Spokojnie, to tylko awaria w Gazpromie
Gaz już płynie, ale mogą grozić nam kolejne przerwy w jego dostawie
Dziś do Polski przyjeżdżają przedstawiciele rosyjskiego Gazpromu, by uczestniczyć w walnym zgromadzeniu akcjonariuszy spółki EuRoPol Gaz - właściciela i inwestora polskiego odcinka gazociągu Jamał. Być może wyjaśnią, dlaczego przesyłany przez nich gaz nie spełniał norm jakościowych. Polski operator sieci przesyłowej Gaz-System potwierdził, że błękitne paliwo było zawodnione. Takiego surowca nie można było wpuścić do sieci, bo nie tylko nie ma odpowiedniej wartości energetycznej, lecz także odbiorcy końcowi mogliby mieć problemy ze swoimi urządzeniami. Niemcy z tego samego powodu również ograniczyli przesył surowca dostarczanego przez Gazprom. Rosyjskie media tłumaczą, że to były nieumyślne działania koncernu. Ten zapewnia, że awaria została już usunięta.
Siedem przerw w dostawach gazu
Zdaniem Piotra Woźniaka, prezesa PGNiG, cała sytuacja pokazuje jednak, że Gazprom nie jest wiarygodnym partnerem. Jak wylicza, w ciągu ostatnich 13 lat już siedmiokrotnie dochodziło do przerw i ograniczeń w dostawach gazu. - Obawiamy się, że takie sytuacje mogą się powtórzyć w przyszłości - mówi Woźniak.
Zdaniem Andrzeja Sikory, prezesa Instytutu Studiów Energetycznych (ISE), ewidentnie winę za wpuszczenie do gazociągu zawodnionego surowca ponosi dostawca, czyli Gazprom. - Powinien wypłacić PGNiG odszkodowanie za utracone korzyści - sugeruje Sikora.
Otwarte pozostaje pytanie, czy i ile zapłaci nam rosyjski koncern za surowiec niespełniający warunków kontraktu. Takie sprawy - tłumaczy PGNiG - reguluje kontrakt, a ten jest objęty tajemnicą handlową, dlatego polska spółka nie chce ujawniać szczegółów.
Zarówno PGNiG, jak i Gaz-System wskazywały, że przerwa w dostawie nie godziła w nasze bezpieczeństwo energetyczne, bo rosyjski gaz został zastąpiony surowcem z magazynów kawernowych. - Używaliśmy w tym celu jedynych dostępnych w Polsce zgromadzonych przez PGNiG zapasów gazu - mówi prezes Woźniak.
Gaz na szczęście tanieje
Nawet jednak gdyby zapasy zaczęły się kurczyć, to ich ewentualne uzupełnienie kosztowałoby nas relatywnie niewiele. Ceny surowców energetycznych spadają i są najniższe w tym roku. Od końca grudnia gaz potaniał w Europie już o jedną trzecią. Jedną z przyczyn jest zdaniem analityków rosnąca podaż błękitnego surowca. Na przykład z Norwegii, która po przejściowych kłopotach skutkujących spadkiem dostaw do najniższego poziomu od września zeszłego roku, znów pompuje gaz pełną parą. Spadają też ceny ropy naftowej, a notowania gazu z reguły poruszają się w tym samym kierunku. Cena baryłki brent potaniała niemal o 20 proc. od początku roku, do poniżej 45 dol. Wprawdzie Organizacja Krajów Eksportujących Ropę Naftową przedłużyła w poprzednim miesiącu obowiązujące od początku roku ograniczenie w produkcji do lutego 2018 r., ale nie jest w stanie doprowadzić do wzrostu cen surowca. I to mimo że do porozumienia przystąpiło też 12 państw niebędących członkami OPEC, w tym Rosja, największy producent ropy na świecie. Ograniczenia nie działają, bo wydobycie zwiększają Stany Zjednoczone. W minionym tygodniu produkcja w USA sięgnęła 9,35 mln baryłek, najwyższego poziomu od niemal dwóch lat.
Strategia energetyczna zamiast strachów
- Nie należy przesądzać, że przerwy w dostawach błękitnego paliwa od Gazpromu wynikały z pobudek politycznych - mówi Krzysztof Gadowski, poseł PO, członek komisji ds. energii i skarbu państwa. - Oczywiście jesteśmy bardzo ostrożni co do działań Gazpromu i tą roztropnością powinniśmy się dalej kierować. Pamiętajmy, że Rosja chce sprzedawać jak najwięcej swojego gazu - dodaje.
Jego zdaniem sprawa przerwy w dostawie rosyjskiego surowca została nadmiernie rozdmuchana. - Nie powinno się straszyć Polaków, że nagle zabraknie nam gazu. Mamy przecież obligatoryjne rezerwy, a Polska od wielu lat podejmuje działania związane z dywersyfikacją dostaw - podkreśla Gadowski. Przykładem jest terminal LNG w Świnoujściu, do którego dociera do nas surowiec z Kataru i USA. Kolejny statek z gazem zakupionym na rynku spotowym wpłynie do nas 4 lipca. Wybudowane zostały także interkonektory łączące naszą sieć ze słowacką, niemiecką i ukraińską. Sięgamy też po gaz norweski, który według zapewnień ministra Piotra Naimskiego, rządowego pełnomocnika ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, może popłynąć do nas już jesienią 2022 r.
Zdaniem Gadowskiego rząd powinien jak najszybciej przedstawić politykę energetyczną Polski do 2050 r., wskazać miks energetyczny, to, ile faktycznie tego gazu potrzebujemy i skąd chcemy go kupować. Jak mówi Gadowski, zgodnie z przyjętym przez Komisję Europejską pakietem zimowym powinniśmy do końca 2017 r. przedstawić zintegrowany krajowy plan energetyczno-klimatyczny do uzgodnień z sąsiadami i UE. To obecnie priorytet związany z bezpieczeństwem energetycznym kraju.
Spadają ceny ropy naftowej, a notowania gazu idą w tym samym kierunku
@RY1@i02/2017/121/i02.2017.121.00000120a.801.jpg@RY2@
Ceny surowców energetycznych są najniższe w tym roku
Aleksandra Gruszczyńska
Tomasz Jóźwik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu