60 lat. A w 2011 r. katastrofa w japońskiej Fukushimie była przyczyną decyzji o szybszym przestawieniu się na OZE.

Węgiel wciąż stanowi źródło ponad 40 proc. energii zużywanej w Niemczech. Już niedługo, bo nasi sąsiedzi prowadzą konsekwentną politykę dekarbonizacji, nawet kosztem interesów takich koncernów, jak RWE i E.ON. Tło jest takie, że Berlin jest zapatrzony w OZE z powodu silnej pozycji zielonych i ich udziału w kolejnych koalicjach rządowych. Ważne zastrzeżenie jest takie, że Niemcy przodują w rozwoju technologii OZE, więc zyska na tym ich przemysł. Oczywiście Niemcy popierają Francuzów w sprawie podnoszenia cen uprawnień emisji CO2, żeby skłonić inwestorów do inwestycji w OZE.

Polska bazuje na własnych surowcach kopalnych i dlatego jednoznacznie opowiada się za energetyką opartą na węglu. Mimo że to stanowisko ma racjonalne podstawy, bo daje niezależność od zewnętrznych dostaw, w Unii uchodzimy za energetycznego dinozaura. Nasza struktura produkcji energii elektrycznej jest taka, że prawie 80 proc. pochodzi z węgla, 47 proc. to węgiel kamienny. Dekarbonizacja energetyki oznaczałaby dla Polski ogromne problemy i straty.

Mimo zapowiedzi większego wykorzystania wiatru i słońca, czyli zwiększania udziału OZE w miksie energetycznym, Polska nie planuje odchodzić od dominującej roli węgla. Faktem jest za to stosowanie technologii gwarantującej mniejszą emisyjność szkodliwych substancji w nowych blokach budowanych m.in. w Opolu, Kozienicach i Turowie. Polska stoi na stanowisku, że kształt systemu ETS powinien uwzględniać w dużym stopniu specyfikę poszczególnych państw członkowskich.

Dlatego doszło u nas do połączenie kapitałowego energetyki z kopalniami. W maju rozpoczęła działalność Polska Grupa Górnicza (PGG), czyli tzw. Kompania Węglowa 2.0, na którą m.in. państwowi gracze energetyczni - np. PGE, Energa i PGNiG - wyłożą ponad 2,4 mld zł (do tego dochodzi ponad 1 mld zł z emisji obligacji). Spółka przejęła 11 kopalń, cztery zakłady i centralę Kompanii Węglowej. Powstał węglowy gigant: największy producent węgla kamiennego w UE z roczną produkcją 28 mln ton i zatrudnieniem 32,5 tys. osób. Operacja odbyła się pod warunkiem zgody na rezygnację z czternastki oraz przeprowadzenie programu dobrowolnych odejść dla ok. 4 tys. pracowników.

Czy PGG poradzi sobie na rynku? Jak długo utrzymają się niskie ceny węgla i jego nadpodaż? Czy Polska ma szansę przekonać Brukselę do ustępstw na rzecz naszego modelu energetycznego? To m.in. o tym będą rozmawiać uczestnicy VIII edycji Europejskiego Kongresu Gospodarczego, który będzie się odbywał od 18 do 20 maja w Katowicach.

@RY1@i02/2016/088/i02.2016.088.000000800.803.jpg@RY2@

Struktura produkcji energii

@RY1@i02/2016/088/i02.2016.088.000000800.804.jpg@RY2@

Konrad Majszyk

konrad.majszyk@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.